U fryzjera

Choć chorujących plus minus jest tyle samo, maski już nie są potrzebne. Można pójść na wesele. Epidemia wygasła, wszyscy są zdrowi, a jak nie są, to będą.
Czyta się kilka minut

Parę dni temu do zbioru ciekawych życiowo przeżyć, nie tylko w obecnie ludowej Polsce, ale w ludowej ogólnie i w ogóle życiowo, dopisaliśmy mierzenie nam temperatury przez fryzjera. Zaiste, w trakcie tej przecież zwykłej dotychczas czynności pochwaliliśmy nagle i niespodziewanie i cywilizację, i postęp, i technologię. Pochwały te szeptaliśmy sobie z radością, moszcząc się w fotelu naprzeciw lustra, patrząc, jak straszliwa fryzura à la Trump&Johnson idzie pod odkażony nóż.

Oto obsługa termometru nie wymagała żadnego kontaktu ani tego urządzenia, ani operatora z żadnym fragmentem naszego boskiego ciała. Trzeba się – powiada mądrość życiowa – cieszyć z rzeczy małych, gdy wielkich nie staje. Gdyby oto – dajmy na to – epidemia zdarzyła się dawniej, nasze spotkanie z fryzjerem trzeba by było zakwalifikować jako skomplikowane na tyle, że musiałoby się odbyć za parawanem. Zapewne nie obyłoby się bez krępującego monologu bądź namiastki dialogu: – Proszę tego, ten, o, dobrze. Nie, niestety. Musimy zmierzyć jeszcze raz. Gratulacje, jest pan zdrowy. Kompletnie zdrowy.

Tak sobie w trakcie strzyżenia fantazjowaliśmy, niby niewinnie, ale jednak coś w tym było z poczucia bytowania w świecie kompletnego obłędu. Słodycz obecnej, szalenie zaawansowanej technologii powiązaliśmy natychmiast z poziomem – pardon – intelektu tutejszej władzy.

Bo poziom intelektu obecnej władzy rzuca na kolana wszędzie, jak okiem sięgnąć: u fryzjera, który mierzy temperaturę klientom, i w restauracji, gdzie przy stoliku mogą siedzieć ludzie śpiący w jednym łóżku, i w przepełnionym tramwaju, w którym nikt nie liczy pasażerów, choć ma być ich zgodnie z zarządzeniem kilkunastu, i w barze z alkoholem, gdzie nikt, nie tylko dziś, nie wie, kto, z kim, kiedy i po co. Jest to władza, która, jeśli o intelekt idzie – trzeba przyznać – przejdzie na pewno do kronik, do wspomnień i do dzienników. Musi, bo nie dorównuje żadnej innej. Zazdrość bierze wobec badaczy i czytelników tego wszystkiego za – powiedzmy – sto lat. Już słyszymy zdrowy rechot naszych rodaków-potomków, wibrujący w dalekiej przyszłości.

Patrzmy dalej, tzn. nie zawężajmy naszych obserwacji do widoku rozciągającego się raptem z fryzjerskiego fotela, choć bowiem jest on niezwykły, to niepełny. Obrazem całości są coraz to nowsze, luzujące atmosferę zarządzenia i absolutnie niezbędne tu obrzędy magiczne. Oczywiście, z powodu siadających nastrojów, nie tylko wyborczych, magia jest w Polsce zawsze ostatnią nadzieją, zawsze wdrażaną. Nie można już – popatrzmy – zarazić się na ulicy. Jeszcze tydzień temu za brak maski dostawało się pięć stów kary. Dziś, choć chorujących plus minus jest tyle samo, maski już nie są potrzebne. Można pójść na wesele. Epidemia wygasła, wszyscy są zdrowi, a jak nie są, to będą. Panuje demokracja i zbliża się lato. Będą wybory. Policja nie bije ludzi i znakomicie rozumie, co jej wolno, a czego nie. Urzędnicy państwowi nie kradną publicznych pieniędzy. Bo po co. Bajka. Zobaczymy, jak się skończy. ©℗


Wszystkie felietony Stanisława Mancewicza >>

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23-24/2020