Reklama

Trzy ważne książki i jedno wydarzenie

Trzy ważne książki i jedno wydarzenie

07.12.2003
Czyta się kilka minut
Nieczęsto ukazanie się książki religijnej można uznać za wydarzenie. Książka tej kategorii zresztą wydarzeniem być nie musi; może odgrywać ważną rolę edukacyjną, może informować, może prowokować do myślenia lub po prostu zachwycać swoim pięknem.

U nas książki-wydarzenia w literaturze religijnej są rzadkością. Wydawnictwa wolą pozycje poruszające się po terenie względnie bezpiecznym, by nie prowokować reakcji władz kościelnych (marzenie wydawców na Zachodzie) i - jeśli jest to wydawnictwo katolickie - podejrzeń o szerzenie poglądów niezgodnych z nauką Kościoła. Dlatego książkę jezuity ks. Bernarda Sesboüé ośmielam się prezentować tu jako wydarzenie.

Władza w Kościele

Wykładowca teologii w paryskim Centre-Sévre, redaktor wydanej także po polsku (Wydawnictwo “M") czterotomowej “Historii dogmatów", w opublikowanym dwa lata temu we Francji, a obecnie u nas zbiorze studiów “Władza w Kościele. Autorytet, prawda i wolność" podejmuje problem, który sam definiuje jako “Magisterium wystawione na próbę". Wielkość Magisterium - pisze we wprowadzeniu - bierze się z jego konieczności i misji. Poddaństwo pochodzi od pokusy związanej ze sprawowaniem wszelkiego ludzkiego autorytetu: rozciągać - z różnorakich powodów i niesłusznie - granice swej odpowiedzialności i chcieć wszystkich ukierunkować".

Sesboüé jest przekonany, że problem nieomylności Kościoła i w Kościele, postawiony drastycznie i jednostronnie przez Hansa Künga, jest rzeczywistym problemem, który wymaga odpowiedzi. Autor wnikliwie analizuje ewolucję samoświadomości Kościoła, kształtowanie się sposobu rozumienia przez Kościół natury jego własnej misji i władzy. Szczególnie uważnie zgłębia rzadko u nas omawiany sensus fidelium, czyli szczególny rodzaj “recepcji", “instynkt chrześcijański" społeczności wiernych, który stanowi ważny czynnik w określaniu wiary Kościoła. Według definicji Yvesa Congara chodzi o “proces, poprzez który ciało eklezjalne przyswaja w prawdzie pewne określenie, którego nie podało sobie samo, uznając, w promulgowanych ramach, jakąś regułę przystającą do jego życia".

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, pojęcie sensus fidelium znane jest od czasów ojców Kościoła, o. Bernard Sesboüé jednak nie waha się zaliczyć tego elementu kształtowania wiary do najbardziej aktualnych zagadnień, także w zakresie moralności: “Opracowanie prawdziwych odpowiedzi wymaga czasu i wzięcia pod uwagę nieuniknionej wymiany między magisterium a sensus fidelium. (...) za wcześnie jest dzisiaj odwoływać się do sensus fidelium we wszystkich tych kwestiach, choć daje się on już wyraźnie dostrzec: ciągle się jeszcze »staje« i nikt nie może przewidzieć, jak będzie wyglądać jego ewolucja. Ale czy sam ten fakt nie jest znakiem, że trzeba unikać zbyt pospiesznego zajmowania stanowisk?".

Ta książka - owoc zrozumienia i, ośmielę się powiedzieć, miłości Kościoła - przez ewolucję kościelnej samoświadomości prowadzi nas ku przyszłości. “Nowy kształt wiary to wiara rozumna i zrozumiała, w nieunikniony sposób krytyczna... jest owocem decyzji podjętej w warunkach osobistej i świadomej wolności, wiarą wspólnotową i uczestniczącą", i to wymaga nowego stylu “zarządzania prawdą", nowego sposobu głoszenia wiary i nowych sposobów sprawowania magisterium.

Książka o. Bernarda Sesboüé warta jest dogłębnego omówienia. Zajmuje się sprawami, które dziś zaprzątają ludzi wierzących. Jeśli zawiera akcenty krytyczne wobec instytucji kościelnych, to zawsze jest krytyka budująca, nigdy agresja destruktywna i przygnębiająca. Więcej, jest to książka jest przesycona spokojną mądrością i nadzieją.

Psycho-analiza Kościoła katolickiego

“Psycho-analiza" w tytule nie oznacza klasycznej “psychoanalizy", lecz metodę, której używa autor - psychiatra, psychoterapeuta, a zarazem teolog - do rozpoznania stanu i propozycji terapii pacjenta, którym jest... Kościół katolicki. “Poszukujemy dla naszych celów - pisze - dostatecznie niemrawej, wielkiej organizacji, o której możliwie wielu ludzi ma pewne pojęcie. (...) Prawie wszyscy psychologowie już praktykowali na Kościele katolickim, choć bez powodzenia, co zdaje się dawać nowej metodzie atrakcyjną szansę wykazania swych możliwości".

Do parafii ma przybyć na wizytację biskup. Zaangażowani parafianie przez kilka miesięcy debatują, o co powinni go zapytać, wreszcie cztery pytania zostają sformułowane: seks i Kościół lub “Papież i prezerwatywy", kwestia celibatu albo “czy nie wydaje się, że brakuje nam księży?", kobiety i Kościół, czyli “bez kapłaństwa kobiet nie ma równouprawnienia" i ostatnie pytanie - centralizm rzymski, nieomylność papieża, zbyt mało demokracji w Kościele lub “i tak nie mamy nic do powiedzenia".

Te pytania z różnych dziedzin łączy jedno: na żadne z nich biskup nie udzieli zadowalającej odpowiedzi. Nie zrewolucjonizuje katolickiej etyki seksualnej i nie będzie rozdawał prezerwatyw, nie zniesie celibatu, nie ożeni się z przewodniczącą rady parafialnej i nie wprowadzi kapłaństwa kobiet, nie wyświęci świeżo poślubionej żony ani nie zerwie z Watykanem. Biskup odpowie albo z niezadowalającą nadreńską grzecznością, albo z niezadowalającą pruską formalnością, może z niezadowalającą kumplowską poufałością - tak jak każdy z nas!, albo ze zniecierpliwieniem, może z rezygnacją, przepraszając, że odpowiedzi nie są zadowalające. W każdym przypadku - niezadowalająco. Po wizytacji komitet parafialny będzie zawiedziony: dołożyliśmy tyle trudu, a odpowiedzi nas nie zadowoliły. Biskup stwierdzi ze smutkiem: zawsze te same tematy, a o specyfice parafii nie dowiedziałem się niczego.


Choć w rzeczy samej przedstawione problemy nie były wcale dla tych zacnych parafian szczególnie ważne, choć biskup - łagodny starszy pan - był pozytywnie nastawiony, “obie strony w magiczny sposób krążyły wokół swoistego rytuału, który - jak każdy dobrze wie - przynosi tylko zmęczenie i nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Nazywa się to transem problemowym. Jest on identyczny z pewnym układem, znanym z »rodzin problemowych«, który obecnie leczy się z wielkim powodzeniem, metodami współczesnej psychoterapii".

Mnóstwo znanych z życia kościelnego sytuacji, doskonale pokazany nasz “kościelny" sposób reagowania i myślenia, wracające porównanie do “rodziny patologicznej" czy wręcz do “rodziny alkoholików". Jednak jest coś, co daje do myślenia: “Obezwładnione olbrzymy umierają młodo. Kościół katolicki ma już jednak dwa tysiące lat (...) Jeśli taki pacjent wytrzymuje dwa tysiące lat niezliczonych blokad, sytuacji kryzysowych i regularnych depresji bez leczenia stacjonarnego, korzystając tylko z ambulatorium, chociaż jednak z użyciem lekarstw, że wspomnimy tylko o sakramentach, jest to niezwykle zadziwiające i powstaje pytanie: jak można się tak długo trzymać? W przeciwieństwie do tego, potężny i tryskający zdrowiem realny socjalizm ostatecznie zmarł po 27 latach - nie osiągając nawet przeciętnego wieku dzisiejszego mieszkańca Europy Środkowej. Należy zatem mówić o olbrzymich siłach żywotnych, które są w tym Kościele...".

Mało kto w ten sposób pisze o Kościele. Autor, ordynator jednej z klinik psychiatrycznych w Kolonii, siłą rzeczy najlepiej zna problemy typowe dla Kościoła niemieckiego, co nie znaczy, że i my na jej kartach nie możemy się przejrzeć jak w lustrze. Książka - czytamy na czwartej stronie okładki - stała się w Niemczech bestsellerem. Skromnie wydana w Bielsku-Białej, u nas dotychczas nie została zauważona.

“Psychoterapia - autor jest tego świadomy - nie jest żadną nauką o rzeczach ostatecznych, jest narzędziem rzemieślniczym, którym można na tym świecie rozwiązać zaledwie niektóre poplątania psychiczne - ni mniej, ni więcej". Dodam do tego: to jednak zawsze coś!

Co się stało z Soborem?

Gian Franco Svidercoschi karierę watykanisty rozpoczynał w czasach Soboru. Przenikliwy, obdarzony zdumiewającą pamięcią, potomek polskiego powstańca-emigranta, Włoch do szpiku kości, jest wybitnym znawcą Vaticanum II, entuzjastycznym obserwatorem pontyfikatu Jana Pawła II i Kościoła w naszej epoce przemian. Do napisania tej książki skłoniły go słowa Jana Pawła II, który w obliczu zbliżającego się Roku Jubileuszowego pytał Kościół o refleksję nad realizacją postanowień Soboru, a w liście apostolskim “Novo millennio ineunte" wzywał, aby “powrócić do Soboru".

Svidercoschi nie snuje nostalgicznych wspomnień z lat swej dziennikarskiej młodości. Bohaterem książki, acz przesyconej historią epoki soborowej, jest Kościół dziś. To dzisiejsze wydarzenia weryfikują nauczanie Soboru. To dziś śmiało można wskazać, gdzie Ojcowie Soboru (niestety) poszli na kompromis, gdzie w dokumentach Soboru są dotkliwe luki, a gdzie - w przeważającej liczbie spraw - Sobór trafił w sedno.

To spojrzenie na Sobór z perspektywy doświadczeń dzisiejszego świata i Kościoła jest niezwykle ożywcze. Mamy więc z jednej strony pewien wgląd do “soborowej kuchni", pokazane dyskusje i spory wokół powstających dokumentów, z drugiej także “dalsze ciągi" soborowych nauk i decyzji, bez których Kościół nie byłby tym, czym jest obecnie. Zresztą odnosi się to nie tylko do spraw całkiem współczesnych. Svidercoschi zauważa, i tę myśl podejmuje kard. Roberto Tucci w posłowiu, że właśnie dzięki Soborowi Watykańskiemu II Kościół był przygotowany do stawienia czoła wielu, wtedy nie do przewidzenia, zwrotom historii, jak choćby wydarzeniom roku 1968.

Nie spotkałem u nas książki o Soborze, która by czytelnikowi-laikowi tak żywo i kompetentnie go pokazała. Po jej lekturze nie mam wątpliwości, że bez wiedzy o Soborze bardzo trudno dzisiejszy Kościół zrozumieć.

Droga Piotra

Pierre Gibert, egzegeta, autor wielu książek o tematyce biblijnej, były dziekan Wydziału Teologicznego w Lyonie, obecnie dyrektor Instytutu Badań Religioznawczych, współautor nowego przekładu Biblii wydanego w wydawnictwie Bayard, napisał przed dwoma laty niewielką książkę o św. Piotrze, żeby pomóc czytelnikowi “lepiej zrozumieć drogę tego człowieka: jednocześnie mocnego i kruchego, pewnego siebie i pokornego; człowieka, któremu Chrystus - nigdy nie żałując, jak się wydaje, swojej decyzji - powierzył klucze Królestwa".

Rekonstrukcja postaci Piotra, m.in. przy pomocy zapisów pamięci pierwotnego Kościoła i apokryfów, jest tu pozbawiona tonu polemicznego czy elementów apologetycznych. Gibert nie usiłuje ani bronić prymatu Piotra, ani go kwestionować. Dziś, gdy następca Piotra wzywa chrześcijan do przemyślenia sposobu sprawowania Piotrowej posługi tak, by przestała być kamieniem niezgody i przyczyną podziałów, a stała się znów narzędziem jedności, lektura książki Giberta wiele daje do myślenia.

Piotr był apostołem wyróżnianym. Przez autorów Nowego Testamentu jest “eksponowany bardziej niż inni apostołowie, niezależnie od tego, jak ważny był ten czy inny z nich". Trudno powiedzieć, jaka była rola Piotra za życia Chrystusa, po wniebowstąpieniu znaczenie jego ujawnia się w pełni. Piotr sprawuje władzę, jednak w żadnej sytuacji nie jest pokazany sam, zawsze ktoś mu towarzyszy. “Jest to naszym zdaniem - pisze autor - ważny element wskazujący, iż władza powierzona przez Jezusa Piotrowi nie ma charakteru autokratycznego. Taki model nigdy nie istniał w zamyśle Chrystusa ani w sposobie pełnienia przez Piotra powierzonej mu misji".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]