Do tytułu nie mamy praw autorskich. Znaleźliśmy go w jednym z wielkich portali beztrosko żeglujących ku pełnej analfabetyzacji i odmóżdżeniu. Podebraliśmy wyjątkowe dla tych redakcji zdanie, bowiem podoba nam się w nim wszystko. Piękna składnia, rzadko spotykany dziś narracyjny umiar i emocjonalna wstrzemięźliwość.
Oto reprezentant, Polak, olimpijczyk, w Sekwanie przeżył zaledwie trudne chwile. Zaledwie, bo nie był on ani „na kolanach”, ani „na dnie”, jakby napisał ktoś bardziej zaawansowany w tworzeniu depesz dla polskich mediów. Nie został ów zawodnik pognębiony, znajdujemy go w umiarkowanych kłopotach. Jeszcze nie została po nim mokra plama, o co w rzece nietrudno, no i jeszcze nie przyniósł wstydu ojczyźnie i wciąż jest daleko do oskarżenia go o zmarnowanie publicznych pieniędzy. Te, jak wiemy, nigdy nie pochodzą z podatków ludzi ciągle o nich mówiących, bowiem ci właśnie starają się ich nie płacić.
W zdaniu o Polaku w Sekwanie jest wszystko, czego nie było w większości relacji z igrzysk. Jest spokój i życzliwość wobec słabości, jest zrozumienie i cień współczucia, jest humanitaryzm i humanizm. Jest to zdanie etyczne i estetyczne. Trudności, co wiemy wszyscy, są do przezwyciężenia, nawet jeżeli się ich nie przezwycięża. Każdy z nas – jak tu ponuro siedzimy – je miał, choć zapewne nie w Sekwanie. Oczywiście, trudności przywoływanego tu rodaka wcale się na zawodach w rzece nie skończyły. Można się domyślać, że ów bliżej nieznany wyczynowiec po powrocie do kraju został bądź zostanie rozliczony. Rozliczenia są bowiem niezbędnym elementem naszej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wyniki w sporcie – to oczywiste – podlegają rozliczeniom, jak wszystko i wszyscy. Jeżeli jakiemuś tutejszemu sportowcowi wydaje się, że zachowa olimpijski spokój, to trzeba mu rzec twardo, że się bardzo myli.
W polską odmianę olimpizmu wpisane są więc rozliczenia, podobnie jak są wpisane w naszą kulturę, i w – nomen omen – przeróżne rozliczenia właśnie. Mówiąc prościej: jest w Polsce mnóstwo rozliczeń, które muszą być rozliczone. To chyba jasne. Inna sprawa, czy są to rozliczenia udane. Otóż niewiele na to wskazuje, bowiem jak w większości działań w Polsce, mamy do czynienia ze spektaklem.
Zdanie: „Trudności Polaka w Sekwanie” można również rozumieć inaczej, mniej dosłownie. Wizyty Polaków w Paryżu w czasie igrzysk olimpijskich to rozdzierające pasmo wyzwań i trudności. Przeczytaliśmy w ciągu parunastu dni wiele wstrząsających tekstów o Paryżu, o francuskiej kulturze i obyczajach, o przerażających smakach wszystkiego, może oprócz pizzy i kebabu, czytaliśmy o strasznych zapachach, o paraliżujących odgłosach wielkiego miasta i świata, o dziwnych ludziach i ich dziwnych ubraniach, o niepolskich językach, o traumach wywołanych przez nieopróżnione kubły na śmieci, o spóźnionych śmieciarkach i pociągach, o za długich bułkach, o szokujących każdego Polaka przerwach obiadowych w restauracjach, i o niezamiecionych chodnikach. Jest to więc lista traum i rozczarowań, mamy więc i łzy, i gniew, przestrach, zagubienie i alienację. Musi to wszystko wzbudzić współczucie nawet u największych cyników.
Sumując: zwierzęce okrucieństwo zwierzchników w polskich mediach jest znane, ale jednak wysyłanie polskiego dziennikarza, czy to profesjonalisty, czy amatora do Paryża, na kilka dni nawet, jest jednak absolutnym przekroczeniem granic, dowodem na pełne zwyrodnienie, na sadyzm, na brutalność i brak wrażliwości. To zdziczenie, które należy natychmiast rozliczyć.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















