Reklama

Taniej już było

Taniej już było

19.08.2019
Czyta się kilka minut
Susza to nie wszystko. Słabsze plony są dla działających w Polsce sieci handlowych dogodnym pretekstem do przyspieszenia tempa podwyżek cen żywności co najmniej do europejskiej średniej.
Fot. Piotr Kamionka / Reporter
Fot. Piotr Kamionka / Reporter
C

Czerwiec był szóstym miesiącem z rzędu, w którym rosły ceny towarów i usług. W styczniu inflacja zwiększyła się o 0,7 proc., w lutym – 1,2, w marcu – 1,7, w kwietniu – 2,2, w maju – 2,4, a w czerwcu o 2,6 proc. Drożało wszystko, ale najszybciej żywność. Nic dziwnego, że z braku mocniejszych tematów media pośrodku sezonu ogórkowego epatują cenami kapusty, która poszła w górę o 500 proc. w skali roku, czy ziemniaków, które tylko w maju podrożały o 100 proc. Winowajcą jest oczywiście susza rolnicza, która w maju i w czerwcu utrzymywała się w aż 15 z 16 województw.

Rodzimi sprzedawcy żywności mogą oczywiście kupować surowce za granicą. Rzecz w tym, że pogoda nie sprzyja zbiorom nie tylko w Polsce. Jak podaje Eurostat, tegoroczne zbiory zbóż w Europie będą o co najmniej 7 proc. słabsze od zeszłorocznych, najgorszych od lat. Ale czy to wystarczy do wyjaśnienia skokowego wzrostu cen żywności w Polsce?

Wiele wskazuje na to, że przyczyn należy poszukać także w strukturze naszego handlu. Tylko w latach 2010-16 udział dziesięciu największych sieci handlowych w Polsce wzrósł z 43 do poziomu 58 proc. rocznej wartości handlu spożywczego – wynika z raportu firmy badawczej Roland Berger. W tym roku – jak szacuje ta sama firma – ponad 60 proc. z 245 mld zł wydanych w Polsce na żywność trafi do kas wielkiej handlowej dziesiątki.

Na koncentrację w polskim handlu detalicznym od lat skarżyli się rolnicy, pokazując niskie ceny skupu, jakie narzucają im wielkie sieci. Argumentem za nieregulowaniem mechanizmów rynkowych, które dużych czynią jeszcze większymi, od lat były jednak ceny ­żywności, które – jak przekonują branżowi lobbyści – bez hipermarketowego filtra byłyby nie do udźwignięcia dla przeciętnej polskiej rodziny.

Warto zadać pytanie, czy ta argumentacja ma jeszcze sens. Owszem, za jedzenie płacimy nadal o 36 proc. mniej niż przeciętny Europejczyk – tak wynika z danych Eurostatu za 2017 r. Rzecz w tym, że w 2016 r. różnica sięgała 40 proc. W ciągu tylko 12 miesięcy nadrobiliśmy więc 3,2 pkt proc. średniej unijnej ceny. A prościej – ceny żywności rosły u nas dużo szybciej niż w Europie.

Prezes dużej polskiej firmy drobiarskiej (rozmówca już nie żyje, niech więc pozostanie anonimowy, jeśli nie może wyrazić zgody na ponowne przytoczenie jego słów w innym kontekście) tak mówił mi w wywiadzie przed trzema laty: „My dziś sprzedajemy do dużych sieci handlowych parówki drobiowe po ok. 4 zł za kilogram i nawet przy naszych mocach produkcyjnych właściwie na tym nie zarabiamy. Tymczasem inne firmy, należące do międzynarodowych koncernów mięsnych, to samo potrafią zaoferować sieciom po 3,5 zł za kilogram. Ich polskie oddziały ciągną na wielomilionowych stratach. Myśli pan, że tam w centralach menedżerowie nie potrafią liczyć? Przeciwnie, wkalkulowali już te straty w koszty inwestycji w wielki polski rynek, który za kilka, najpóźniej kilkanaście, lat zwróci im to z nawiązką”. 

Czytaj także: Marek Rabij: Czas nauczyć się żyć w klimacie, który nie ma wiele wspólnego z umiarkowaniem

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W sumie to wszystko idzie w dobrym kierunku: najpierw komuna doprowadziła kraj do ruiny (minus), potem liberałowie niewielu pomogli ale w dużej mierze "łupili biedotę"(raczej minus), następnie PiS rozdał wszystkie nadwyżki (plus-minus). Kolejnym etapem rozwoju powinna być wreszcie mądra praca (plus). Doczekamy ?

żeby "łupienie biedy" chciało tak jak w Polsce 1990 - 2015 wyglądać, świat byłby rajem...☕ dla pełnej jasności dodam, że PiS n i e rozdał żadnych n a d w y ż e k, bo ich nigdy nie było i nie ma

Oj, wiadomo, że wszystkie uproszczenia (w tym i moje) nigdy nie będą idealne - znajdą się argumenty na "za" i "przeciw". Nadwyżki PiS rozdał - a że nie swoje i nie przez nich wypracowane - to moim zdaniem fakt. Postawę liberałów po namyśle przesuwam do "minus-plus" :-)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]