Elżbieta Isakiewicz, pisarka i reporterka "Tygodnika Powszechnego", pisarka i publicystka, napisała książkę pod tytułem, znamiennym - "Ulicznica". Książkę przerażającą. Stawiającą na głowie wszystkie nasze oczekiwania wobec reportażysty. Niebezpieczną, szczególnie dla dorosłych odbiorców, szukających potwierdzenia swoich, przemyślanych dokładnie, poglądów. Obrazoburczą, prowokacyjną, w oczywisty sposób nieprawdziwie malującą obraz naszego świata.
Ale, czy mogło stać się inaczej? Nie, skoro bohaterami reportaży są nieuleczalnie chorzy na raka starzy i młodzi, alkoholicy i różnego rodzaju nieuki (choć zdarzył się i pewien profesor, i pewna profesor aż z Oksfordu), z bożej łaski artyści, kryminaliści, narkomani i dilerzy, jakaś jedna czy dwie zakonnice, pewna prezydentowa, wyrodne matki i ojcowie, lumpenproletariusze i ich zdemoralizowane potomstwo, prostytutki i sutenerzy, kobiety ekskomunikowane przez Kościół za aborcję i mężczyźni też (choć o tym nie wiedzą), eksksięża i, co najgorsze, jako bohater w tej książce występuje eksjezuita. Kleryk, co prawda, i tylko scholastyk, ale zawsze - mało to przyjemne.
Jacy bohaterowie, jacy aktorzy, taki i teatr. Niestety, ci aktorzy występują w każdym zakątku naszej ukochanej ojczyzny: Kielce, Tarnów z wypadami na Ukrainę i USA, jak też Uniwersytet Jagielloński, oczywiście Katowice, zwłaszcza dworzec PKP i przylegające doń kamienice, ale też i pałac Polskiej Akademii Nauk, Ełk - co się rozumie samo przez się, i wypady do Szkocji oraz bodajże Afryki Południowej. Autorka nie oszczędziła nawet Warszawy, zwłaszcza ulicy Rakowieckiej. Mamy też Jelenią Górę, wiele innych miejscowości, jak Zielonka, na Świętym Krzyżu skończywszy.
***
Wszyscy jej bohaterowie, ten margines społeczny, jest dla ogółu społeczeństwa niewidoczny. Z różnych powodów. Przede wszystkim dlatego, że my, tak zwani normalni, szarzy obywatele, mieszkańcy, najczęściej miastowi, mieszczanie, jakoś nie umiemy ich biedy zauważyć, a jak już ta bieda wpadnie nam w oczy, nie wiemy, jak jej zaradzić.
Dworce kolejowe, pustostany, całe ich dzielnice to nie nasz świat. Bywamy tam, ale z musu, nie z wyboru, a już na pewno nie dlatego, że coś nas tam ciągnie. Tymczasem Isakiewicz pokazuje, że pośród nas żyją tacy, którzy tam idą z dobrej woli. Coś na tym marginesie miejskiego świata znaleźli zapisanego, tak że te zaklęte rewiry stają się częścią ich życia. A co to takiego? Nie zdradzę, bo nie chcę psuć radości czytania.
Tak, radości, gdyż okazuje się, że nie tak wiele trzeba do obudzenia sumienia w człowieku zaprzedanym, jak by się złu mogło wydawać. Owszem, początki zżywania się z tym niewątpliwie strasznym, ale i niemiłosiernie obolałym światem nie są proste. W początkach wkraczający weń kierują się przeróżnymi, mniej lub bardziej szlachetnymi pobudkami. Lecz nie to jest ważne. Ważne przychodzi niespodziewanie, jak anioł - i sprawia cud.
***
Ludzie, wypchnięci przez społeczeństwo i przez siebie samych ze społeczeństwa, w zetknięciu z człowiekiem, który przyszedł do nich nawet nie po to, by im pomagać, ale by z nimi pobyć, potowarzyszyć im, zaczynają odkrywać, że nie cały świat jest zły i nie wszyscy ludzie to dranie, bywa - perfidni, bywa - naiwni. Ta chwila, gdy człowiek zahukany przez tak zwane życie zaczyna nabierać zaufania do drugiego człowieka, to początek cudu odzyskiwania siebie z niewoli innych, ale i z niewoli narzuconej sobie przez siebie.
"Ulicznica" zadaje więc kłam powiedzeniu, że dobro to dla reportażysty, dla dziennikarza w ogóle - żaden temat. A zło - owszem. I zapewne jest to prawdą, ale do pewnego tylko momentu, dopóki nie wejrzy się w duszę człowieka, w jej głębię, która tylko od czasu do czasu, na chwilę, się otwiera, jak niebo w błyskawicy. Autorka "Ulicznicy" jest przekonana, że chcąc mówić o człowieku, trzeba mówić o jego "życiu wewnętrznym", a nie tylko "zewnętrznym". W tym miejscu muszę podeprzeć się cytatem: "Najważniejsza realność mojego doświadczalnego »ja« nie może być zidentyfikowana z mózgiem, neuronami i impulsami nerwowymi. Uważam, że w mojej egzystencji leży fundamentalna tajemnica przewyższająca każde biologiczne wytłumaczenie" - powiada tym razem nie Isakiewicz, ale pewien neurofizjolog i na dodatek noblista.
Elżbieta Isakiewicz napisała więc książkę groźną i piękną. Groźną, bo niebezpieczną dla tych, którzy w swojej naiwności myślą, że się - jak mówi Ewangelia - "mają dobrze", są szczęśliwi. Piękną, bo pokazującą, że - jak mówi autorka - nieszczęśliwi potrafią być szczęśliwymi.
ELŻBIETA ISAKIEWICZ "ULICZNICA", Oficyna Wydawnicza Volumen 2010
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















