„Tajny agent”. Dyktatura w świetnym brazylijskim thrillerze

Kleber Mendonça Filho zamienia pamięć i traumę w świetny thriller. „Tajny agent” opowiada o brazylijskiej dyktaturze wojskowej z rozmachem, zmysłowo i bez utraty ciężaru.
Czyta się kilka minut
Film „TAJNY AGENT” („O Agente Secreto”) – reż. Kleber Mendonça Filho. Dystryb. Gutek Film. // materiały prasowe
Film „TAJNY AGENT” („O Agente Secreto”) – reż. Kleber Mendonça Filho. Dystryb. Gutek Film. // materiały prasowe

Takiego kina historycznego – czy politycznego – dzisiaj potrzebujemy. Bo choć w „Tajnym agencie” grasuje po parkach włochata noga, łasi się kotka o dwóch pyszczkach i sypią się z ekranu filmowe cytaty, nie odbiera to autentycznej grozy systemowi, jaki zapanował w Brazylii wraz z nastaniem dyktatury wojskowej, wspieranej przez USA. 

Jesteśmy w jej szczytowym momencie, na początku 1977 r. Kończy się właśnie karnawał i kiedy ogłaszane są statystyki jego ofiar, można się domyślać, że ci wszyscy zabici czy zaginieni to niekoniecznie ekstremalni imprezowicze albo ofiary gangsterskich porachunków. Kleber Mendonça Filho był wtedy jeszcze dzieckiem, ale jego film nie chce być jedynie świadectwem mrocznego czasu ani nostalgiczną stylówką. Jako dorosły człowiek i uznany reżyser zdążył się przekonać, że w jego kraju autorytarne zapędy wcale nie przeminęły wraz z końcem lat 80. 

Ponieważ nieraz otwarcie krytykował urzędujących polityków, zwłaszcza Jaira Bolsonaro, i znany jest z lewicowych poglądów, jego poprzednie filmy, „Aquarius” i „Bacurau”, wyposażone na dodatek w ostry społeczny pazur, nie były zgłaszane do Oscarów. W tym roku otrzymał aż cztery nominacje, również dla najlepszego filmu, potwierdzając witalność kinematografii brazylijskiej – oraz aktualność zawartych w „Agencie” ostrzeżeń związanych z łamaniem demokracji. 

„Tajny agent” pełen faktów i miejskich legend

Tyle, że filmowiec z Recife robi to zupełnie inaczej niż na przykład weteran Walter Salles, którego „I'm Still Here” zdobyło przed rokiem statuetkę Amerykańskiej Akademii dla najlepszego filmu międzynarodowego. Owszem, podobny był czas akcji i polityczny klimat, lecz na pierwszy plan wysuwał się przede wszystkim indywidualny heroizm w starciu z dyktatorskim zamordyzmem. 

„Tajny agent” samym swoim tytułem wprowadza pewne zamieszanie. A więc historia szpiegowska? Bynajmniej. Kiedy Armando, wąsaty naukowiec po przejściach, odwiedza stolicę stanu Pernambuco, prędzej jest tym szpiegowanym aniżeli szpiegującym. Chciałby odwiedzić synka u teściów, którzy opiekują się nim po śmierci żony, ale że bohater ewidentnie przed czymś ucieka, natychmiast zmienia swoje imię na Marcelo. 

Schronienie znajduje w domu pani Sebastiany, jowialnej staruszki z przepalonym głosem (cudowna Tânia Maria), gdzie lokum znaleźli jeszcze inni uchodźcy z brutalnej rzeczywistości, jak para dysydentów z Angoli czy chłopak uznawany w swojej wsi za niemęskiego. Ale już od pierwszych scen, zanim Armando dotrze do miasta, pojawiają się makabryczne znaleziska: na stacji benzynowej od paru dni rozkłada się jakiś trup, a naukowcy z Wydziału Oceanografii wyciągają z wnętrza rekina ludzką kończynę. 

Tak oto – z faktów i miejskich legend, z surrealistycznej wyobraźni i gatunkowych zapożyczeń – buduje Mendonça Filho iście karnawałową opowieść o życiu w prawicowym reżymie. 

Groza, wdzięk i filmowe cytaty

Wszystko zdaje się tutaj ustawką albo przykrywką dla czegoś innego – funkcjonowanie urzędów, aktywność policji, zblatowany z polityką wielki biznes... Gliniarza trudno czasem odróżnić od gangstera, sprawiedliwość stała się własną parodią i nawet ocalały z Zagłady żydowski krawiec jest brany za zbiegłego nazistę (ostatnia rola filmowa Udo Kiera). Dlatego staje się tak ważne, by na przekór zakłamaniu i zatarciu przejrzystości dokumentować wszelkie nadużycia i zbrodnie.

Nagrania magnetofonowe Armanda trafiają po latach do rąk studentki, która angażuje się w jego historię. Ten współczesny wątek sięgania do archiwum i upamiętniania, na pewno dużo mniej ekscytujący niż sensacyjna akcja sprzed półwiecza, przynosi nie tylko oskarżenie zbrodniczego systemu, lecz także rozliczenie głębszej przeszłości kraju, ufundowanej na niewolnictwie i rasizmie. Co nie zmienia faktu, że „Tajny agent” wygląda tak, jakby – mimo atmosfery polityczno-etycznego chaosu – powstał z miłości do Brazylii. Do jej eklektycznych tradycji, wierzeń i kultury popularnej.

Bo oprócz grupy Chicago czy Donny Summer słychać z ekranu rodzime przeboje i zmysłową sambę, a obok hołdu złożonego klasycznym dziś filmom typu „Szczęki” czy „Omen”, kłania się telenowela „Niewolnica Isaura”. Jedną z nielicznych przestrzeni wolności odtworzonych w tym filmie okazuje się zresztą kino, gdzie teść Armanda pracuje jako operator projektora. To w jego przytulnej kanciapie spiskują opozycjoniści, gdy trzeba ratować głównego bohatera przed grożącą mu wendetą. 

Nie miałby jednak film Mendonçy Filho aż takiego wdzięku, gdyby nie nałożony na ekran oldskulowy, pięknie przesterowany filtr, z dominantą indygo i ochry. Spowolniony rytm opowiadania (chociaż są tu też brawurowe przyspieszenia) pozwala rozsmakować się w wyrazistych detalach i pomysłowych stylizacjach. 

Nie sposób również oderwać wzroku od Wagnera Moury, brazylijskiego aktora, znanego także z produkcji amerykańskich, w tym z roli Pablo Escobara w serialu „Narcos”. Przyklejony do twarzy tajemniczy uśmiech sprawia, że jego postać ma w sobie coś swojskiego, charyzmatycznego i niepokojącego jednocześnie. W finale zagra Moura także dorosłego syna głównego bohatera – pracuje w banku krwi i nie jest przypadkiem, że mieści się on w dawnym budynku wspomnianego wyżej kina.

Brazylijski reżyser uwielbia bowiem podrzucać widzom różnego rodzaju smaczki do rozgryzania, na przykład znaczące podwojenia czy przestawienia jakichś motywów.

Thriller, który unosi ciężar historii

Okazuje się, że można zrobić świetne rozrywkowe kino o zbiorowej traumie i narodowej pamięci, nie odbierając im ciężaru właściwego. Mendonçy Filho udało się coś, co nie do końca wyszło w filmie „Zima pod znakiem wrony” Kasi Adamik na podstawie opowiadania Olgi Tokarczuk „Profesor Andrews w Warszawie”, wydrukowanego po raz pierwszy w „Tygodniku”. 

U Brazylijczyka gatunkowa maszyneria działa supersprawnie, cały zaś terror i groza ujawniają się mimochodem. Elementy rodem z groteskowego body horroru z jednej strony rozładowują napięcie, z drugiej zaś kreują atmosferę zagubienia w kafkowskim świecie, którą tylko pozornie ociepla karnawałowa gorączka i kinofilskie wtręty. 

I film, mówiony oczywiście w języku portugalskim, jedynie powierzchownie kopiuje styl Tarantino czy jemu podobnych. Pod wypożyczonymi skądś przebraniami kryje się mistrzowsko okiełznany żywioł kina, który realny i odczuwalny podskórnie koszmar potrafi zamienić w doskonałą zabawę.  

„TAJNY AGENT” („O Agente Secreto”) – reż. Kleber Mendonça Filho. Prod. Brazylia/Francja/Niemcy/Holandia 2025. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 27 marca.


Kleber Mendonça Filho, brazylijski reżyser i scenarzysta, zaczynał jako krytyk filmowy i dokumentalista. Jego fabularny debiut to „Sąsiedzkie dźwięki” (2012), którym podbił wiele festiwali. Podobnie było z „Aquariusem” (2016) i „Bacurau” (2019), uhonorowanym m.in. Nagrodą Jury w Cannes. Najnowszy film otrzymał tam nagrodę za reżyserię i dla najlepszego aktora.


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Karnawał kina