Od 2016 roku reżyserka Petra Costa filmowała religijne wzmożenie w kręgach parlamentarnych swojego kraju. „Namaszczeni przez Boga” kongresmeni wymachując Pismem Świętym wzywali do oddania władzy w Brazylii siłom nadprzyrodzonym. Czyli Jairowi Messiasowi Bolsonaro, bo tylko on, jak na mesjasza przystało, zrobiłby wreszcie porządek z feminizmem, LGBT+, politpoprawnością, seksualizacją dzieci, roszczeniami rdzennej ludności i innym lewactwem.
Brazylijska społeczność ewangelikalna
Najaktywniejsi i najgłośniejsi spośród orędowników byli ściśle związani ze wspólnotami ewangelikalnymi i mieli za sobą poparcie najbardziej wpływowych pastorów. Taką gwiazdą teleewangelizacji jest Silas Malafaia i w dokumencie „Apokalipsa w tropikach” staje się on niemniej ważnym bohaterem niż sam Bolsonaro czy jego główny wyborczy rywal Luiz Inácio Lula da Silva. Którego zresztą ów pastor też kiedyś popierał, ale to już inna historia.
Film Costy pokazuje, jak brazylijska społeczność ewangelikalna rośnie w siłę, dochodząc dziś do prawie trzydziestu procent. I jak fundamentalizm religijny buduje chrześcijańsko-narodową tożsamość, jednocześnie odwracając uwagę od realnych problemów kraju. Trzeba było pandemii, która w przypadku Brazylii przyniosła istną hekatombę (ponad 700 tys. zgonów), żeby obnażyć upadek państwa pod ultraprawicowymi rządami.
Dosłownym odczytywaniem Apokalipsy i głoszeniem teorii spiskowych nie dało się przykryć miażdżących faktów ani usprawiedliwić zaniedbań, co miało wpływ na wynik kolejnych wyborów, choć nie osłabiło ewangelikalnych wpływów na polityków i na masy.
Brazylia lat 20.
Oczywiście nie mogło w filmie zabraknąć genezy tego zjawiska – wystarczy przywołać kilka haseł: zimna wojna, teologia wyzwolenia, USA, dyktatura wojskowa, i połączyć kropki. A będący katolikiem przyszły prezydent Lula wytłumaczy reżyserce, dlaczego dzisiejsi Brazylijczycy wolą wspólnoty religijne od związków zawodowych. Ona zaś po tym, co się wydarzyło w następstwie ostatnich wyborów prezydenckich, pozostawi nas z jeszcze bardziej druzgocącym obrazem tamtejszej demokracji.
Wszechstronnie wykształcona na najlepszych uczelniach amerykańskich i brytyjskich, pochodząca z uprzywilejowanej brazylijskiej rodziny (jej dziadek był wielkim przemysłowcem, rodzice angażowali się politycznie po lewej stronie) Costa jest w swoim filmie jak najdalsza od obiektywizmu. Przykładem tego był już jej poprzedni dokument, „Krawędź demokracji” (2019), dużo słabszy, ale nagradzany na świecie, nominowany do Oscara i też dystrybuowany przez Netflix.
Dokument bez obiektywizmu
O politycznych zawirowaniach poprzedniej dekady opowiadała reżyserka w pierwszej osobie, poprzez swoje prywatne wspomnienia i rodzinne uwikłania. Podobnie i tym razem: „Apokalipsa w tropikach” chwilami bardziej przypomina zaangażowaną gawędę aniżeli typowe kino polityczne.
Na prawach filmowego eseju łączy Costa publicystyczne „mięso” z bardzo osobistym tonem, przyznając się nawet do swojej arogancji czy ignorancji w kwestiach religijnych. Opowieść uzupełnia wycieczkami po historii kraju i historii sztuki, a kiedy mowa o „czystym” chrześcijaństwie, sięga wprost do Biblii albo do „Ewangelii według św. Mateusza” (1964) Pasoliniego.
Mimo że zdaje się mieć nieograniczony dostęp do ludzi z politycznego świecznika, wybiera narrację w dużej mierze zapośredniczoną, co z jednej strony wpływa na atrakcyjność tego dokumentu, z drugiej jednak odbiera mu potrzebną chwilami bezstronność.
Nie zmienia to faktu, że film dobrze naświetla nowoczesne wcielenia „świętej wojny”. Już nie tej pod sztandarami krucjat czy dżihadu, lecz dobrze nam znanej wewnętrznej wojny kulturowej. Czyli po prostu cynicznej walki o władzę, którą w dobie szalejącej dezinformacji coraz częściej wygrywają influencerzy, biznesmeni i kaznodzieje w jednej osobie. Albo ci, którzy w końcu będą zmuszeni sięgnąć po ich narzędzia czy pomoc.
„APOKALIPSA W TROPIKACH” („Apocalipse nos Trópicos”) – reż. Petra Costa. Prod. Brazylia/USA 2024. Netflix
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















