Sztuka działacza

Czymże będzie kultura po zdobyciu władzy? Łatwo z tego żartować, trudniej wykoncypować, jak PiS ten na razie odręczny rysunek nam pokoloruje.
Czyta się kilka minut

Mówi się coś o kulturze prawicowej i lewicowej, która nie będzie miała wsparcia państwa. Cóż to jest kultura i sztuka lewicowa, mniej więcej wiemy, choćby dzięki śledztwom prawicowych publicystów. To produkty niegodne miana dzieł kultury właśnie, obiekty odszyfrowane i zdemaskowane. Mamy już całkiem sporą grupę detektywów zajmujących się demaskowaniem lewicowej symboliki czy zamiarów wrażych artystów, których pochodzenie pozostawia wiele do życzenia. Czymże jest jednak kultura prawicowa – tego wciąż do końca nie wiemy, a wiedzieć warto już dziś, przygotować się choćby po to, by planowana twórczość miała stosowne parametry i tym samym szanse na państwową dotację.

Człowiek aspirujący do zaszczytnego miana twórcy kultury prawicowej winien trzymać się elementarza. Bez tej trzymanki może zostać – jako się rzekło – rozszyfrowany i zdemaskowany jako lewak. Otóż rzec trzeba sobie wprost, że ze sztuką ometkowaną jako prawicowa odbiorca nie może mieć żadnych kłopotów interpretacyjnych. To wyraźnie widać po wyrażanych marzeniach o kulturze. Oto w jej odbiorze nie może być miejsca na domysł, bowiem jej sednem musi być dosłowność. Najprościej rzecz ujmując: rycerz ma wyglądać jak rycerz, wierzba płacząca nie może nie płakać, krawat portretowanego nie może być czerwony, chyba że portretujemy dziecko resortowe. Akurat tego typu symbolika, czysta i nietrudna, będzie dopuszczalna, jako wyjątek współtworzący regułę.

Słowo czy określenie „fabuła” będzie znakiem ujemnym w formularzu wypełnianym przez kuratorów i decydentów, to nie ulega kwestii. Fabuła wydaje się głównym wrogiem sztuki prawicowej, bowiem zmyślenie jest odwrotnością prawdy, która nas wyzwoli. Cóż z tego wyniknie? Walka na szerokim froncie podobieństwa. Sztuka musi odzwierciedlać prawdę – koń ma być koniem, a nie słoniem. Obraz przedstawiający, dajmy na to, kolorowe ciapki nie jest podobny do niczego widzialnego w naturze, dlatego jego twórca nie zostanie wsparty publicznym grosiwem. Podatnik nie chce płacić za ciapki, bo chce płacić za konia, który, jaki jest, wiemy. Ciapka może znaczyć za wiele, może być ogniwem łączącym twórcę z ideologią gender albo ze sławnym już tłokiem w rurze.

Estetyczna dyktatura ciemniaków? Poniekąd. Ktoś się może dziwić, że realizm powraca, z nieco innym, jeszcze nie wymyślonym przedrostkiem, ale zważyć należy, że jego kreatorem jest starzejący się działacz partyjny. Działacz powracający w swych sentymentach i marzeniach do krainy dzieciństwa, w której traktor warczał jak traktor, sianokosy były sianokosami, a coca-cola napojem złowrogim.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2014