Wobec planowanego organizowania i finansowania przez niektóre samorządy (…) zajęć dodatkowych w zakresie edukacji seksualnej przypominamy, że wychowanie (…) jest przede wszystkim prawem i obowiązkiem rodziców” – napisała w komunikacie Rada Biskupów Diecezjalnych. W dalszej części dokumentu, w dwóch z siedmiu punktów poświęconych edukacji (pozostałe dotyczą m.in.: II wojny światowej, obrony abp. Jędraszewskiego „zaatakowanego za krytykę ideologii LGBT+”, aktów nienawiści wobec Kościoła), czytamy o dotyczącej szkoły „zasadzie pomocniczości” w wychowaniu dzieci, która wymaga, by „propozycje zajęć dodatkowych mogły zgłaszać kompetentne podmioty kierujące się chrześcijańską antropologią”. A że wdrażanie edukacji seksualnej ma – wedle wiedzy biskupów – dotyczyć już najmłodszych i opierać się na standardach WHO, hierarchowie radzą rodzicom chcącym „uchronić swe dzieci przed deprawacją”, by składali „specjalne oświadczenia”. Co jest w naszykowanych przez rozmaite organizacje (np. Ordo Iuris) dokumentach? Deprawować dzieci ma nie tylko edukacja seksualna, ale też tolerancja, równość czy przeciwdziałanie dyskryminacji. A nawet – to cytat z oświadczenia podsuwanego rodzicom choćby przez diecezję zielonogórską – tematyka „dojrzewania i dorastania”.
CZYTAJ TAKŻE
MATKI MAJĄ DOŚĆ: Tu chodzi o rzeczy ważniejsze niż edukacja seksualna, bo o zdrowie i życie ich dzieci. Apele rodziców osób LGBT+ pozostają jednak bez echa.
To, że ten dramatycznie nieprecyzyjny (gdzie przykłady deprawacji w standardach WHO? dlaczego „antropologia chrześcijańska” – co sugeruje zestaw biskupich komunikatów – miałaby pozostawać w sprzeczności np. z działaniami antydyskryminacyjnymi?), a w zestawie z treścią „specjalnych oświadczeń” groteskowy przekaz ośmiesza samych hierarchów, jest problemem drugorzędnym. Jeśli okaże się skuteczny, w wielu szkołach może sparaliżować dodatkową pracę z uczniami. Działania organizacji pozarządowych na terenie szkoły wymagają akceptacji rad rodziców, gremium wybieranego spośród popularnych „trójek klasowych”. Rada współdecyduje też o treści uchwalanego na początku roku programu wychowawczo-profilaktycznego. Teoretycznie więc pozalekcyjne treści to wypadkowa demokratycznego konsensusu. Teoretycznie, bo rodzice (o czym opowiada w wywiadzie na tygodnikpowszechny.pl Grzegorz Całek, badacz rad rodziców) niechętnie korzystają ze swoich uprawnień.
W tych warunkach łatwiej o – napędzaną polityczno-kościelnymi fobiami – szkolną dyktaturę weta. Dyktaturę nad dyrektorami, którzy nie będą chcieli narażać się – jak było choćby przy okazji zeszłorocznego „Tęczowego Piątku” – na światopoglądowe przepychanki czy kuratorskie najazdy. I nad nauczycielami, którzy mają dość własnych zmartwień.
Biskupi wciągający w świat swoich lękowych wizji szkołę to dla niej kolejna z serii złych wiadomości.
CZYTAJ TAKŻE
POROZMAWIAJCIE Z NIMI: Edukacja seksualna nie jest kategorią wyodrębnioną od reszty rzeczywistości, o której mówi się specjalnym tonem w specjalnym czasie. Ona wpisuje się w codzienną relację z dzieckiem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















