Reklama

Szkolna dyktatura weta

Szkolna dyktatura weta

02.09.2019
Czyta się kilka minut
Biskupi wciągający w świat swoich lękowych wizji szkołę to dla niej kolejna z serii złych wiadomości.
Manifestacja solidarności ze społecznością LGBT+, Kraków lipiec 2019 r. / Jan Graczynski/East News
W

Wobec planowanego organizowania i finansowania przez niektóre samorządy (…) zajęć dodatkowych w zakresie edukacji seksualnej przypominamy, że wychowanie (…) jest przede wszystkim prawem i obowiązkiem rodziców” – napisała w komunikacie Rada Biskupów Diecezjalnych. W dalszej części dokumentu, w dwóch z siedmiu punktów poświęconych edukacji (pozostałe dotyczą m.in.: II wojny światowej, obrony abp. Jędraszewskiego „zaatakowanego za krytykę ideologii LGBT+”, aktów nienawiści wobec Kościoła), czytamy o dotyczącej szkoły „zasadzie pomocniczości” w wychowaniu dzieci, która wymaga, by „propozycje zajęć dodatkowych mogły zgłaszać kompetentne podmioty kierujące się chrześcijańską antropologią”. A że wdrażanie edukacji seksualnej ma – wedle wiedzy biskupów – dotyczyć już najmłodszych  i opierać się na standardach WHO, hierarchowie radzą rodzicom chcącym „uchronić swe dzieci przed deprawacją”, by składali „specjalne oświadczenia”. Co jest w naszykowanych przez rozmaite organizacje (np. Ordo Iuris) dokumentach? Deprawować dzieci ma nie tylko edukacja seksualna, ale też tolerancja, równość czy przeciwdziałanie dyskryminacji. A nawet – to cytat z oświadczenia podsuwanego rodzicom choćby przez diecezję zielonogórską – tematyka „dojrzewania i dorastania”.


CZYTAJ TAKŻE

MATKI MAJĄ DOŚĆ: Tu chodzi o rzeczy ważniejsze niż edukacja seksualna, bo o zdrowie i życie ich dzieci. Apele rodziców osób LGBT+ pozostają jednak bez echa.


To, że ten dramatycznie nieprecyzyjny (gdzie przykłady deprawacji w standardach WHO? dlaczego „antropologia chrześcijańska” – co sugeruje zestaw biskupich komunikatów – miałaby pozostawać w sprzeczności np. z działaniami antydyskryminacyjnymi?), a w zestawie z treścią „specjalnych oświadczeń” groteskowy przekaz ośmiesza samych hierarchów, jest problemem drugorzędnym. Jeśli okaże się skuteczny, w wielu szkołach może sparaliżować dodatkową pracę z uczniami. Działania organizacji pozarządowych na terenie szkoły wymagają akceptacji rad rodziców, gremium wybieranego spośród popularnych „trójek klasowych”. Rada współdecyduje też o treści uchwalanego na początku roku programu wychowawczo-profilaktycznego. Teoretycznie więc pozalekcyjne treści to wypadkowa demokratycznego konsensusu. Teoretycznie, bo rodzice (o czym opowiada w wywiadzie na tygodnikpowszechny.pl Grzegorz Całek, badacz rad rodziców) niechętnie korzystają ze swoich uprawnień.

W tych warunkach łatwiej o – napędzaną polityczno-kościelnymi fobiami – szkolną dyktaturę weta. Dyktaturę nad dyrektorami, którzy nie będą chcieli narażać się – jak było choćby przy okazji zeszłorocznego „Tęczowego Piątku” – na światopoglądowe przepychanki czy kuratorskie najazdy. I nad nauczycielami, którzy mają dość własnych zmartwień.

Biskupi wciągający w świat swoich lękowych wizji szkołę to dla niej kolejna z serii złych wiadomości.


CZYTAJ TAKŻE

POROZMAWIAJCIE Z NIMI: Edukacja seksualna nie jest kategorią wyodrębnioną od reszty rzeczywistości, o której mówi się specjalnym tonem w specjalnym czasie. Ona wpisuje się w codzienną relację z dzieckiem.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wszystko się stacza za tej władzy, dlaczego miałoby to ominąć szkołę? Jeśli szkoła ma pozostać szkołą, konieczne jest przepędzenie panujących dziś szkodników.

Ukazywanie i definiowanie przez biskupów zagrożeń ważnych dla Kościoła świadczy o ich mizerii intelektualnej. Puhukiwanie na gendera i LGBT, którym to hasłom zdecydowana większość katolików nie potrafi przypisać prawidłowego znaczenia, to gromadzenie ludzi wokół haseł "antygendera" i "anty LGBT" o niewiadomych desygnatach. Nie ma nic o marnych efektach nauczania religii w społeczeństwie. Nic o zdziczeniu języka polityki. O efektach edukacji w seminariach duchownych. Nic o pustce w kościołach. Jest kryzys, ale wyjście z kryzysu wymaga precyzyjnego opisu aktualnego stanu. To nie przez walkę z genderem i LGBT takie wyjście nastąpi. Kiedy w samochodzie zejdzie powietrze z koła, to niczego nie naprawię, kiedy wezmę młotek i zacznę nim stukać po karoserii. Trzeba zdjąć koło, oddać do klejenia i założyć sprawne.

Brawo, Panie Witoldzie - podpisuję się obiema rękami pod Pana opinią.

...jest taka, że od początku swego pontyfikatu papież Franciszek nie mianował a n i jednego z polskich biskupów k a r d y n a ł em [Krajewskiego rzecz jasna można pominąć]- to nie może być przypadek

Che..che… Tak samo można powiedzieć o pistolecie - gdzie przykłady, że zabija? Che...che… Genialna jest logika Panie Przemysławie, ale tu chodzi o poważną duchową dyskusję, a nie o infantylną zabawę argumentami pro forma lub cyniczną pozę i uśmieszek typu "nie rozumiem, o co się rozchodzi".

Będę wdzięczna za przytoczenie przykładów tej deprawacji, bo może czegos nie wiem. Czy przypadkiem nie powtarza się sytuacja ze szkół w Królestwie Polskim przed I wojną, kiedy anatomii uczono prawie dorosłą młodzież na bezpłciowych manekinach, a o odbycie mówiono "drugi otwór przewodu pokarmowego"?

ależ Pani doskonale sobie zdaje sprawę, że nie można podać przykładów, że pistolet sam strzela do ludzi :)

Alez można, to się zdarza, wiec zły przykład. A co do przykładów "deprawacji" - też można, tyle ze najpierw należy je wyodrębnić, a następnie zdobyć się na odwagę, żeby zaprezentować publicznie.

Ale jak wytłumaczyć potencjał zagrożenia płynący z broni osobie, która akceptuje czy wspiera zabijanie jako sposób rozwiązywania problemów między ludźmi? Innymi słowy, taka rozmowa dla mnie może nabrać sensu, jeśli druga osoba bez wyjątku i jakiejkolwiek wewnętrznej niezgody przyjmuje naukę Kościoła odnośnie 6. przykazania zob. par. 2337, 2351, 2353, 2357, 2370 itd. (odnośnie czystości, nierządu, homoseksualnego życia, antykoncepcji). Ale jeszcze nie spotkałem człowieka, który pozytywnie przyjmuje tę naukę, jednocześnie mając pozytywny stosunek do standardów WHO, zwłaszcza względem wychowania własnych dzieci. Pani z racji błędnej oceny swojego sumienia zaciemnionego na skutek przyzwyczajenia do grzechu, którego istnienia Pani nie przyjmuje i którego Pani zaadoptowała jako cześć swego naturalnego, należnego życia, tworzy jałowe pole do dyskusji.

Bynajmniej nie zamierzam Pana przekonywać do swoich racji, co jest główną zasadą mojej filozofii życiowej. Nie akceptuję jedynie postaw sprzecznych nie tyle ze wskazaniami chrześcijańskimi, co z ogólnie akceptowanymi zasadami współżycia społecznego, nota bene czerpiącymi wzory z chrześcijaństwa. Z pewnością nie należy do nich przekonanie, ze można i należy wspierać zabijanie jako sposób rozwiązywania problemów miedzy ludźmi. Ale o tym mówi już nam Dekalog, który oboje akceptujemy? Co do innych spraw, które wspiera WHO, a u Pana budza sprzeciw - jest tak jak sądziłam. Są to zalecenia, których Kosciół JESZCZE nie zaakceptował, ale niechybnie z czasem to zrobi, jak zaakceptował wiele innych spraw, przed czym bronił się przez dziesiątki lat. Nie mają one nic wspólnego z jadrem naszej religii, a sa jedynie fanaberią wymyśloną kiedyś przez Kościół. Niestety, te fanaberie są głęboko szkodliwe społecznie i sa przyczyną wielu nieszczęść, jak np. rozprzestrzenianie się AIDS w czarnej Afryce.

Chyba w przypomnienie, że to rodzice powinni mieć wpływ na wychowanie dzieci, nie ma nić bulwersującego? Jeśli rodzice nie mają decydować o wychowaniu dziecka (o czym wspomniał hierarcha) to kto?

Są pewne granice tej "władzy" rodziców nad dziećmi. One nie sa ich własnoscia, ale autonomicznymi jednostkami ludzkimi, które powinny być wychowane i wykształcone zgodnie z cywilizowanymi zasadami współżycia społecznego. Nie ma zgody na wychowywanie dzieci w atmosferze nienawiści i pogardy do innych ludzi i w lekceważeniu dla odmiennych filozofii życia, jeśli nie naruszają porządku społecznego.

to klasyczny przykład bezczelniej i zakłamanej propagandy - brzmi wyjątkowo obrzydliwie w ustach tych, co do tego decydowania się od wieków garną

"To, że ten dramatycznie nieprecyzyjny (gdzie przykłady deprawacji w standardach WHO? Tutaj masz przykłady deprawacji: https://ekai.pl/proponowane-w-polsce-standardy-edukacji-seksualnej-who/ i tutaj: https://www.gosc.pl/doc/1161025.Dyktatura-seksu A tutaj możesz zobaczyć skuteczność takiej edukacji seksualnej w Niemczech: https://www.dw.com/pl/przemoc-seksualna-w-niemieckiej-szkole-niepokojące-wyniki-badań/a-39239258 "Pornografia oglądana na przerwie, golizna w Internecie, próby gwałtu w szkole. Połowa młodzieży w Hesji ma doświadczenia z przemocą seksualną – alarmują naukowcy."

"Biskupi wciągający w świat swoich lękowych wizji szkołę to dla niej kolejna z serii złych wiadomości." Można na to spojrzeć inaczej: Biskupi czują się odpowiedzialni za mądrą edukację seksualną młodzieży....

"Biskupi wciągający w świat swoich lękowych wizji szkołę to dla niej kolejna z serii złych wiadomości." Można na to spojrzeć inaczej: Biskupi czują się odpowiedzialni za mądrą edukację seksualną młodzieży....

"Działania te wpisują się w zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, która po raz kolejny dała popis swojej "akceptacji" i "tolerancji" dla wszystkiego, co jest sprzeczne z ogólnie przyjętymi w naszej kulturze normami oraz udowodniła, że wcale nie zależy jej na dobru dzieci i młodzieży. WHO opublikowała raport "Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją seksualną". Druga część dokumentu nosi tytuł "Matryca edukacji seksualnej". W obszernej tabeli ujęte są informacje, jakie powinny zdobyć dzieci w określonym wieku, umiejętności, które powinny nabyć i postawy, jakie mają przyjąć. Można odnieść wrażenie, że ulubionym słowem autorów raportu jest masturbacja. Sugerują, by wytłumaczyć, na czym ona polega już dzieciom z grupy wiekowej 0-4, a następnie wzmacniać ten przekaz aż do ukończenia 15-tego roku życia. Zdaniem autorów raportu, maluchy powinny znać fachowe nazwy i funkcje wszystkich narządów. Odrobinę starsze dzieci (4-6 lat) powinny już wiedzieć, skąd się biorą dzieci oraz jakie są różnice związane z płcią, wiekiem i pochodzeniem kulturowym. Mają akceptować fakt, że wszyscy ludzie mają takie same prawa i szanować "różne normy związane z seksualnością" (czyli np. dwóch tatusiów). 9 lat to - zdaniem WHO - odpowiedni wiek, by rozpocząć rozmowy o różnorodnych zachowaniach seksualnych młodych ludzi i pierwszych doświadczeniach seksualnych oraz uświadomić im, że wpływ na decyzje dotyczące seksu mają m.in. rówieśnicy, media pornografia i religia. Dziecko powinno wiedzieć, co to jest orgazm oraz umieć skutecznie stosować prezerwatywy i środki antykoncepcyjne. "Starszacy" (12-15 lat) mają już prawo do wiedzy o antykoncepcji doraźnej (czyli po stosunku - to de facto środki wczesnoporonne) oraz informacji, gdzie mogą takie specyfiki nabyć. W zakresie płodności i prokreacji należy porozmawiać z 12-latkiem także o ciążach w związkach jednopłciowych (sic!) czy operacyjnym odtwarzaniu błony dziewiczej. Natomiast przed 15-latkami nie powinno być już żadnych tajemnic. Mają mieć pełną wiedzę o możliwości usunięcia ciąży, a gdy zdecyduje się na to ktoś z ich otoczenia, powinni to po prostu zaakceptować i zrozumieć, jednocześnie będąc krytycznymi wobec norm kulturowych i religijnych w odniesieniu do rodzicielstwa. Ważną umiejętnością, jaką powinien nabyć 15-latek, jest także ujawnienie wobec innych własnych uczuć homoseksualnych lub biseksualnych (tzw. coming out). "

Bardzo się dziwię pańskiemu "zdziwieniu". Kiedy urodził się mój syn (ma dziś 43 lata:))) nie słyszałam o istnieniu WHO i jej standardach, a mimo to było dla mnie oczywiste, ze tak należy chować dzieci, czyli stopniowo oswajać je z własna seksualnoscia bez kreowania tajemnic, tabu etc. Dzieki temu mój syn wyrósł na normalnego człowieka bez nerwic i problemów, pierwsza dziewczyne miał jeszcze w szkole sredniej i był do tego całkowicie przygotowany. Dziś jest mężczyzną zonatym od 20 lat z tą samą kobietą i szczęśliwie nie mają zadnych problemów małżeńskich, co przypisuję normalnemu traktowaniu spraw seksu w jego wychowaniu od najmłodszych lat. No i najważniejsze - bynajmniej nie konsultowałam z zadnym duchownym, czyli osobą najmniej do tego predystynowaną problemu: jak chować dzieci:)))

w jakim lesie się Pan uchował?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]