W 2013 r. krytyk literacki Zsolt Bagi napisał na łamach „Műút”, że ta książka jest „jednym z największych osiągnięć współczesnej węgierskiej myśli kulturalnej”. Dwa lata później László Krasznahorkai dostał za nią Bookera. Do Polski trafia po 12 latach od premiery i pewnie zaskoczy czytelników znających „Szatańskie tango” czy „Melancholię sprzeciwu”. Tym razem, zamiast dystopijnej i parabolicznej opowieści o węgierskiej prowincji, pisarz proponuje misternie skonstruowany obraz współczesnego człowieka.
Proza Krasznahorkaiego
Krasznahorkai należy do pisarzy nieustannie powracających do własnej twórczości. Czytając po kolei wszystkie tomy noblisty (czyli prawie 20 powieści i opowiadań), wyraźnie widzimy, że autor chętnie wykorzystuje te same tematy i strategie narracyjne. Nie jest to jednak literacki recykling, ale artystyczny głód ciągłego dopowiadania.
W najnowszym, znakomitym przekładzie Elżbiety Sobolewskiej znajdziemy rozbudowany traktat o kondycji ludzkiej, nieuchronnej klęsce wpisanej w odwieczne dążenie, a zarazem niechęć do osiągnięcia jakiejkolwiek całości. Pisarz przywołuje dziesiątki obrazów, w których przygląda się zachowaniu ludzi i zwierząt, mnoży podmioty (właściwie nie wiemy, ilu narratorów do nas mówi) i żongluje gatunkami (od anegdoty, przez monolog i wykład akademicki, aż po medytację).
„A świat trwa”: opowieść z wielu głosów
Krótkie historie pokazują przede wszystkim kruchość i bezradność człowieka, który odrzuca podszepty sumienia, wstydzi się i odracza działanie. „Żyć i być niesprawiedliwym to dokładnie to samo” – twierdzi jeden z narratorów.
W tej wielogłosowej fabule, czasami opowiadającej o danym zdarzeniu dwukrotnie, znajdziemy rytuały pogrzebowe w Waranasi, jeden z największych szanghajskich węzłów komunikacyjnych Nine Dragon Crossing, hiszpański kamieniołom, ulice Kijowa, 220 metrów nici z dzieciństwa, nielota z Okinawy, Ziemię widzianą przez Gagarina czy koło narysowane kredą obok świątyni Annapurny.
Filozofia egzystencji według Krasznahorkaiego
Każdy gest jest próbą medytacji nad losem i koniecznością wybrania właściwego momentu, by wśród „miliardów rzeczy natrafić na szczelinę, na jedną jedyną szczelinę”. Szczeliną można opuścić świat i ruszyć dalej. Ten stan bycia w nieustającym procesie samsary towarzyszy nam do końca historii.
Krasznahorkai rozpoczyna książkę słowami: „Trzeba stąd odejść, to nie jest miejsce, w którym da się żyć i w którym warto zostać, to miejsce, gdzie ciężar tego wszystkiego, co nieznośne, niemożliwe do wytrzymania, zimne, smutne, śmiertelne i pozbawione życia, zmusza do ucieczki, złapania walizki”.
„A świat trwa” nie jest jednak zapisem klęski ani kryzysu, ale próbą uchwycenia zasady kierującej światem i egzystencją: nie ma stałości, wszystko się porusza i zmienia. Pisarz często przywołuje głosy fikcyjnych bohaterów literackich i patronów myślenia o życiu jako stanie wahania i niepewności. Pojawiają się Fortynbras, Kafka, mistrzowie zen, Beckett, Wierchowieński i Nietzsche, szlochający na ulicach Turynu nad ubiczowanym koniem.
Pamięć, trwanie i bycie pisarzem
Czytam „A świat trwa” nie tylko jako zapis refleksji na temat współczesności, ale także jako głęboki namysł nad istotą literatury i bycia pisarzem. Krasznahorkai nie pozostawia wątpliwości, że to jeden z najważniejszych tematów tej książki. Wskazują na to chociażby jej śródtytuły – „Mówi”, „Opowiada”, „Żegna się” – oraz rozdział „Łabędź w Stambule (79 akapitów na pustych stronach)” poświęcony Konstantinowi Kawafisowi, którego treści możemy się jedynie domyślać, bo autor dołącza do pustych stron przypisy.
Wynika z nich, że nieistniejący tekst był poświęcony wspominaniu. Być może to ułomna natura pamięci generuje chęć nieustannego powtarzania. Zapisywanie obrazów dowodzi naszego głodu poznania, ale nigdy nie zaspokoi chęci stawiania nowych pytań. Właśnie dlatego Krasznahorkai nie unika mistrzowskich popisów i brawury. W finalnych scenach książki narrator odwołuje porządek świata stworzonego przez Boga. Kiedy znikają ramy moralne, zostaje tylko tekst – jedyny świat, który wciąż trwa.
László Krasznahorkai, A ŚWIAT TRWA, przeł. Elżbieta Sobolewska, Czarne, Wołowiec 2025
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















