Sprawa Gonciarza: nic się nie zmieniło

Nie w każdych okolicznościach ktoś, kto prezentuje się jako ofiara jest ofiarą, a ktoś, kto wygląda na złoczyńcę, jest złoczyńcą. Trzeba weryfikować fakty, dbać o sprawiedliwość, powściągać odruchy.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Sprawa Krzysztofa Gonciarza, znanego youtubera, który przez kilka kobiet został oskarżony o rozmaite nadużycia, następnie publicznie napiętnowany i scancelowany, później zaś przekonująco dowiódł (w serii filmów pod zbiorczym tytułem „Perseusz”), że padł ofiarą oszustwa, wskazuje, poza wszystkim, na jedną, niezaprzeczalną okoliczność.

Mianowicie: nic się nie zmieniło, wciąż żyjemy w rzeczywistości, a nie w teoretycznym konstrukcie. W rzeczywistości, w której obowiązują te same prawa fizyki i biologii. Te same ograniczenia poznawcze i materialne. Te same reguły życia społecznego. Te same parametry funkcjonowania umysłów i psychik. Te same systemy prawne oparte na tych samych fundamentach.

Nic się nie zmieniło. Także to, że zanim wyda się wyrok, zarówno sądowy, jak i amatorski, zanim skaże się kogoś na banicję, odtrąbi triumfalnie jego upadek, zmobilizuje jak największą grupę, żeby wyraziła wobec niego oburzenie i zastosowała potępienie – trzeba najpierw odrobiny cierpliwości i opanowania. Są one niezbędne do weryfikacji oskarżeń. Nic się bowiem nie zmieniło i oskarżenia wciąż mogą być nadmiarowe, fragmentaryczne, a nawet fałszywe. Z tego, że ktoś coś mówi, wciąż nie wynika, że jest tak, jak mówi.

Zresztą dlatego właśnie pojawiły się pojęcia „prawdy”, „kłamstwa” i „weryfikacji”. Oraz oparte na tych pojęciach instytucje, których zadaniem jest systematyczne dochodzenie do prawdy. Oddzielanie jej od kłamstwa, konfabulacji i innych poznawczych zakrzywień, żeby móc działać wyłącznie w oparciu o nią. Dlatego właśnie – mozolnie, pokolenie za pokoleniem, tworząc kulturę, obowiązujące w niej zasady, kody postępowania, a także mozolnie, pokolenie za pokoleniem, doskonaląc instrumenty służące badaniu rzeczywistości – wypracowano do tego celu specjalne metody. Zorientowano się bowiem w pewnym momencie, że bez tych metod, bez odpowiednich narzędzi, bez stosownych środków ostrożności, ludzie wcale nie zbliżają się do świata i siebie (a więc do prawdy), lecz raczej generują nieskończone, piętrowe fikcje. Na swój własny temat i na temat innych.

A z tych fikcji nader często rodzi się przemoc. Dotyczy to zarówno zbiorowości, jak i jednostek, nikt nie jest od tego wolny. Więc trzeba mieć się stale na baczności, sprawdzać, weryfikować, odsiewać. Nie ma innej rady ani sposobu. Przynajmniej, dopóki nic się nie zmieni. Przynajmniej, dopóki żyjemy w rzeczywistości.

A na razie nic się nie zmieniło. Ludzkie motywacje cały czas bywają skomplikowane i niejednoznaczne, rzeczy zaś wcale nie zawsze są takie, jakie się wydają. I nie zawsze – bo nic się nie zmieniło – potwierdzają nasze pragnienia, poglądy i ideologie, nie zawsze są takie, jakie wedle naszych pragnień, poglądów i ideologii być powinny. Przeciwnie: czasami układają się dokładnie wbrew im. A najgorsze, co w takiej sytuacji możemy zrobić – choć, skądinąd, tak z natury pracuje ludzki umysł – to uporczywie trzymać się naszych pragnień, poglądów i ideologii. Utwardzać je wbrew faktom, zamiast modyfikować je pod tych faktów wpływem.

Nic się więc nie zmieniło. Nie w każdych okolicznościach ktoś, kto prezentuje się jako ofiara, jest ofiarą, a ktoś, kto wygląda na złoczyńcę, jest złoczyńcą. Bywa zupełnie inaczej, a nawet całkiem na odwrót. Nic się bowiem nie zmieniło i nie pojawiły się żadne niezawodne metody pozwalające – wyłącznie na podstawie deklaracji albo jakichś zewnętrznych atrybutów, np. płci, koloru skóry, wieku czy przynależności do tej lub innej klasy – oznaczyć bez sprawdzenia, kto jest winny, a kto niewinny. A także, kto w ogóle ma prawo się odzywać, a kto ma prawo tylko milczeć. I czyje słowo w magiczny sposób zawsze i wszędzie jest prawdziwe, czyje zaś w magiczny sposób nigdy prawdziwe być nie może.

Nic się bowiem nie zmieniło. Każdy ma prawo do mówienia, ale również – co ważne w stopniu tym samym, a być może nawet większym – każdy ma prawo zostać wysłuchany. A tam, gdzie jednym odmawia się prawa do mówienia i programowo się ich nie słucha, drugim zaś z kolei pozwala się mówić bez ograniczeń i a priori daje wiarę wszystkiemu, co twierdzą, tam wydarzają się krzywdy, nierzadko nieodwracalne. Tam też – prędzej czy później – pojawiają się ludzie, którzy dostrzegają tę osobliwą wybiórczość. I postanawiają wykorzystać ją w służbie własnych interesów.

Tymczasem nic się nie zmieniło. Wciąż żyjemy w świecie, w którym ani płeć, ani wiek, ani kolor skóry, ani stan konta, ani pozycja w hierarchii społecznej, ani też słuszne lub niesłuszne (z dowolnej perspektywy patrząc) polityczne przekonania, ani też żaden inny modny lub niemodny sposób różnicowania ludzi, nie czyni nikogo ani lepszym, ani gorszym. Nie gwarantuje z definicji żadnych moralnych przewag, nie sprawia, że jest się z automatu prawdomównym albo kłamliwym, dobrym albo złym, godnym albo niegodnym zaufania.

Nic się nie zmieniło. A zatem nic nie zwolniło nas z obowiązku krytycznego myślenia, nieufności wobec stereotypów (niezależnie od tego, na czyj temat i z jakiej strony wypreparowanych). Nic nie zwolniło nas z obowiązku weryfikowania faktów, uważności, racjonalności, dbania o sprawiedliwość, powściągania odruchów i impulsów, odporności na moralne paniki i inne mechanizmy zbiorowego wzmożenia, zbiorowej przemocy.

Nic się pod tym względem nie zmieniło. I z całą pewnością się nie zmieni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nic się nie zmieniło