Pula zadań pokutnych dla Polaka

Korespondencja via FB: „Szanowna Pani, ja ludzi upominać nie lubię, ale muszę popełnić wyjątek. Podobno posiada Pani wykształcenie. Pani pozwala sobie nasłuchiwać ludzi. Niektóre teksty nam się z żoną podobały, ale czy to jest pronarodowe?”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Park Morskie Oko, siedzę sobie, obserwuję wędkujących. Niebo obiecywało pogodę, ale błękit tężeje i widać, że czeka nas ekspansja innej barwy. „Lunie” – rzuca matka z sąsiedniej ławki. „Ano”. „Maks, chono tu, nie gap się!”. Do mnie: „Ojca szuka, haha. Zabroniłam staremu tu siedzieć, to pójdzie w inne tango”. „Uhm”. Jest w moim wieku, nerwowo szczupła, spięta. Gestykuluje, jakby zabrakło papierosa, ba, paczki. W pakiecie niepokój na miarę żonglerki z paleniem. „Aleś się rozdudniła” – w gondolce zawodzi dziecko. Obok na ławce siedzi trzeci, najstarszy, rozdrapuje patykiem ziemię. „On ma autyzm jakiś, jak Boga kocham, otwarta gęba i dłubie” – ręce w ciągłym ruchu. Załamuje błagalnie, przyklaskuje, drapie się po głowie, wciąż dociska dłońmi policzki boleśnie, lamentacyjnie: „Nie może znieść płaczu dziecka, mówi mi, ci dwaj nie ryczeli prawie nic, może niedobrze, Karol niekumaty, mówiłam, nie dawać po papieżu, haha, cholera, a ten się uparł, że to na szczęście, bocian, psiamać, szczęście przyniesie”.

Maks próbuje trafić kamieniem w kaczkę. „Ten da radę w życiu, żeby tylko nie pił. Już se nie dam więcej dzieci zrobić. Strącę, jak Boga kocham, jak mi zrobi. Pani ile ma? – patrzy w bok – co ja pytam, pani nic nie ma, tu się nie robi dzieci – zatacza ręką koło – tu się latte pije”. „Jedno”. Patrzy na mnie: „Więcej nie chciała? A chłop jest? Jak nie ma, może lepiej, brzucha nie będzie, o urodę zadbasz”. Przeszła na ty. „Zabiłby mnie, jakby się dowiedział, że brałam tabletki. Ale ja bym nie mogła więcej dziecków mieć, tylko ja to pcham. Jakby nie matki mieszkanie i tabletki...”. Drapie się niemal do krwi. „Gębę rozwiera na matkę. A jak nas stara wyrzuci?”. Niebo sinieje. „Te moje – oby nie piły. Niech i kradną”. Omiata z pogardą masyw kamienic: „Te tam dzieci nie mają, humusy jedzą, niech nam dają forsę, haha”. Śmiech złowrogi, histeryczny. Uspokaja się. „Matka Courage” – rzucam pod nosem. Usłyszała: „Kuraż? Że odwaga?”. „Uhm”. „Podoba mnie się”. Lunęło. Ruszyli ku Puławskiej, a ja w dół, nucąc pod płacz „U Matki Courage dziś kupicie / Te buty w których w tańcu lżej”.

Korespondencja via FB: „Szanowna Pani, ja ludzi upominać nie lubię, ale muszę popełnić wyjątek. Podobno posiada Pani wykształcenie. Zaszczegam się, bo wykształcił Panią Uniwersytet Lewacki, jak mówimy z żoną, co utrudnia rozumienie. Ale przejćmy do Pani roli publicystki. Pani pozwala sobie nasłuchiwać ludzi. Niektóre teksty nam się z żoną podobały, ale czy to jest pronarodowe? Jednak nie jest. O Pani działalności wiem przez przypadek, bo sąsiad zostawia tygodniki na klatce. Ja kupuję tylko pisma pronarodowe. Wracając do narodu, ja bym porozmawiał z księdzem w Pani miejscu. Czy wolno Pani podsłuchiwać. Niech powie czy, nie traci na tym naród. Miło mieć rubrykę, ale nie kosztem potępienia wiecznego. Konfesjonał roszczygnie felieton”.

Ruda: „Płakałaś przez sen”. „Tak?”. „Coś ci się śniło”. „Owszem. A tobie?”. „Ja losowałam karteczki”. „O!”. „Trzeba było mieć niebieską, żeby przeżyć”. „Miałaś?”. „Nie. Chodził pan z workiem. Pukał. I najmłodsza osoba w domu losowała za rodzinę. Trzy szanse”. „Pudło?”. „Co pudło? Trzy kartki czerwone”. „Uhm”. „Babcia płakała. A ty czemu płakałaś?”. „Mnie też się śniło losowanie. Była specjalna pula zadań pokutnych dla Polaka. Wylosowałam słup”. „Słup?!”. „No, mogłam jeszcze wylosować pustynię. A tu musiałam wleźć na słup. Stał w Lidzbarku Warmińskim. Jak długi komin bez wylotu, z drabinką. Zwinęłam się w kłębek, by nie wystawać”. „I co?”. „Wiedziałam, że nie zaliczę, bo na słupie trzeba stać. Za bardzo się bałam”. „Masz lęk wysokości”. „Leżałam i utyskiwałam, że wyciągnęłam zły los. Na pustyni można sikać. A jak tu sikać na słupie?”.

Pod poradnią kardiologiczną szpaler ludzki. Profil w profil udręczenie. Dosiadam się. Staruszka: „A pani tu co? Taka młoda. Z czym?!”. „A z sercem”. Starszy w ciemnych okularach:  „Jak my wszyscy”. „Ale że co się stało?” – ciągnie staruszka. Opowiadam. „Karetki? Zawały? To dla staruchów jak my”. „Jak my wszyscy”. Gość obmacujący paczkę papierosów: „Jak państwo myślą, zdążę wyjść zapalić?”. „Piąty pan jest, też pytanie!”. Wychodzi pielęgniarka: „A to co? Pali pan?! Po zawale?!”. „Jakbym nie palił, tobym miał kolejny”. „Nie wstyd panu?!”. „Dlatego palę”. „Jak my wszyscy”. Wyciągam notes, zapisuję. Papierosowy łypie: „To chyba nie donos do lekarza?”. „Nie”. Staruszka: „Siostra i tak mu powie. I dobrze! Grób pan sobie kopie!”. „Jak my wszyscy”. Kobieta kiele sześćdziesiątki: „Słabo mi”. Staruszka: „Rozumiem, ale ja teraz wchodzę”. „Duszno mi, nie wytrzymam”. „Jak my wszyscy”. Papierosowy flirciarsko: „Chodźmy na dwór, ja przy okazji zapalę”. „Mój mąż taki

był. I mnie zostawił”. „Zwiał od pani?”. „Jeszcze czego! Zmarł”. „Jak my wszyscy”. Papierosowy: „Ta, w tym kraju łatwiej umrzeć niż rzucić”.

Łazienki, siedzę z notesem. Podchodzi staruszek o lasce: „A co panienka tam sobie szkicuje?”. Podszedł bliżej: „A! Pani pisze, myślałem, że rysuje cosik”. „Typy ludzkie rysuję” – uśmiecham się. Zachęcił się i dosiadł: „A co tam ma pani za książkę?”. „Canettiego”. „Uhuhu, poważna sprawa. Jakoś tych Austriaków, wie pani, nigdy nie mogłem zmóc, ale szanuję. A Prusa kocham”. „Ja też”. „Tak?! A to miło. Prusa i Manna mogę zawsze”. „Ano”. „Widziałem go tutaj”. „Kogo?”. „Prusa”. „Też bym chciała”. Gapi się badawczo: „Nie ucieka panna z krzykiem: »wariat, wariat«?”. „Hehe, nie”. „Nie może być. Ale naprawdę. On tu bywa, jako duch”. „Pięknie”. „A tak. Ja zawsze żałowałem, że Bozia talentu nie dała. Krawcem jestem. Jak się oko traci, precyzję, to koniec. Zamyka się wszystko. Starość zostaje. A pisze się nadal po śmierci”. Poszedł. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pula zadań pokutnych