Spory dziwne i niepotrzebne

Ile razy minister edukacji ogłasza kolejny program swojego resortu, polegający na obronie szkoły przed jakimś zagrożeniem, nie mogę oprzeć się zdziwieniu. Niby tak, dzieci i młodzież należy chronić tak przed chorobami, jak przed złym wpływem. Ale przecież wiadomo, że sama izolacja od bakterii i wirusów, bez uodpornienia organizmu - to klęska. A minister-wychowawca zdaje się marzyć o świecie, w którym jego podopieczni otoczeni barierami nawet nie uświadomią sobie sytuacji pokusy, wyboru, płacenia wysokiej ceny za wartości. I na wznoszeniu tych barier skupia się najbardziej, wciąż atakując tych, którzy nie dość mu sprzyjają. Jak ostatnio - nieskutecznie na szczęście - panią wiceminister od spraw rodziny, autorkę mądrego programu na "tak", która wyraźnie nie żywi aż takich lęków jak wicepremier, za to wie, w czym chce realnie pomóc pierwszym wychowawcom - rodzicom.
Czyta się kilka minut

Czasem się zastanawiam, czy dość pamiętamy, że ewangeliczna przypowieść o "domu wymiecionym i oczyszczonym", do którego wraca wypędzony zeń zły duch z siedmioma gorszymi od siebie, i w rezultacie "ostatnie rzeczy człowieka stają się gorsze niż pierwsze" - że ta przypowieść to jakby cały horyzont wychowawczego wyzwania. Nasz świat wewnętrzny nie ma być tylko omieciony ze zła - ma być zamieszkany przez dobro. Dlatego dla wychowawcy każdy, kto w tym pomaga, jest sprzymierzeńcem, nie rywalem. W resorcie edukacji również...

Tak na marginesie jedno małe życzenie. Który gospodarz resortu zdoła wreszcie zdobyć się na iście rewolucyjny drobiazg pedagogiczny, jakim byłaby ustawowa zgoda na klasy o połowę nawet mniej liczne niż obecnie? Jak przekonać, że ten jeden zabieg niwelowałby albo zmniejszałby cały szereg problemów, z zagrożeniem przemocą włącznie? I że argument finansowy akurat tutaj powinien ustąpić, bo dobro wychowanków i wychowawcy tysiąc razy ważniejsze?

A skoro już rozmawiamy o troskach rodziców, to odnotowując powstanie stowarzyszenia obywatelskiego promującego wielodzietność pozwolę sobie na głos polemiczny. Oczekiwanie, że matki "niepracujące" doczekają się uznania w postaci regularnych uposażeń i docelowo także emerytury przyznanej za domowy trud, jest całkowicie sprawiedliwe, ale na pewno jeszcze nie do udźwignięcia przez najbliższe krajowe budżety. Za to głos opinii takich rodzin w sprawach wychowawczych jest nie do przecenienia. Niechby odzywał się często i dobitnie. Także i w sprawach bardzo smutnych. Takich jak niektóre zmiany planowane w kodeksie karnym. Mam na myśli obniżenie granicy wieku za przestępstwa karane więzieniem - już do lat piętnastu. Dotąd nieletnich czekały tylko zakłady poprawcze. Piętnastolatek wtrącony między dorosłych przestępców jest już stracony - ostrzegają wszyscy znający problem - wyjdzie zdeprawowany do cna. Wiara ministra sprawiedliwości w zbawienną moc kary jak najsurowszej - przeraża. Tak jakby godził się na spisanie na straty niektórych - dla ocalenia reszty. Jakby zapobieganie złu i powrót do dobra go nie interesowały. Ktoś musi w Polsce widzieć i myśleć inaczej niż pan minister. Czy nie powinni to być ci rodzice wybrani z wybranych, ci z prawdziwego powołania, czujący odpowiedzialność nie tylko za swoje wspaniałe dzieci?

Podobnie, gdy ruchy obrony życia zabierają się do walki z podziemiem aborcyjnym, zachęcając, jak ostatnio czytałam, by donosić policji lub prokuraturze o podejrzanych gabinetach ginekologicznych, warto przypomnieć, że ratować życie można także rozpropagowując pomoc matkom w ich niechcianym macierzyństwie. Choćby tak, jak robi to "Nasz Dziennik", co dzień obok tytułu gazety drukując telefony zaufania. Na razie tylko dwa. Kobieta z podlaskiego albo zielonogórskiego pewnie nie pojedzie do Częstochowy po pomoc. Ale co przeszkadza, by takie informacje pojawiały się w kruchcie każdego kościoła, jak Polska długa i szeroka, w każdej gazetce parafialnej, w każdym osiedlowym klubie?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2007