Zmarł Tomas Tranströmer

Był szwedzkim poetą, laureatem literackiej nagrody Nobla w 2011 r. Przypominamy felieton Wojciecha Bonowicza pt. „Spojrzenie” – o jednym jego wierszu.
Czyta się kilka minut
Tomas Tranströmer / / fot. AP / FOTOLINK
Tomas Tranströmer / / fot. AP / FOTOLINK

Co jakiś czas przychodzi list z prośbą: „Niech Pan częściej pisze o wierszach. Nikt już prawie o wierszach nie pisze”.

Dobrze więc. Oto wiersz, do którego często wracam – „W delcie Nilu” Tomasa Tranströmera (w przekładzie Magdaleny Wasilewskiej-Chmury):

Młoda żona płakała nad talerzem
w hotelu po powrocie z miasta
gdzie na ulicach czołgali się i leżeli chorzy
a dzieci czekała śmierć z nędzy.

Udali się z mężem do pokoju na górze
skropionego wodą, by nie unosił się kurz.
Prawie bez słowa poszli do łóżek.
Ona zapadła w ciężki sen. On nie mógł zasnąć.

W mroku na zewnątrz przetaczał się hałas.
Szum, tupot, krzyki, turkot wozów, śpiew.
W tonacji nędzy. Bez wytchnienia.
I mężczyzna zasnął skulony w wielkie „nie”.

I przyszedł sen. Że płynie statkiem.
W szarej wodzie powstał wir
i przemówił głos: „Jest ktoś dobry.
Jest ktoś, kto widzi wszystko bez nienawiści”.

Po każdej lekturze zamykam oczy, żeby zobaczyć ten obrazek: hotelowy pokój, może w Aleksandrii, może w innym mieście delty, niespokojna noc, pełna dźwięków, małżeństwo turystów, które w milczeniu kładzie się na spoczynek. Dzień był ciężki, bo widok bezmiaru nędzy, na którą nic nie można poradzić, to najstraszniejszy z widoków, przed jakimi może stanąć człowiek. Przez cały dzień byli wewnątrz tego świata. I również w nocy nadal są wewnątrz, świat nędzy przecież nie zniknął, daje o sobie znać szumem, krzykiem i śpiewem, przenika do środka niczym kurz, który – żeby nie drażnił nozdrzy – hotelowa obsługa skropiła wodą.

Tranströmer to mistrz aluzji i dyskrecji. Rzadko dopuszcza do głosu silne emocje, jeżeli się pojawiają, to na ogół we wspomnieniu. Wspomnienie jest jak cieniuteńki parawan. We wspomnieniu to, co gwałtowne, zostaje odrobinę stonowane. „I mężczyzna zasnął skulony w wielkie »nie«” – to spokojne zdanie kryje przecież w sobie opis długich chwil bezsenności, powracania do tego, co zobaczone i doznane, minut pełnych złości i buntu.

Pisałem miesiąc temu o pewnym doświadczeniu, jakie miał Jean Vanier, kiedy odwiedzał przybytki nędzy: więzienia, ośrodki dla trędowatych, zakłady dla osób z upośledzeniem. „Było w tym coś przerażającego, ale jednocześnie coś, co jest trudne do uchwycenia, coś głęboko boskiego”, mówił założyciel Arki. „W miejscach potwornych czuje się obecność Boga”.

Czy w wierszu Tranströmera jest mowa o czymś podobnym? Czy chodzi tu o doświadczenie Boga? Szwedzki poeta pisze ostrożnie: „Jest ktoś...”. Wiele wskazuje na to, że to Bóg – w końcu to ktoś, kto „widzi wszystko” i widzi „bez nienawiści”. Ale słowo „Bóg” nie pada. Poeta wie, że jest to słowo obciążone zbyt wieloma znaczeniami, i ta wielość znaczeń mogłaby odwieść uwagę czytelnika od tego, co najistotniejsze. Najistotniejsza zaś jest myśl, że na to, co się dzieje, musi skądś padać miłosne spojrzenie. Inaczej nic nie miałoby sensu.

Tej myśli towarzyszy osobliwy znak: „W szarej wodzie powstał wir...” Ten wir to może być echo biblijnych wiatrów, pod których wpływem rozstąpiło się morze. Pamiętajmy jednak, że wiersz jest mikroświatem, w którym bardzo ważne są także wewnętrzne nawiązania i aluzje. W omawianym wierszu ta siatka nawiązań nie jest może zbyt gęsta, ale istnieje: poszczególne motywy układają się w pary, a czasem triady. Nędzarze leżący na ulicach – bohaterowie kładący się do łóżek. Miasto, które nie zasypia – bezsenność mężczyzny. Odgłosy dobiegające z zewnątrz – milczenie małżonków – głos odzywający się we śnie. Wreszcie – skropiona wodą podłoga i wir, który pojawia się nagle w szarej wodzie. Wiersz działa nie tylko pojedynczymi obrazami, ale również takimi skojarzeniami.

Przynosi osobliwe ukojenie. Przynajmniej mnie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2014