Przez długi czas Putin zachowywał milczenie. Za niego o telefonie od amerykańskiego przyjaciela mówił rzecznik Kremla, a o rozmowach z Amerykanami w Rijadzie – minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow i pozostali wysłannicy. Wreszcie po tygodniu, spytany przez dziennikarzy podczas pobytu w Petersburgu, Putin wydusił kilka zdań:
„Zostałem poinformowany (o przebiegu negocjacji w Rijadzie), to po pierwsze. Po drugie: oceniam je wysoko. Przyniosły rezultaty. Uzgodniliśmy, że nasze placówki dyplomatyczne wznowią pracę w normalnym trybie. Nieustanne wydalanie dyplomatów i z Waszyngtonu, i z Moskwy do niczego nie prowadzi. (…) Ponadto zgodziliśmy się co do tego, że wznowimy współpracę na tych kierunkach, które są interesujące dla obu stron: od Bliskiego Wschodu do rynków energetycznych i kosmosu. Ale najwięcej uwagi poświęcamy sytuacji związanej z kierunkiem ukraińskim (…) Zostałem poinformowany, że atmosfera była przyjazna. Ze strony amerykańskiej to byli nowi ludzie, którzy byli otwarci na podjęcie rozmów bez żadnych uprzedzeń, bez oskarżeń, a z tym mieliśmy do czynienia w przeszłości”.
Pokój za wszelką cenę
Putin może być więcej niż zadowolony. Na tym etapie, nie ruszając palcem w swoim bucie na piętnastocentymetrowych obcasach, zyskał wiele: Trump przerwał jego – trwającą trzy lata – izolację, nie powiedział mu złego słowa za rzeki przelanej ukraińskiej krwi, złamanie prawa międzynarodowego, przesuwanie granic, mieszanie się w amerykańskie wybory itd. Trump oświadczył, że chce jak najszybciej doprowadzić do pokoju na Ukrainie. A jak? To drugorzędne. Najważniejsze jest dążenie do tego celu.
Można zamknąć oczy na zbrodnie, można udawać, że w powietrzu nie unosi się odór rozkładających się ciał ofiar wojny, można nie widzieć krwi na rękach tych, którzy teraz są zaproszeni do stołu i mają dywagować o warunkach pokoju. Czy z dealu, budowanego na takich zasadach, wyjdzie coś pozytywnego? I czy w ogóle wyjdzie? W Rijadzie nie było nikogo z Ukrainy. Nastąpił natomiast zmasowany atak amerykańskiego prezydenta i jego współpracowników na Wołodymyra Zełenskiego. Trump mówi słowami Putina i leje obficie wodę na jego młyn.
Członkowie amerykańskiej delegacji na rozmowy w Rijadzie zapewniali, że rozmowy położyły podwaliny pod dalsze uzgodnienia, w tym przygotowanie spotkania Trump-Putin. Kiedy dojdzie do spotkania? Nikt nie udzielił odpowiedzi. Sekretarz stanu Marco Rubio wspomniał tylko, że „to zaledwie pierwszy krok na długiej i trudnej drodze”. Indagowany przez dziennikarzy doradca Putina ds. międzynarodowych Jurij Uszakow na pytanie, czy szczyt możliwy będzie już w przyszłym tygodniu, odparł: „Raczej nie”.
Rosja pomiędzy Ameryką a Chinami
Ale strona amerykańska ciśnie, aby jak najszybciej pogadać z agresorem, którego koniecznie chce ustroić w piórka gołębia pokoju. Czy ma na to szanse? Jak wiele innych pytań, to również na razie pozostaje bez odpowiedzi w sytuacji intensywnej jazdy po muldach.
Strona amerykańska, co dostrzegł i pochwalił Putin, stara się być uśmiechnięta i sympatyczna, nie mówi – w każdym razie głośno – o rzeczach dla uszu zbrodniarza siedzącego na Kremlu nieprzyjemnych. Natomiast strona rosyjska zaraz po zakończeniu spotkania natychmiast przeszła do wykreślania swoich czerwonych linii. Np. Ławrow zaznaczył, że dyskutowana obecność wojsk państw NATO na Ukrainie byłaby „absolutnie nie do przyjęcia” dla Kremla.
Zaraz po powrocie z Arabii Saudyjskiej Ławrow wystąpił w Dumie, chwaląc nową amerykańską administrację za wolę przełamania pata w stosunkach dwustronnych. „My ledwie odeszliśmy znad skraju przepaści” – oznajmił i zapowiedział, że dialog będzie kontynuowany. Żadnych konkretów. W wystąpieniu Ławrow opowiedział też deputowanym o znakomitych stosunkach Moskwy z Pekinem: „Na tak wysokim poziomie, jak jeszcze nigdy nie było”.
Rosyjska propaganda już zmieniła wrogów
Rosyjskie media, dotychczas niemiłosiernie chłoszczące „kolektywny Zachód” za politykę wsparcia dla Ukrainy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniły ton. Nastąpiło rozdzielenie zachodniej zbiorowości na Amerykę i Europę. W nowym ujęciu telewizyjnych kapłanów propagandy Ameryka poszła po rozum do głowy, Trump stał się obiektem pochwał i zachwytów, natomiast Europa nadal zbiera ciosy.
„Jak odnosi się do takiej zmiany lojalna większość mieszkańców Rosji? Odpowiedź jest prosta: normalnie się odnosi, nawet okiem nie mrugnie. Dlatego że dla lojalnej wobec reżimu większości to, co przekazuje telewizja, to nie jest informacja. To instrukcja. Instrukcja, jak w danym momencie należy mówić, a najważniejsze: co w danym momencie należy myśleć” – napisał w Telegramie emigracyjny politolog Iwan Prieobrażenski (rosyjskie MSW rozesłało za nim list gończy). I dalej: „Latami wbijali do głów, że USA to kraj w rozkładzie, bez żadnych wartości, wróg, który pragnie połknąć Rosję. Teraz przekaz się zmienił: Stany Zjednoczone to godne szacunku mocarstwo, z którym należy współdziałać i któremu wielki Putin zaproponował rosyjskie złoża w Arktyce (…) Trzeba pamiętać, że zawsze obowiązuje jedna zasada: nie zadawać pytań, a przede wszystkim nie dociekać, dlaczego jedna instrukcja stała się nieaktualna, a nowa przeczy tej poprzedniej”.
Rosyjska/sowiecka szkoła propagandy nie takie wygibasy ma na swoim koncie. Od 23 sierpnia 1939 r. do 22 czerwca 1941 r. hitlerowskie Niemcy w ujęciu oficjalnej sowieckiej propagandy to był przyjazny kraj i doskonały partner. Jak ów doskonały partner najechał Związek Sowiecki, to z dnia na dzień okazało się, że Hitler to drań i odwieczny wróg.
Warunki spotkania Trumpa z Putinem
Wróćmy jeszcze do współczesności. Sekretarz stanu Marco Rubio 20 lutego uzależnił zorganizowanie spotkania Trump-Putin od tego, co uda się ustalić w kwestii Ukrainy. W wywiadzie dla Catherine Herridge na platformie X dał do zrozumienia, że celem amerykańskiego prezydenta jest jak najszybszy postęp w zakończeniu wojny. Bo wtedy Trump będzie mógł uchodzić za tego, który przyniósł pokój. Tymczasem na Kremlu poszerzają skalę oczekiwań: „Długotrwałe uregulowanie [na Ukrainie] jest niemożliwe bez wszechstronnego omówienia kwestii bezpieczeństwa na kontynencie [europejskim]” – oznajmił rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow.
Już widać, że szybko się nie da.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















