To moment założycielski nowej Unii Europejskiej: świadomej swej siły, asertywnej i uzbrojonej

Nadzwyczajny szczyt unijny pokazuje, że jesteśmy na początku czegoś nowego w historii współpracy europejskiej. Czegoś, co – bez względu na przyszłość wojny i pokoju w Ukrainie – pozwala spojrzeć na przyszłość Europy w jaśniejszych barwach.
Czyta się kilka minut
Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen na szczycie UE w Brukseli. 6 marca 2025 r. // Fot. Omar Havana / AP / East News
Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen na szczycie UE w Brukseli. 6 marca 2025 r. // Fot. Omar Havana / AP / East News

Gdyby Donald Trump okazał się genialnym pokerzystą i specjalistą od blefów, to po specjalnym szczycie Unii Europejskiej w Brukseli, w czwartek 6 marca, mógłby ogłosić swoje niekwestionowane zwycięstwo. Mógłby następnie usiąść do stołu i podać rękę wszystkim, którzy pomogli mu przekonać Europejczyków, że „jazda na gapę” w NATO kończy się wyproszeniem z autobusu.

Ponieważ jednak nie mamy pewności w odniesieniu do rzeczywistych intencji Trumpa, a podejrzewamy go o chęć zniszczenia Sojuszu Północnoatlantyckiego, to wczorajsze spotkanie może przejść do podręczników historii jako błąd Ameryki – i zarazem jako moment założycielski nowej Unii Europejskiej.

Bo jeśli Europa stanie na wysokości zadania, wówczas stanie się innym partnerem dla Waszyngtonu: mniej zależnym, za to bardziej świadomym swej siły i możliwości. Do tego jednak jeszcze daleko.

To wspólna odpowiedź całej Unii, jej „starych” i „nowych” członków

Komentatorzy koncentrują się na zapisach tzw. konkluzji dotyczących pomocy dla Ukrainy, domagania się udziału Europy i Ukrainy przy stole negocjacji rosyjsko-amerykańskich, a także uruchomienia pożyczek do wysokości 150 mld euro na inwestycje w infrastrukturę i przemysł zbrojeniowy oraz wyłączenie tych wydatków z limitu długów.

Piszący te słowa czytał jednak w swoim zawodowym życiu tyle konkluzji, raportów i solennych zapowiedzi – a w rzeczywistości zaklęć – ze strony liderów Unii, a dotyczących tego, że „Europa musi być bardziej suwerenna i odpowiedzialna za własną obronę”, aby wiedzieć, że słowa są najtańszą walutą w europejskiej polityce.

Dlatego to, co napawa dzisiaj optymizmem i nadzieją, dotyczy sfery polityki: po raz pierwszy chyba od końca zimnej wojny członkowie Unii Europejskiej zdobyli się na kolektywną odwagę ofensywnego skonfrontowania się z realiami świata – w miejsce wyczekiwania, aż problemy znikną.

Co więcej, nasza odpowiedź na działania Waszyngtonu nie ma skazy „najmniejszego wspólnego mianownika”, lecz zawiera wszystko to, co jest ważne dla nas – bez oglądania się czy to na USA, czy to na Rosję, czy to na Pekin. I wreszcie: to jest wspólna odpowiedź „starych” i „nowych” członków, a nie wynika z presji jednych na drugich.

Czas pokaże – już wkrótce – czy odrobiliśmy lekcje z przeszłości

Nie było tego, gdy rozpadały się Związek Sowiecki i Jugosławia, gdy decydowało się rozszerzenie NATO, gdy Waszyngton szykował się do ataku na Irak, zaś Rosja atakowała Gruzję, a następnie Krym. Ten rodzaj dojrzałości i powagi był chyba tylko udziałem Europy po 11 września 2001 r. i po ataku terrorystycznym na Nowy Jork i Waszyngton (gdy, dodajmy, Europejczycy stanęli u boku zaatakowanych Amerykanów).

Wiele wskazuje zatem, że jesteśmy na początku czegoś nowego w historii współpracy europejskiej. Czegoś, co bez względu na przyszłość wojny i pokoju w Ukrainie pozwala spojrzeć na przyszłość Europy w jaśniejszych barwach.

Pod warunkiem jednak, że cały nacisk zostanie położny na faktyczną współpracę zbrojeniową i strategię wojskową, a nie jak miało to miejsce w przeszłości, na tworzenie nowych instytucji, gremiów i zmian w traktatach.

Czas pokaże – i to już wkrótce – na ile odrobiliśmy lekcje z przeszłości. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2025