Filmu Miedziaki („Nickel Boys”) w reżyserii RaMella Rossa nie było dotychczas w polskich kinach. W streamingu pojawia się właśnie teraz zapewne dzięki dwóm nominacjom do Oscara, dla najlepszego filmu i za scenariusz adaptowany. Bo na początku była powieść afroamerykańskiego pisarza Colsona Whiteheada. Jego „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” doczekała się w 2021 roku bardzo udanej adaptacji serialowej w reżyserii Barry’ego Jenkinsa, następnie wzięto na filmowy warsztat jego książkę późniejszą, czyli „Miedziaki”. Obie mają polskie wydania i obie, co zdarza się bardzo rzadko, nagrodzono Pulitzerami. Tym razem powstało z tej prozy dzieło cokolwiek osobliwe, z wyraźnym estetycznym naddatkiem. Czy jest to propozycja na miarę „Moonlight” Jenkinsa, uznanego osiem lat temu za amerykański film roku?
Historia nastoletniego Elwooda z „Miedziaków”
RaMell Ross, współscenarzysta i reżyser „Miedziaków”, opowiada historię wychowywanego przez babcię czarnego nastolatka z Florydy (gra go Ethan Herisse), który na początku lat sześćdziesiątych XX wieku postanowił odmienić swoje społecznie zdeterminowane przeznaczenie. W czasach segregacji rasowej i realnej przemocy, ale też wystąpień Martina Luthera Kinga, ulicznych protestów i filmów z Sidneyem Poitierem, postawił na własną edukację – tyle że pewnego dnia znalazł się przypadkiem w niewłaściwym miejscu i czasie.
W ten sposób Elwood trafił do niesławnego zakładu poprawczego nazywanego Miedziakiem, oczywiście do najgorszego kampusu, dla „kolorowych”. A tych wykorzystywano na potęgę, między innymi do półniewolniczej pracy czy w sporcie, zarabiając na ustawianych pojedynkach bokserskich. Niektórzy podopieczni znikali bez wieści i dopiero niedawno zbadano skalę panujących tam nadużyć, choć nie to jest głównym tematem filmu.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Zaprasza nas Ross do świata przefiltrowanego przez spojrzenie młodego idealisty i cichego buntownika, bardzo dosłownie rozumiane. Jedni uznają to za wyszukaną ekspresję, dla innych będzie przykładem ekranowego manieryzmu, rozciągniętego aż do dwóch godzin z kwadransem.
„Miedziaki” w reżyserii RaMella Rossa
Chcąc filmowo uatrakcyjnić powieściową narrację, przede wszystkim skrajnie subiektywizuje punkt widzenia, toteż przez długi czas Elwooda nie ma praktycznie w kadrze – mamy za to migawkowo-impresyjny jego pejzaż wewnętrzny. Stąd opowieść o brutalnej szkole przetrwania przenikają różnego rodzaju krytyczne archiwalia, ilustrujące rozbudzoną świadomość młodego bohatera. Na dodatek w pewnym momencie spojrzenie przejmuje jego szkolny przyjaciel Turner (Brandon Wilson), czym wprowadza kolejną dezorientację, nie mówiąc o przeskokach czasowych, zniekształceniach czy fragmentaryzacjach obrazu.
I nawet przemoc przedstawiono tutaj w sposób niekonwencjonalny, wyprowadzając ją poza kadr, co bynajmniej nie umniejsza jej dotkliwości. Jaki jest cel takich udziwnień? W przypadku samego Elwooda wydaje się to oczywiste: chłopak intensywnie chłonie i skrzętnie zapisuje groteskowo-koszmarną rzeczywistość, lecz dopiero finał wyjaśni nam, czemu służyła owa zamiana filmowych spojrzeń.
Film „Miedziaki”: czego się spodziewać?
Niektórzy narzekają, że nazbyt wyrafinowana immersja w realiach rasistowskiego poprawczaka i w ogóle w portretowanej na ekranie burzliwej epoce zakłóca najprostszą identyfikację z bohaterem. I że w ten sposób debiutujący reżyser płaci jakąś cenę za swoje artystyczne ambicje, w przeciwieństwie do czystego emocjonalnie „Moonlight”.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Fakt, do „Miedziaków” trzeba się w trakcie seansu dostrajać, warto jednak podjąć ten wysiłek. Pod tym względem film Rossa wyróżnia się na tle innych tytułów nominowanych w tym roku do głównego Oscara. Z całych sił nie chce też być po prostu kolejnym filmem emancypacyjnym, nakręconym w imieniu i dla mniejszości rasowych, a jego język wizualny niejednokrotnie budzi podziw. A ciemna w gruncie rzeczy historia, oparta na autentycznych zdarzeniach, znajduje swój jasny rewers. Pokazuje, że w beznadziejnych okolicznościach można pielęgnować w sobie nadzieję i do końca w coś wierzyć, na przykład w babciną miłość czy kumpelską lojalność. Nawet jeśli marzenia Elwooda o sprawiedliwszej Ameryce miałyby nie do końca się spełnić.
„MIEDZIAKI” („Nickel Boys”) – reż. RaMell Ross. Prod. USA 2024. Prime Video.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















