Seria komiksowa „Wydział 7”: powrót do tradycji kolorowych zeszytów

Zombie pod Wrocławiem, dziwożony w Węsiorach, czarna wołga na trasie E81: gdy milicjanci rozkładają ręce, sprawę przejmują funkcjonariusze Wydziału 7.
Czyta się kilka minut
Wydział 7 #12 „Upiór”, rys. Krzysztof Owedyk, 2024 r. // Dzięki uprzejmości Tomasza Kontnego
Wydział 7 #12 „Upiór”, rys. Krzysztof Owedyk, 2024 r. // Dzięki uprzejmości Tomasza Kontnego

W pilocie serialu „Z Archiwum X” Fox Mulder tłumaczy Danie Scully, że tam, gdzie zawodzi nauka, warto zwrócić się ku fantastyce. Przez jedenaście sezonów serialu i dwa filmy pełnometrażowe (a także niezliczone gry komputerowe i komiksy) para agentów FBI podejmowała się śledztw, w których kluczem do rozwiązania zagadek była zazwyczaj niekonwencjonalna wiedza.

Wiszący w gabinecie Muldera plakat z latającym spodkiem jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych artefaktów kultury popularnej. Zapisane na nim hasło „chcę wierzyć” można potraktować jako ontologiczny manifest albo wyraz niesłabnącej fascynacji nadnaturalnym, która z powodzeniem wnika w literaturę gatunkową.

Wydział 7 #12 „Upiór”, okładka alternatywna, rys. Karol KRL Kalinowski, 2024 r.

Kogel-mogel z pulp fiction

To zainteresowanie nadnaturalnym stoi u podstaw „Wydziału 7” – serii komiksowej dotyczącej pracy funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, specjalizujących się w zjawiskach paranormalnych. Za sterami projektu stoją Tomasz Kontny oraz Marek Turek. Pierwszy z nich to jeden z najbardziej wziętych rodzimych scenarzystów, znany z publikacji w zinach i antologiach, takich jak „Karton”, „Maszin” czy „Warchlaki”. Wraz z ekipą miłośników komiksowej makabry tworzy „Rzeźzin”, zawierający krwawe, groteskowe i nieprzewidywalne horrory.

Marek Turek zasłynął tetralogią „Fastnachtspiel” – ekspresjonistyczną pocztówką z miasta na krańcu czasu, w którym koszmarny żywot wiodą osobliwe postaci: wywrotowy Tobiasz Przeklęty, Zadziwiający Pan Burmistrz oraz strzegący porządku golem Zygmunt. 

Specjalizujący się w takich dziwach duet od pięciu lat tworzy także sensacyjne historie o zamieszkanej przez licha, upiory i wiedźmy Polsce Ludowej. Ich „Wydział 7” powstał dla żartu. Jego korzenie sięgają humorystycznych shortów Marka Turka publikowanych w undergroundowych wydawnictwach przełomu mileniów. Niezobowiązujące historyjki zrodziły pomysł, który latami dojrzewał w wyobraźni autora. W końcu, z pomocą Kontnego, fabularny zalążek udało się przekuć w serial komiksowy, żeniący historię Polski Ludowej z niezobowiązującą reinterpretacją lokalnych podań i legend.

Wzorem „07 zgłoś się” każdy z odcinków poświęcony został osobnej sprawie kryminalnej. Tajemnicze przypadki morderstw, zaginięć i kradzieży łączy ich nadnaturalny charakter. Tam, gdzie milicjanci rozkładają ręce, to właśnie funkcjonariusze W7 przychodzą z pomocą. A zagrożeń, którym stawić czoło mogą wyłącznie eksperci od spraw niecodziennych, jest bez liku.

Już w pierwszym numerze muszą się uporać z plagą duchów nawiedzających Kortowo. Draka z olsztyńskimi zjawami to zaledwie żagiew burzliwych perypetii specjalnej komórki SB. Rusałki mordujące irańskich delegatów, zombie atakujące podwrocławskie wsie, dziwożony porywające dzieci w Węsiorach, czy też czarna wołga siejąca postrach na drodze międzynarodowej E81 – pracownicy W7 mają pełne ręce roboty.

Różnorodność wymienionych zagrożeń odnajduje odzwierciedlenie w konstrukcji poszczególnych zeszytów. Każdy odcinek prezentuje osobne podejście do konwencji gatunkowych i najróżniejsze oblicza horroru. „Wydział 7” jest jak pulpowy kogel-mogel ukręcony z literatury gotyckiej, weird fiction oraz b-klasowych akcyjniaków. Można wyczuć w nim nuty klasycznego „Zamczyska w Otranto”, jak i „Resident Evil”. 

Mimo zmieniających się konwencji „Wydział 7” nie sprawia jednak wrażenia niespójnego. Przeciwnie: komiksiarzom udaje się utrzymać fabułę w ryzach, a gdy intryga zaczyna się komplikować, pojedyncze epizody okazują się zaledwie elementami wielowątkowej układanki.

Wydział 7 #3 „Żywa woda”, rys. Arkadiusz Klimek, 2019 r.

Czarna ospa to przykrywka

Najważniejszym bohaterem serii jest chorąży Szymon Wilk, który od siły argumentów woli… argument siły. Przeszłość absolwenta szczytnickiej szkoły oficerskiej owiana jest tajemnicą. Jego akta zostały ocenzurowane, tymczasem on sam cierpi z powodu mglistych wspomnień. Jedno jest pewne – elfy, strzygi i upiory z jakiegoś powodu do niego lgną, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie spuszcza zeń oka.

Młodym członkiem Wydziału VII opiekuje się major Filip Dobrowolski, weteran II wojny światowej, który w swojej karierze walczył zarówno z wiedźmami z Syberii, jak i wilkołakami z Werwolfu. Przewodnikiem funkcjonariuszy po domenie niesamowitości jest z kolei dominikanin Jakub Lange. Zwolennik synkretyzmu religijnego przemierzył świat od Nowego Orleanu, przez Kalkutę, po Nepal, szukając remedium na dręczący go kryzys wiary. Przeciwwagą dla duchownego jest lekarka medycyny sądowej Bogna Fiszer (trudno nie dostrzec w niej odpowiedniczki Dany Scully).

O sile „Wydziału 7” przesądzają właśnie jego niejednorodni bohaterowie, których osobistym dramatom Kontny i Turek poświęcają nie mniej uwagi niż pościgom i awanturom. Ale porównywanie „Wydziału 7” do „Z Archiwum X” jest tyleż trafne, co powierzchowne. Nagradzaną serię komiksową oraz przebojowy serial łączą jedynie podobne założenia – punkt dojścia jest tu zgoła różny. Kontny i Turek nie bez przyczyny osadzają akcję w gomułkowskiej Polsce. Postaci wyglądają jak wyjęte ze stron „Ty i Ja”, z kolei wnętrza, po których się poruszają, pełne są symboli designu lat 60. – meblościanek oraz foteli 366.

PRL w „Wydziale 7” objawia się jednak nie tylko w sztafażu oraz popalanych tu i ówdzie Klubowych. Chłopaki od horrorów korzystają z historii powojennej Polski, czyniąc z niej  kanwę swoich opowieści. Dla przykładu: epidemia czarnej ospy we Wrocławiu służy w ich komiksie odwróceniu uwagi od siejących spustoszenie pod miastem żywych trupów; katastrofa łodzi na jeziorze Gardno oraz tragedia w Kazimierzu Dolnym okazują się sprawką słowiańskich demonów, a wystrzelone z kosmodromu Bajkonur psy Wietrzyk i Węgielek wracają na Ziemię, lecz umierają wskutek zakażenia krwiożerczym grzybem rodem z filmu „Coś” Johna Carpentera.

Remiksowanie historii stwarza Kontnemu i Turkowi okazję do fabularnych eksperymentów oraz okołopolitycznych konstatacji. Przecież peerelowska rzeczywistość, zdeterminowana agresywną działalnością aparatu propagandowego oraz bezpieki, jest horrorem nie mniejszym niż podania o upiorach. Zestawienie dziejów Polski Ludowej z fantastyką ma potencjał zarówno metaforyczny, jak i ludyczny. Paranormalne zjawiska osadzone w realiach materializmu dialektycznego i laicyzacji tworzą atrakcyjny kontrast, napędzający fabułę „Wydziału 7”. Dylematy ontologiczne oraz konflikty aksjologiczne, choć obecne, nie są priorytetem.

Najważniejsza jest zabawa towarzysząca pomysłowej reinterpretacji lokalnych przekazów. Mistyczną Polskę Kontnego i Turka zamieszkują w końcu wilkołaki, wąpierze, zombie, wiedźmy, rusałki, a także cały zastęp leśnych demonów: dziwożony, płanetnicy oraz ich herszt – Leszy. Haitańskie voodoo spotyka się z nadwiślańskimi miejskimi legendami, a wierzenia indyjskie z rodzimowierstwem.

Wydział 7 #7 „Pościg na E81”, rys. Grzegorz Kaczmarczyk, 2021 r.

Katalog ilustratorów

„Wydział 7” jest projektem wyjątkowym nie tylko ze względu na tematyczny zakres. Seria Kontnego i Turka może posłużyć za katalog polskich ilustratorów. Twórcy do każdego numeru zapraszają bowiem innego rysownika. Jest to decyzja tyleż artystyczna, co pragmatyczna – tym sposobem udaje im się utrzymać zadowalające tempo publikacji.

Na łamach komiksowego nieregularnika gościli już m.in. Grzegorz Pawlak, Krzysztof Budziejewski, Robert Adler, Arkadiusz Klimek, Krzysztof Owedyk, Rafał Szłapa i Łukasz Godlewski. Scenarzyści starannie dobierają współpracowników, kierując się nie tyle drobiazgową analizą, ile zwyczajną zajawką. Kryterium jest jasne: rysownik ma się dobrze czuć ze scenariuszem oraz czerpać frajdę z jego ilustrowania. Dlatego to Adlerowi przypadło rysowanie wypełnionej po brzegi akcją „Martwej wody”, a Owedyk wziął się za bary z fantastycznymi leśnymi stworzeniami w „Letnikach”.

O ile Kontny i Turek starają się nie ograniczać swoich współpracowników, o tyle oni sami podporządkowują się quasirealistycznej konwencji serii. Mimo to rysunków „Wydziału 7” nie sposób nazwać przewidywalnymi. W zeszycie „Pościg na E81”, w którym Grzegorz Kaczmarczyk zilustrował pojedynek na szosie chorążego Wilka i diabelskiej wołgi, za pomocą pomysłowego rozmieszczenia kadrów udało się w statycznym medium odwzorować dynamiczność i rozmach hollywoodzkich blockbusterów.

Wojciech Stefaniec stroni zwykle od scen akcji, a narysowany przez niego „Azyl” ujmuje przede wszystkim paranoiczną atmosferą. Korzystając z feerii barw oraz impresjonistycznej kreski, tworzy niepokojący obraz psychodelicznego zwidu. Efektowne odstępstwo od reguły przyniósł też epizod Piotra Nowackiego w „Dobranocce”. Kreskówkowy styl rysownika, sytuujący się na antypodach estetyki „Wydziału 7”, posłużył scenarzystom do zobrazowania zadziwiającej bajki opowiadanej przez majora Dobrowolskiego. Zabieg ten doskonale odzwierciedla ambicje Kontnego i Turka, którzy numer w numer dostarczają zaskoczeń.

Wydział 7, zeszyt specjalny „Sztorm”, okładka standardowa, rys. Łukasz Godlewski, 2023 r.

Moda na zeszytówki

Na rynku premiującym dziś obfite albumy, twórcy „Wydziału 7” proponują powrót do tradycji kolorowych zeszytów. Zamiast twardej oprawy i barwionych brzegów – skromne wydanie w przystępnej cenie. Wydawanie serii w odcinkach wyszło z mody w połowie lat zerowych, lecz za sprawą uporu Kontnego, Turka oraz Leszka Kaczanowskiego z Wydawnictwa Ongrys zdaje się wracać do łask.

Bardzo ważną rolę odegrało tu wznowienie „Kapitana Żbika”, które pokazało, że w polskim „komiksowie” nie brakuje czytelników, którzy wciąż wyglądają tzw. zeszytówek. Pozornie niedzisiejsza forma „Wydziału 7” doskonale koresponduje też z jego ustawicznie nawiązującą do przeszłości treścią.

I na koniec: mimo retro otoczki przygody nietypowych funkcjonariuszy SB nie są hermetyczne. Stanowią też alternatywę dla nieco zmurszałych „Żbików” i „Pilotów śmigłowca” – opowiedzianą ze szwungiem, wykorzystującą lokalny koloryt, ale daleką od cepelii, bawiącą się gatunkami i przenicowującą utarte schematy opowieścią o PRL-u na miarę naszych czasów. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kolorowe zeszyty