Nowy film Smarzowskiego „Dom dobry” postanowiło obejrzeć podczas jednego tylko weekendu (między 7 a 9 listopada) ponad 310 tys. widzów. Skąd to wiemy? Kina regularnie raportują informacje o liczbie sprzedanych biletów Głównemu Urzędowi Statystycznemu (GUS) oraz Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej (PISF). Te instytucje z kolei agregują dane, a wyniki publikują w oficjalnych statystykach oraz materiałach prasowych.
Obowiązek dzielenia się informacjami o naszych estetycznych preferencjach mają także muzea. Stąd wiemy, że w samej tylko Warszawie wystawę dzieł Chełmońskiego zwiedziło ponad 200 tys. osób (obecnie „Babie lato” i „Wieczór letni” można zobaczyć w Krakowie).
Dlaczego nie wiemy, co czytają Polacy
O ile galerie, kina, teatry oraz biblioteki mają obowiązek zliczania odwiedzających, o tyle hurtownie niechętnie przekazują komukolwiek informacje o tym, jakie książki kupujemy. Nawet Nielsen BookScan, największy panel agregujący tego typu dane, posiada wiedzę jedynie na temat połowy polskiego rynku książki.
Brak obowiązku dzielenia się informacjami sprawia, że dystrybutorzy żądają od wydawców dodatkowych opłat za sprawozdania o sprzedanych książkach.
Co więcej, zdarza się, że manipulują danymi (np. po to, by wydawcy zdecydowali się na dodruki wybranych tytułów), a po zamknięciu roku finansowego dokonują masowych zwrotów niesprzedanych egzemplarzy. Dlaczego? Ten model pozwala bowiem czerpać zyski z wtórnego obiegu książek.
Co będzie w ustawie o rynku książki
W odpowiedzi na tę sytuację Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego po wielu miesiącach badań i rozmów rozpoczęło prace nad ustawą o ochronie rynku książki. Jeśli wejdzie ona w życie, dystrybutor oraz sprzedawca będą prawnie zobowiązani do kwartalnego przekazywania danych sprzedażowych do GUS (podobnie jak kino czy muzeum).
Dzięki temu pisarki i pisarze oraz ich wydawcy będą mieli wreszcie bezpłatny dostęp do rzetelnych informacji o wynikach sprzedaży swoich publikacji, a my dowiemy się, co tak naprawdę lubimy czytać.
Zespół ds. pola literackiego, który pracuje nad ustawą, poza obowiązkiem przekazywania danych sprzedażowych postuluje jeszcze dwie ważne zmiany: jednolitą cenę książki (na okres 12 miesięcy) oraz regulowany prawem rabat dystrybucyjny w hurtowej sprzedaży książek. Obie kwestie są ze sobą powiązane, ponieważ wysokość rabatu najmocniej wpływa dziś na cenę okładkową książki.
Wydawcy drukują na niej coraz wyższą cenę, by móc następnie odliczać od niej wymuszany przez dystrybutora rabat (problem polega na tym, że zawyżona cena pozostaje aktualna w księgarni stacjonarnej). O ile mediana rabatu dla dystrybucji wynosi 50 proc., to dla księgarń kameralnych ok. 38 proc., co sprawia, że małe punkty sprzedaży muszą wydawać na towar więcej i sprzedawać go drożej niż księgarnie internetowe. Po prostu nie stać ich na promocje, które robią duże sieci (często już w dniu premiery tytułu).
To dlatego w 2024 r. z naszych miast zniknęły 82 księgarnie kameralne, a rok wcześniej zamknięto ich niemal sto. To ostatni moment, by zatrzymać ten fatalny trend.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















