Irlandczyk Thomas Kilduff jest jednym z niewielu zagranicznych pielgrzymów, którzy w grudniu 2025 r. przybyli do Betlejem. Po dwóch latach nieobecności do miasta wróciła też choinka, jej blask rozświetla plac przed Bazyliką Narodzenia Bożego. A wraz z nią dziesiątki straganiarzy, którzy z daleka rozpoznają turystę i żarliwie nakłaniają do zakupów.
Kilduffa spotykam w sklepie z pamiątkami obok bazyliki. Należy do Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego. Co roku w okresie Bożego Narodzenia przyjeżdża do Betlejem, a w Wielkanoc do Jerozolimy. Opowiada, że od 7 października 2023 r., gdy Hamas zaatakował Izrael, życie w Betlejem nie wróciło do normy. Choć rok 2025 i tak był lepszy niż poprzedni.

Wcześniej przybywały tu dziesiątki tysięcy chrześcijan z całego świata. W grudniu 2025 r. przyjechało ich z zagranicy tylko około dwóch tysięcy.
Thomas Kilduff dodaje, że brak turystów oznacza brak przychodów dla lokalnej społeczności, także tej chrześcijańskiej. Ta z roku na rok maleje, a przecież to ona tworzy – jak twierdzi pielgrzym z Zielonej Wyspy – living stones, żywą wspólnotę wiernych w Ziemi Świętej.
Drastyczny spadek liczby pielgrzymów w Betlejem po 7 października 2023 r.
Kilduff mówi, że jako Irlandczyk rozumie Palestyńczyków i poczuwa się do solidarności z nimi. Że oba narody zostały skrzywdzone przez Brytyjczyków: Irlandczycy okupacją ich wyspy, a Palestyńczycy deklaracją Balfoura (w 1917 r. szef brytyjskiego MSZ Arthur Balfour zaakceptował plan stworzenia państwa żydowskiego w Palestynie).
Do rozmowy dołącza Ronnie. Jest jednym z niewielu Palestyńczyków-katolików. Okazuje się, że on i Thomas mają wspólnych znajomych w tutejszym Kościele. Wymieniają się kontaktami, cieszą ze spotkania.
Ronnie Tabash od lat prowadzi ten sklep z pamiątkami. Zna polski. W drzwiach wita nas zdjęcie Andrzeja Dudy i jego małżonki wraz z Ronniem. Są też naklejki z hasłem „Taniej niż w Biedronce jest zawsze w Betlejem”. Tabash mówi ciepło o Polakach, pokazuje film na YouTubie, w którym wykonuje utwór „Jezu, jesteś moim Bogiem”. – Wykonywałem go przed Janem Pawłem II – opowiada z dumą.
Pytany, jak wielu Polaków odwiedza Betlejem, mówi, że po 7 października 2023 r. jest ich zdecydowanie mniej. – Przyjeżdża mniej pielgrzymek, zorganizowanych grup. Ale czasem zajrzą do mojego sklepu, zawsze witam ich ciepło i mam dla nich specjalną cenę.
Pandemia, wojna i brak turystów. Pięć lat kryzysu w Betlejem i na Zachodnim Brzegu
Od 2020 r. Betlejem funkcjonuje w nieustannym kryzysie. Najpierw w roku 2020 i 2021 obchody świąteczne ograniczono w związku z pandemią, a lockdowny zatrzymały zagranicznych pielgrzymów. Gdy rok 2022 przyniósł powody do optymizmu, 7 października 2023 r. Hamas zaatakował Izrael, co dało początek wojnie w Gazie. Ruch turystyczny i pielgrzymi spadł niemal do zera. Sytuację pogorszyła wojna Izraela z Iranem w czerwcu 2025 r.
Symbolem tego kryzysu stała się choinka, która zgodnie z tradycją co roku powinna stać przy Placu Żłóbka. W grudniu 2023 i 2024 r. jej nie było: poprzez ten gest palestyńskie władze Betlejem chciały pokazać solidarność z cierpiącymi w Gazie. Wróciła teraz, wraz z paradą skautów.
Nie wróciła za to do Betlejem masowa turystyka. Z rozmów na miejscu można sądzić, że większość przyjezdnych to przede wszystkim arabscy i palestyńscy chrześcijanie – na co dzień mieszkający w Izraelu bądź w takich miastach Autonomii Palestyńskiej jak Nablus czy Nazaret. Dopiero w Wigilię zjawiło się więcej pielgrzymów z różnych zakątków świata.
Kto dziś odwiedza Betlejem? Pielgrzymi w kolejce do Groty Narodzenia
Tymczasem dla lokalnej gospodarki istotne jest nie tylko, ilu pielgrzymów i turystów tu przybywa, ale także, na jak długo się zatrzymają i gdzie nocują. Jerozolima, choć droższa od Betlejem, jest uważana powszechnie za bezpieczniejszą, a oba miasta dzieli tylko niecałe 10 km. To sprawia, że większość przybyszów decyduje się jedynie na jednodniowy przyjazd do Betlejem, nie wspierając tym samym hotelarzy i restauratorów.
Jednak kim są ci zagraniczni odwiedzający? Wydaje się, że to głównie członkowie stowarzyszeń wiernych bądź rodziny, które podczas świąt odwiedzają bliskich mieszkających w Izraelu.
Czekając w kolejce do Groty Narodzenia, spotykam rumuńską rodzinę. Od ich syna dowiaduję się, że jest pracownikiem rumuńskiej ambasady w Tel Awiwie. Rodzice go odwiedzili, a jako chrześcijanie, jak mówią, musieli przecież odwiedzić Betlejem.
Chrześcijańscy Palestyńczycy dominują wśród pielgrzymów w Betlejem
Kilka dni później spotykam w Hebronie Hiszpankę, która wraz z matką podróżuje po Zachodnim Brzegu Jordanu. Córka pracuje w hiszpańskiej organizacji pozarządowej, która ma siedzibę w Ramallah, stolicy Autonomii. Matka zaś zdecydowała się ją odwiedzić na urlopie (obie proszą, by nie podawać ich imion).
Opowiadając mi o swoim pobycie w Betlejem, zauważają, że na ulicach było słychać głównie arabski i że spotykały przede wszystkim albo mieszkańców, albo chrześcijańskich Palestyńczyków mających obywatelstwo Izraela. Ci zjechali do miasta głównie w sobotę, umowny drugi dzień świąt, gdyż to dla nich dzień wolny ze względu na szabat w Izraelu.
Taką palestyńską grupę spotkam potem w restauracji franciszkańskiego Domu Pielgrzyma w Betlejem: to chrześcijanie z Hajfy, wyznawcy zarówno Kościoła katolickiego, jak też Kościołów wschodnich. Czują się tu bezpiecznie – mówią po arabsku i uważają się za Palestyńczyków.
Imigranci z Filipin zastępują Palestyńczyków na izraelskim rynku pracy
Od jesieni 2023 r. w Izraelu pracuje coraz mniej Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu; uzyskanie przez nich pracowniczej wizy jest możliwe tylko na rygorystycznych warunkach.
Ale że Izrael potrzebuje taniej siły roboczej do prostych fizycznych prac, stąd ogromny napływ imigrantów z takich państw jak Indie czy Filipiny. I to właśnie kilka tysięcy Filipińczyków-katolików odwiedziło Betlejem w okresie świątecznym.
Ich obecność budzi jednak, jak się zdaje, mieszane odczucia u miejscowych. Wśród moich palestyńskich rozmówców panuje przekonanie, że pomagają oni budować siłę Izraela i umożliwiają pozbycie się Palestyńczyków z izraelskiej gospodarki.
Do 7 października 2023 r. to oni, Palestyńczycy, wykonywali w Izraelu takie prace, za które wynagrodzenie jest w niektórych zawodach aż czterokrotnie wyższe od tego, które mogą otrzymać na Zachodnim Brzegu. Teraz ten model zarabiania na życie dobiega końca.
Emigracja chrześcijan z Betlejem i Zachodniego Brzegu przyspiesza
To właśnie emigracja zarobkowa jest głównym powodem topnienia społeczności chrześcijan w Ziemi Świętej. O tym problemie rozmawiam z Butrosem Nimehem, kapłanem z Asyryjskiego Kościoła Wschodu (to odłam chrześcijaństwa). Stoi on na czele wspólnoty, do której należy tu ok. 1,2 tys. wiernych. Jeszcze parę lat temu było ich ponad 5 tysięcy.
Co zmieniło się w międzyczasie? Według duchownego zmiana nie jest spowodowana tylko wojną. Mieszkańcy Betlejem są coraz biedniejsi, ubywa perspektyw na dobrą pracę. Co roku władze Izraela przyznają pulę pozwoleń na pracę na jego terytorium. Przysługują one wybranym wspólnotom religijnym, w tym asyryjskiej. Ksiądz Nimeh co roku dysponuje więc czymś, co decyduje o życiu jakiejś rodziny. Bo pozwoleń nie starcza dla wszystkich.
Pytam o relacje między różnymi religiami w mieście. Ksiądz zapewnia, że nie ma konfliktów, przynajmniej między przedstawicielami duchowieństwa muzułmańskiego, katolickiego bądź prawosławnego. – Czasem niektórzy członkowie społeczności mogą być niechętni wobec siebie, ale nie nazwałbym tego problemem – opowiada.
Zerwane relacje między judaizmem a innymi religiami
Zastanawia mnie, że ksiądz nie wymienił społeczności żydowskiej. Ale, jak się okazuje, ona w zasadzie nie istnieje w życiu miasta – jej przedstawiciele mieszkają na Zachodnim Brzegu już tylko w zamkniętych osiedlach.
Wprawdzie przed 7 października 2023 r. część z nich żyła, jak mawiano, „po drugiej stronie muru” (tj. wśród Palestyńczyków). Jednak krwawy atak Hamasu, a potem jeszcze krwawszy izraelski odwet na Gazie zmieniły wszystko.
Żydzi, którzy na Zachodnim Brzegu żyli dotąd poza osiedlami, wyprowadzili się – dobrowolnie bądź zmuszeni przez izraelski rząd, który twierdził, że nie jest w stanie zapewnić im bezpieczeństwa.
W efekcie także w Betlejem wszelkie relacje między judaizmem a innymi religiami zostały zerwane.
***
Po roku 2025, w którym nastał „zgniły, ale pokój”, Betlejem wróciło do celebrowania narodzin Jezusa. Święta przyniosły mieszkańcom krótką, lecz tak potrzebną chwilę wytchnienia od problemów codzienności. Pozwoliły spojrzeć w przyszłość z ostrożnym optymizmem – w oczekiwaniu na powrót turystów i pielgrzymów.
To jednak, czy oni przybędą, nie zależy już od gościnności mieszkańców Betlejem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















