Adam Glapiński przyzwyczaił nas już do tego, że uwielbia nie mieścić się w ramach, które zapisano mu w ustawie o NBP. Zapewne dlatego nikt nawet nie pyta, jakim prawem szef banku centralnego wychodzi z inicjatywą finansowania polskiej obronności w sytuacji, gdy jego jedyną ustawową prerogatywą jest pilnowanie stabilności cen.
Próby oceny sensowności koncepcji „SAFE zero procent”, którą Glapiński zapowiedział w ub. tygodniu wraz z prezydentem Nawrockim, są zresztą na razie skazane na porażkę. Dopiero 11 marca prezes ma zdradzić więcej szczegółów.
O co chodzi w sporze o SAFE
Ponad 500 ton złota w zasobach NBP wartych jest obecnie około 300 mld zł. Nasz bank centralny mógłby więc sprzedać część, a potem szybko je odkupić. W ten sposób zaksięgowałby zysk na różnicy między ceną zakupu sprzed lat a ceną sprzedaży i mógłby następnie przekazać go Skarbowi Państwa. W jaki sposób? Tego właśnie nie wiemy.
Czy NBP „dodrukuje pieniędzy”, np. poprzez skup i umorzenie obligacji skarbowych, których resort finansów nie będzie już musiał uwzględniać w bilansie kosztów obsługi zadłużenia? Dzięki temu w budżecie państwa zwolniłyby się fundusze na wsparcie polskiego sektora obronnego, które faktycznie nie pochodziłyby z długu. Rzecz w tym, że w polskim sporze o SAFE nie o odsetki przecież chodzi.
Widać to w zmianie narracji PiS w sprawie unijnego programu. Kwestia kosztów SAFE zeszła w niej na plan dalszy, bo partia Kaczyńskiego po prostu nie gra tu na dogodnych dla siebie pozycjach.
Pożyczka z UE jest obecnie tańsza od długu, który Polska mogłaby zaciągnąć sama w rodzimej walucie. Przy emisji obligacji w euro zapłacilibyśmy praktycznie tyle samo, ile będzie kosztować SAFE. Gra nie jest więc warta świeczki, a przy okazji odsłania też prawdziwe powody, dla których do programu nie przystąpiły Niemcy (emitując własne obligacje na zbrojenia, Berlin po prostu pożyczy taniej niż korzystając z SAFE).
Dyskusja o kosztach pożyczki stawia w dodatku PiS w pozycji mądrego po szkodzie, bo to rząd Morawieckiego zgodził się przecież zaciągnąć w Korei Południowej kredyty na zakup tamtejszego uzbrojenia, kosztujące Polskę około 6,6 proc. rocznie.
Ile kosztują nas zakupy dla polskiej armii
PiS akcentuje więc teraz inne aspekty SAFE. Nowy eurodług na obronność ma być kolejnym krokiem na drodze do federalizacji Unii – w istocie to nieprawda, bo pieniądze na SAFE za zgodą wszystkich państw członkowskich wiosną ub. roku KE przeksięgowała z programu odbudowy po pandemii.
Karykaturalnie przerysowane są też ostrzeżenia przed rzekomym wpływem Brukseli na politykę obronną krajów, które skorzystają z SAFE. 43,7 mld euro, które Polska wynegocjowała sobie w tym pakiecie, to równowartość raptem naszych rocznych wydatków na zbrojenia.
Zakupy dla polskiej armii warte są już łącznie ponad pół biliona złotych. Choć milczą o tym obie strony konfliktu o SAFE, dla jednej i drugiej jasne jest, że problemem nie są w tej chwili pieniądze, lecz zdolność armii i polskiej gospodarki do ich sensownego wchłonięcia. W 2024 r. (nowszych danych na razie brak) budżet MON na obronność został zrealizowany w 99,96 proc., ale już pieniądze z pozabudżetowego Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych udało się wydać zaledwie w 65,3 proc.
Gdzie i na co idą pieniądze przeznaczone na zbrojenia
Większość polskich wydatków na zbrojenia nadal trafia zresztą za granicę, bo krajowy przemysł obronny nie jest w stanie sprostać takim zamówieniom.
Nowoczesnych myśliwców, systemów obrony powietrznej czy okrętów podwodnych po prostu nie umiemy produkować. SAFE – część unijnego programu Rearm Europe – służyć ma jednak wzmocnieniu mocy wytwórczych i innowacyjności europejskiego kompleksu zbrojeniowego. A jako taki nie może się podobać Waszyngtonowi, który chciałby, żeby sojusznicy zza Atlantyku wydawali więcej na broń – ale w Ameryce, nie u siebie.
Z punktu widzenia polskiej racji stanu, dla której dobre relacje z USA i z Europą są dziś jednakowo ważne, spór o SAFE nie jest na szczęście tak toksyczny, jakim może się wydać oglądany z krajowego podwórka. Nawrocki i Tusk weszli – pytanie czy przypadkowo – w iście mefistofeliczną rolę. Pragnąc dla siebie nawzajem jak najgorzej, czynią chwilową przysługę polskim interesom za granicą, zabezpieczając nam i amerykańską, i brukselską flankę.
- Inicjatywa SAFE (Security Action for Europe) to unijny program pożyczek o łącznej wartości 150 mld euro do sfinansowania najpilniejszych zakupów i inwestycji w obronność. Polska, która zabezpieczyła sobie w nim finansowanie na 43,7 mld euro, jest jego głównym beneficjentem. Spłata pożyczek potrwa do 2070 r. Dodatkowo w pierwszych latach do zwrotu są jedynie odsetki, bez kapitału. Do 65 proc. pożyczki należy wydać w krajach członkowskich UE.
Dokładna lista 139 polskich inwestycji finansowanych z SAFE nie została ujawniona. Rząd zapewnia jedynie, że 80 proc. funduszy zostanie wydanych w kraju lub na potrzeby polskiego przemysłu zbrojeniowego (np. zakup technologii dla rodzimych zakładów).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















