RPA na celowniku Trumpa. Dlaczego w tę rozgrywkę wplątana jest Polska

Stany Zjednoczone przejmują przywództwo w grupie G20 i chcą usunąć z niej RPA. W tle zaś składają Polsce kuszącą propozycję. Czy z niej skorzystamy?
z Kapsztadu, Pretorii i Gór Smoczych (RPA)
Czyta się kilka minut
Podczas wizyty prezydenta Cyrila Ramaphosy w Stanach Donald Trump oskarżył władze RPA o zbrodnie na białych farmerach i pokazał nagranie i zdjęcia, na których miały być ich masowe groby. Potem okazało się, że materiały te pochodzą z Demokratycznej Republiki Konga. Na zdjęciu: Trump i Ramaphosa w Białym Domu, 21 maja 2025 r. // Fot. Evan Vucci / AP / East News
Podczas wizyty prezydenta Cyrila Ramaphosy w Stanach Donald Trump oskarżył władze RPA o zbrodnie na białych farmerach i pokazał nagranie i zdjęcia, na których miały być ich masowe groby. Potem okazało się, że materiały te pochodzą z Demokratycznej Republiki Konga. Na zdjęciu: Trump i Ramaphosa w Białym Domu, 21 maja 2025 r. // Fot. Evan Vucci / AP / East News

Jesteśmy w otulinie Parku Narodowego Przylądka Igielnego, w Republice Południowej Afryki. Na końcu mało uczęszczanej szutrowej drogi, 30 km od najbliższej asfaltowanej nawierzchni, mieszka z rodziną młody farmer: Afrykaner, biały obywatel RPA. Z ganku ich domku widać ciągnące się po horyzont pola.

Farmer nie mówi zbyt długo o zakończonych właśnie zbiorach. Szybko przechodzi do krytyki rządów Afrykańskiego Kongresu Narodowego, rzuca kilka rasistowskich uwag i wspomina, że w dolince za drzewami ma prywatną strzelnicę. Mimochodem dodaje, że przez kilka lat pracował w USA.

Góry Smocze, ponad 1000 km dalej. Małżeństwo Afrykanerów ma niewielki jak na tę okolicę areał: 200 hektarów. Dzierżawią go lokalnemu wielkiemu posiadaczowi, ale nie jest to plan na zawsze. Może do czasu, aż ze Stanów, z Ohio, wróci ich syn.

Tu i tam tematem jest też Trump. Gdyby budować obraz RPA przez pryzmat tych dwóch miejsc, można odnieść wrażenie, że jego polityka cieszy się na południu Afryki pewnym poparciem. Ale to złudzenie.

Od bojkotu G20 do próby izolacji RPA

Od początku drugiej kadencji Trumpa Biały Dom idzie na kurs kolizyjny z rządem w Pretorii, stolicy RPA. Stany dopiero co zbojkotowały szczyt grupy G20 – „klubu dwudziestu największych gospodarek świata” (to umowny termin, nie jest ich tyle i nie wszystkie są w pierwszej dwudziestce). Po raz pierwszy w historii szczyt odbył się w Afryce, w Pretorii.

Srebrnik (Protea), narodowy kwiat RPA. Północny Drakensberg, RPA // Fot. Tadeusz Michrowski

Jak na ironię, wkrótce potem przewodnictwo grupy G20 przejęły Stany. Po czym natychmiast ogłosiły, że na jej kolejne spotkania nie będą zapraszać Republiki Południowej Afryki. Podano argument, który od roku pojawia się stale przy okazji sporu na linii USA-RPA: naruszenia praw człowieka w Południowej Afryce, a ściślej – jej białych mieszkańców.

W ten sposób Stany dają jasny komunikat, że dalej chcą karać Południową Afrykę za rzekome ludobójstwo białych i za reformy społeczno-gospodarcze, w USA postrzegane jako lewicowe. Tyle tylko, że żadnego ludobójstwa tu nie ma, a RPA pozostaje krajem o żywym i potężnym sektorze prywatnym, na którego czole stoi przedsiębiorca-milioner.

Mit ludobójstwa białych: dezinformacja jako narzędzie polityczne

To dezinformacja popularna ostatnio w sieci: opowieść o „ludobójstwie białych” zrodziła się z istotnie wysokiej przestępczości w RPA (według niektórych statystyk to trzeci najbardziej niebezpieczny kraj świata) oraz z przekonania części białych obywateli RPA, że rząd, od ponad 30 lat kierowany przez czarnych, wziął ich na cel – w odwecie za apartheid.

Opowieść ta mówi, że państwo rozmyślnie pozwala na mordowanie białych farmerów, by w ten sposób rozwiązać niejako problem tego, iż są oni wciąż dominującą grupą posiadaczy ziemi uprawnej. Tymczasem, mimo szeregu zmian wprowadzonych przez rząd, konstytucja RPA wciąż nie pozwala na odbieranie im ziemi bez rekompensaty. 

Dowodów na tezę o ludobójstwie nie ma, a przemilcza się fakt, że w atakach na farmy giną też czarnoskórzy, którzy są w ogóle grupą najbardziej narażoną na przemoc. W 2024 r. zamordowano mniej farmerów (białych i niebiałych), niż ginie zamordowanych mieszkańców Kapsztadu, 5-milionowej metropolii, w jeden tylko weekend.

Opowieść tę napędza jednak w sieci szereg kont, administrowanych z RPA, USA, a nawet Polski. Robi to więc zarówno Elon Musk, jak też np. portal Visegrad24, założony przez mającego polskie korzenie Brytyjczyka Stefana Tompsona, a wspierany przez Dominika Andrzejczuka, Polaka z USA. Firma twórcy Visegrad24 zarabiała na finansowanych z budżetu za rządów PiS kampaniach medialnych. Tompson od lat twierdzi, że w RPA ma miejsce „afrykański Wołyń”.

Jak Trump eskaluje konflikt z RPA

W ślad za oskarżeniami poszli rzekomi uchodźcy – biali farmerzy zaproszeni do USA jako uciekinierzy. W pierwszej grupie było ich kilkudziesięciu. Do kolejnej zgłosiło się i zakwalifikowało dziewięć osób.

Następnie Stany uznały za persona non grata świeżo nominowanego ambasadora RPA do tego kraju. Pretekstem była jego rzekoma krytyka Trumpa – choć kontekst wskazywał, że ambasador apelował o zrozumienie dla nowych władz USA.

Te dorzuciły kolejny cios: na swojego ambasadora nominowały Brenta Bozella, skrajnie prawicowego aktywistę i apologetę Izraela. Tymczasem to RPA wniosła przeciw Izraelowi sprawę do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w związku z ludobójstwem w Gazie.

Po wycofaniu swojej delegacji ze szczytu G20, który miał miejsce w listopadzie w Pretorii, USA zagroziły kolejnym uderzeniem. W amerykańskim Senacie trwają rozmowy w sprawie przedłużenia AGOA, umowy handlowej USA z krajami Afryki, która w obecnym kształcie wyklucza Południową Afrykę.

Widok w stronę Sani Pass, granicy z Lesotho, w Drakensbergu Południowym, RPA // Fot. Tadeusz Michrowski

Pretoria próbowała odpowiadać dyplomacją. W maju 2025 r. w Białym Domu stawił się prezydent Cyril Ramaphosa, by dowodzić, że nie ma ludobójstwa białych. W jego delegacji było kilka prominentnych postaci o białym kolorze skóry, m.in. miliarder, minister rolnictwa i dwóch zawodowych golfistów (Trump uwielbia wszak golfa).

Nic to nie dało. Dziś napięcie na linii Stany-RPA jest silniejsze niż kiedykolwiek od końca apartheidu w 1994 r.

Dlaczego RPA stawia na BRICS i globalne Południe

Za niechęcią Białego Domu stoi konkretny interes polityczny.

Od dłuższego czasu rząd w RPA próbuje ustawić się wśród liderów multilateralizmu – światowej polityki, w teorii zakładającej równorzędną współpracę wielu państw. Służą temu m.in. inicjatywa BRICS (grupa 10 krajów na czele z Brazylią, Rosją, Indiami, Chinami i właśnie RPA) czy New Development Bank (alternatywa dla Banku Światowego).

Na razie to instytucje słabe, ale odpowiadają na wizję tworzenia alternatywy dla świata zdominowanego przez Zachód – wizję popularną na tzw. globalnym Południu.

Czarnoskóry farmer uprawiający pole we Wschodnim Przylądku, RPA // Fot. Tadeusz Michrowski

Trzeba jednak przyznać, że za tym hasłem, promowanym także przez rząd RPA, kryje się również zacieśnianie relacji z Chinami i Rosją. A także brak krytyki wobec rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie czy łamania praw człowieka przez reżim w Pekinie. Jak też „zarządzanie napięciami”: wizja balansowania między światowymi potęgami tak, by zyskać jak najwięcej korzyści dla siebie.

Gdy kończył się szczyt G20 w Pretorii, prezydent Ramaphosa mówił: „Przyjęta deklaracja pokazała, że duch multilateralizmu i kooperacji żyje i jest silny”.

Dla Stanów to jak rzucenie wyzwania. Trump chce dogadywać się, robić „deale”, ale z pozycji siły. RPA to zaś najsłabszy z członków grupy BRICS. Jest więc łatwym celem.

Kto opowiada Amerykanom o realiach w RPA

Ale czemu akurat „białe ludobójstwo”? To zagadka nawet dla wielu białych farmerów z RPA, którzy z łatwością wyrażają poglądy rasistowskie, ale często są zdziwieni radykalną postawą USA. I to pomimo ich słabości do Trumpa i ruchu MAGA.

Nie bez znaczenia jest tu fakt, że w minionych latach wielu Afrykanerów korzystało z wizy H-2A, która umożliwia pracę na farmach w USA. Wiza ta istnieje od 1986 r., a w latach 2011-24 liczba korzystających z niej Południowych Afrykańczyków wzrosła o 1300 procent.

Wraz z ich obecnością w Stanach wzrosła podatność Amerykanów na najbardziej radykalne narracje dotyczące realiów w RPA – bo opowiadane przez ludzi, którzy utracili najwięcej przywilejów.

Z kolei w RPA, w przydrożnych kawiarniach, łatwo usłyszeć spiskowe wizje – w rodzaju tej, że biali farmerzy dogadują się z Trumpem za plecami swego rządu. Od lat mówi się też o „niepodległości Zachodniego Przylądka”, czyli secesji jednej z najbogatszych prowincji RPA, rządzonej przez partię postrzeganą jako „biała” (w różnych wariantach tej teorii mowa jest też o kilku innych regionach).

Tyle tylko, że są to opowieści niewielkiej, nawet w obrębie białej populacji, grupy ludzi, której wpływ na politykę wewnętrzną w RPA jest znikomy. Czemu więc Stany miałyby korzystać z tego akurat narzędzia do politycznej walki?

O co naprawdę toczy się gra: surowce, technologia, inwestycje

W trakcie rozmów, w których uczestniczyłem na Światowym Forum Dziennikarzy Naukowych w grudniu 2025 r. w RPA, pracownicy tutejszego ministerstwa nauki i innowacji otwarcie mówili, że nie mają nadziei na dogadanie się z ekipą Trumpa.

Ten resort ma kluczowe znaczenie. Pretoria próbuje wykorzystać ogromne zasoby minerałów ziem rzadkich – w przypadku platyny największe na świecie, a potężne dla manganu, litu i innych surowców niezbędnych do „zielonej transformacji” – aby podźwignąć swoją gospodarkę.

Pomysł jest prosty: zamiast być dostawcą surowców, typowym krajem globalnego Południa, rząd RPA chce oferować współpracę. Kraj ma surowce, a partnerzy przychodzą z technologią i innowacjami, w efekcie wszyscy korzystają po równo.

Droga biegnąca przez świeżo skoszone pola pszenicy w Zachodnim Przylądku, RPA // Fot. Tadeusz Michrowski

Narzędziem są tu wielkie projekty. Takie jak Just Energy Transition Partnership – projekt wspierający odnawialne źródła energii, z udziałem UE, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA, wart 8,5 mld dolarów. Albo prace nad zielonym wodorem, rozwijane z Japonią, Niemcami i Holandią.

Podobnych projektów, większych i mniejszych, są w RPA dziesiątki.

Tak przykładowo, w konglomeracie wielu państw powstaje Square Kilometer Array (SKA): największy radioteleskop w historii. Jego siedziba jest w Wielkiej Brytanii, część sprzętu w Australii, a najważniejszy element na pustyni Karoo w RPA (Polska rozważa przystąpienie do tego projektu).

Dlaczego osłabienie RPA leży w interesie USA

Taką koncepcję, wiążącą lokalne surowce z technologią z zewnątrz, zawiera strategia wykorzystania metali ziem rzadkich, opublikowana przez RPA w maju 2025 r. W momencie kluczowym, bo w apogeum konfliktu o „białe ludobójstwo”.

I o to właśnie może tutaj chodzić. Biały Dom jako jedyne duże państwo nie uczestniczy np. w projekcie SKA, choć niesie to ryzyko marginalizacji wiodącej dotąd pozycji Stanów w radioastronomii. Zamiast tego USA podejmują działania, które odczytywane są jako próba osłabienia reputacji RPA wśród światowych inwestorów, a nawet próba destabilizacji kraju.

Osiągnięcie tych celów oznaczałoby dyktowanie warunków przez Trumpa – sprowadzenie RPA do roli dostawcy surowców, a nie partnera (w praktyce mogłoby to oznaczać też ograniczenie dostępu Chin do surowców krytycznych w RPA).

Tyle że na razie polityka ta wiąże się dla Stanów z ogromnym kosztem, a rząd RPA wcale nie przegrywa tej rozgrywki – ani o reputację, ani o minerały, ani o naukę. Chaos wykorzystują za to rywale Stanów. Na początku grudnia 2025 r. zapadła decyzja, że w 2029 r. konferencja Światowego Forum Dziennikarzy Naukowych odbędzie się w Pekinie (kosztem Australii).

Chiny dostały więc okazję, by wykorzystać setki dziennikarzy – od „Scientific American” przez „Nature” i „National Geographic” po redakcje z Afryki i Ameryki Łacińskiej – do dalszego budowania swojego wizerunku jako alternatywnego partnera wobec Amerykanów, którzy „się obrażają”.

Polska w konflikcie USA–RPA: zaproszenie do G20

Po RPA przewodnictwo w grupie G20 objęły Stany. I zaraz ogłosiły, że odsuną Południową Afrykę od stołu do czasu, aż ta, jak ujął to sekretarz stanu Marco Rubio, „podejmie trudne decyzje konieczne do naprawienia zepsutego systemu i będzie ponownie gotowa do dołączenia do rodziny wolnych i prosperujących narodów”.

W tym samym czasie Amerykanie zaprosili Polskę, jako jedyne nowe państwo, do udziału w pełnym zakresie w szczycie G20, który odbędzie się w Miami w grudniu 2026 r.

Nic nie wskazuje, aby rząd Polski chciał realizować ambicję znalezienia się w G20 kosztem Południowej Afryki. Ale intencje Warszawy to jedno, a dynamika wydarzeń to drugie – to już się dzieje. Na spotkaniu organizacyjnym szczytu w Miami zjawiła się delegacja z Warszawy, nie było za to delegacji z Pretorii.

Kłopot w tym, że zyskując miejsce w G20 w ten sposób, Polska sporo ryzykuje.

Grupa G20 to gremium prestiżowe, ale niemające stałego sekretariatu. Nie jest to NATO ani UE – to raczej miejsce przy stole razem z największymi. Jak dotąd nigdy nikogo z niej nie wyrzucono, nie udało się to nawet po agresji Rosji na Ukrainę. Usunięcie z niej RPA byłoby wydarzeniem bez precedensu. A zarazem elementem rozmontowywania grupy G20 przez Waszyngton.

Na czym miałoby polegać to rozmontowywanie? Niektórzy analitycy przewidują, że szczyt w Miami może stać się spotkaniem o takim charakterze jak polityka Trumpa – transakcyjnym. To znaczy: skoncentrowanym na Stanach, podczas którego do kosza trafią całe dziedziny współpracy i sama idea wspólnych interesów.

Globalne Południe zapomniało Polsce inne wielkie poddanie się woli USA: wojnę w Iraku. Ostatecznie udział w niej nam się opłacił – jako nasza inwestycja polityczna w sojusz z USA. Tyle że w 2003 r. byliśmy krajem dopiero rozwijającym się (i drugorzędnym członkiem tamtej koalicji George’a W. Busha).

Dziś jesteśmy jedną z najprężniejszych gospodarek Europy. Nasza rola w intrydze Trumpa byłaby wprawdzie przedmiotowa, ale kluczowa. Jednym słowem – ryzykujemy, że posłużymy Stanom do wywrócenia szachownicy, na której pragniemy się znaleźć.

Czy zrozumiemy w Polsce grę Trumpa?

W konflikcie Stanów z RPA oba kraje licytują wysoko. Nawet jeśli Trump zmusi innych do posłuszeństwa, będzie jasne, że pozostali partnerzy – od Europy po Azję – rozdanie to przyjmą tylko z konieczności. I że będą szukać alternatywy dla systemu, w którym Biały Dom chce dyktować warunki.

Tymczasem czy to na Zachodnim Przylądku, czy w Górach Smoczych – biali farmerzy z RPA nie analizują głęboko polityki Trumpa. Niekiedy łudzą się, że szkodząc ich krajowi, prezydent USA przysłuży się im.

Widać jednak, że często są też świadomi, iż Trumpowi nie chodzi o nich, że jedynie nimi gra. Pytanie, czy rozumiemy to nad Wisłą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

// grafika na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 03/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Zatruta oferta Trumpa dla Polski