Richard Wagner: "Tristan und Isolde"

Bohdan Pociej pisał, że głównym motorem muzyki Wagnera była miłość. Rzeczywiście, odegrała w życiu kompozytora główną rolę, a w dramatach jest tematem przewodnim. Tristan i Izolda jest tego najlepszym przykładem. Ponieważ w moim życiu nie zaznałem prawdziwego szczęścia miłości - pisał Wagner w liście do Liszta - chciałbym temu najpiękniejszemu z marzeń wznieść pomnik. Ten pomnik jest najbardziej osobisty: kompozytor zapisał w nim namiętność do Matyldy Wesendonk (żony jednego ze swoich protektorów).
Czyta się kilka minut
 /
/

Najnowsze nagranie dramatu jest zapisem live spektaklu Opery Wiedeńskiej. Słychać kroki, przesuwanie elementów scenografii. Wszystko sprzyja rytmowi, żywości nagrania: dzieło trwa przecież prawie cztery godziny. W teatrze muzykę dopełnia obraz, scena. Nagranie jest nagie, pozostawione tylko słuchowi, wyobraźni. Przyznam, że jeszcze nie udało mi się wysłuchać tych trzech płyt bez przerwy, od początku do końca. Muzyka Wagnera wymaga czasu, żąda wręcz, żeby o wszystkim zapomnieć.

Dyrygent Christian Thielemann ma 45 lat, ale partyturę “Tristana" prowadzi nad wyraz dojrzale, bez szaleństw. Nie miał łatwego zadania. Przed nim na wiedeńskiej scenie dramatem Wagnera dyrygowali m.in. Mahler, Furtwängler, Karajan, Böhm, Kleiber czy Mehta (z nagraniami jest podobnie). Thielemann raczej opalizuje niż ubarwia, wygładza niż zaostrza. Jest wsłuchany, skoncentrowany, chwilami jakby nieufny. To sprzyja tej muzyce, bo każdy jej szczegół wymaga pielęgnacji, dopieszczenia.

Słychać to już w otwierającym preludium: muzyka rośnie, ale bardzo spokojnie, jakby nie chciała nic uronić z rodzącego się uczucia. Znać każdą najmniejszą zmianę, niewielki ruch. Już za moment pojawi się Izolda: Amerykanka Deborah Voigt potrafi być delikatna, nieziemska, bardzo intensywna. Jej rodak Thomas Moser (Tristan) w niczym jej nie ustępuje. Na zdjęciach zamieszczonych w książeczce wyglądają potężnie, ale śpiewają tak, jakby unosili się nad ziemią, stąpali po wodzie dźwięków. Debiutują w obu partiach, ale unendliche Melodie Izoldy i Tristana mieli we krwi już od dawna.

“Tristana i Izoldy" najlepiej słucha się w stanie miłosnej gorączki, zakochania. Puls i falowanie muzyki Wagnera pomagają szaleństwu, każą nieustannie powracać do wybranych motywów, miejsc. A słodycz preludium najpiękniej brzmi podczas zachodu słońca. Zwłaszcza, gdy jest gorąco i cicho, jak przed burzą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2004