Reklama

Słyszę, więc jestem

Słyszę, więc jestem

14.09.2006
Czyta się kilka minut
Powiem wprost: lubię czytać Pocieja...
L

Lubię jego skojarzenia, sposób prowadzenia myśli, szukania kontekstów, stawiania pytań, budowania opozycji, konstruowania siatki pojęć, nasycania dramaturgii. Tekst pod jego palcami przestaje być tylko zbiorem czy układem słów, ich grą. Pociej pokazuje, że czytanie o muzyce może być równie pasjonujące jak jej słuchanie. Świetnie panuje nad językiem, nad frazą (melodyjność!), nad rytmem. Nie obarcza czytelnika technicznymi, formalnymi szczegółami, "muzykologiczną gwarą". Jego zdania są gęste, nasycone, rozkołysane (taneczność!), falujące.

Jego pisarstwo rodzi się z muzyki. Ma swoje źródło w chorałowej melizmatyce (ornamentyka i kwiecistość słowa), renesansowej polifonii (kontrapunktyczność, wielowątkowość - wszystko podporządkowane tematowi, głównej myśli), w barokowej wariacyjności i klasycznym (sonatowym) przetworzeniu (ach, te Pociejowe odmiany!), w romantycznym (mistycznym) olśnieniu-

-objawieniu. I może najważniejsze: Pocieja interesuje muzyka zawsze w kontekście, zawsze wobec - filozofii (przede wszystkim), innych sztuk, samej siebie.

Wydane niedawno dwie jego książki - "Z perspektywy muzyki" (zbiór tekstów powstałych w ostatnim dziesięcioleciu dla Polskiego Radia, "Znaku", "W drodze", "Kwartalnika Filmowego", a także "Tygodnika Powszechnego") oraz "Bycie w muzyce. Próba opisania twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego" - wzajemnie się dopełniają, bo są pisane z tej samej pozycji, w tej samej tonacji, tą samą ręką: człowieka wierzącego w przemieniającą moc muzyki.

***

Jakie są najważniejsze elementy Pociejowej filozofii muzyki? Jest ona chrześcijańska (Bóg jako stały punkt odniesienia); otwarta na wymiar duchowy muzyki ("powołaniem muzyki jest uobecnianie w dźwiękach Tajemnicy"); zakorzeniona w europejskiej (śródziemnomorskiej) tradycji kultury - sięgająca do myśli greckiej (muzyka jako liczba, jako nauka, Platon, Pitagoras), średniowiecznej (św. Tomasz z Akwinu, Mikołaj z Kuzy), nowożytnej (Spinoza, Kartezjusz, Leibniz, Kant, Hegel) i współczesnej (Husserl, Heiddeger, Ingarden, Stróżewski).

Pociejowa filozofia muzyki jest przede wszystkim idealistyczna. "Sztuka - czytamy w szkicu "Harmonia świata?" - zdaje się być powołana do pośrednictwa duchowego między światem doraźnie rzeczywistym a sferą idei... Muzyka, poprzez swe istnienie i działanie, uświadamia nam rzeczywistość wyższej harmonii świata idealnego". A we fragmencie "Gotycka i scholastyczna polifonia" znajdziemy jeszcze inne, bardzo znamienne słowa: "pamiętając o tamtej złej stronie, współczując odwiecznemu bólowi i udręce ludzkiego świata - tak jak współczuł mu Zygmunt Kubiak - nade wszystko warto zajmować się tą dobrą stroną: myślą rozświetlającą mroki dziejów, pięknem dającym radość i otwierającym na Boskość".

***

"Z perspektywy muzyki" otwierają rozważania historyczne ("Wprowadzenie do historii muzyki", "Jedność muzycznej Europy", "Harmonia mundi"). Pociej sięga głęboko w przeszłość; pisze o początkach muzyki, szuka punktów granicznych, przełomowych. W centrum myśli o muzyce znajduje się filozofia: "chciałbym - pisze na początku - aby historia muzyki była nie tyle historią samą, ile historiozofią. By uprawiano ją pod hasłem: historia muzyki jako historia idei, sygnującym ujęcie historii w aspekcie filozofii, w perspektywie ontologii, w horyzoncie metafizyki".

I tak rozpoczyna się ciąg wspaniałych analogii. Pociej "czyta" historię muzyki przez współczesną jej myśl filozoficzną, "otwiera" ją przez terminy, kody i akordy filozoficzne (fragment "Bach i Leibniz" jest kontynuacją myśli z drugiej książki Autora: "Bach - muzyka i wielkość" z 1972 roku, w szkicu "Polifonia i humanizm" szuka wspólnych miejsc tych dwóch zjawisk).

W pierwszym odruchu wydaje się nawet, że więcej tu myśli niż dźwięków. Ale Pociej nie ucieka od muzyki. To w jego przypadku niemożliwe. Po prostu chodzi o rozszerzenie perspektywy, zadanie podstawowych pytań. O rozbicie tych maleńkich punktów (w konsekwencji jakże wielkich!) zaczepionych o poziome linie i sprawdzenie, czy w środku ukryty jest atom, cyfra, monada, kryształ, tajemnica... A może Bóg.

***

Jest jednak coś, o co chciałbym się z Autorem pospierać. To stosunek do XX wieku - szczególnie do jego drugiej połowy. A szerzej: stosunek do muzyki współczesnej, nie tylko XX-wiecznej (żyjemy już przecież w wieku XXI!). Pociej ma wiele racji ("Rzut oka na muzykę XX wieku"), pisząc

o "przerostach i dysproporcjach", o "uwiądzie, rozpadzie i rozkładzie formy", "o roztapianiu sztuk różnych we wspólnym tyglu", o degradacji i kryzysie.

Ale przecież ten kryzys jest odbiciem kryzysu większego. Przecież nie tylko muzyka jest winna. Przecież co chwila widać światło i słychać, jak współcześnie (jakże pięknie!) rezonuje harmonia mundi. Strawiński, Britten, Messiaen, Boulez, Szostakowicz, Penderecki, Pärt, Grisey, Sciarrino, Fedele, Szymański, Mykietyn... Nazwiska można by mnożyć.

Mam wrażenie, że współczesność (szczególnie ta nam najbliższa w czasie) nie jest Autorowi tak bliska jak muzyka przeszłości. Albo jeszcze inaczej: że tak jak w muzyce przeszłości Pociej bierze wszystko i w całości, tak dziś jest niesłychanie wybiórczy, selektywny. Oczywiście, bogactwo przeszłości jest tak ogromne, tak bogate, tak wspaniałe, że słuchając tylko całego Monteverdiego, całego Bacha (dla Pocieja stanowi on centrum) czy całego Wagnera można wygrać życie.

Szczególnie zastanowiło mnie jedno zdanie ze szkicu "Mahler - w perspektywie przełomu": "Mahler jest największym twórcą muzyki XX wieku (większość jego dzieł, począwszy od »IV Symfonii«, w tym stuleciu już powstała)". Maleńka sprzeczność, miejsce, w którym mogą rodzić się demony. Bo chyba jednak muzyka wielkiego wiedeńczyka wydaje się doskonale dopełniać okres klasyczno-romantyczny, zamykać XIX wiek; czas wielkich narracji, erupcji muzycznej energii...

I dalej: "Dlaczego? Ponieważ ogromem inwencji, siłą wyobraźni, szerokością horyzontów twórczych, rozmaitością sposobów kształtowania muzyki, bogactwem języka brzmieniowego, zróżnicowaniem symboliczno-wyrazowej mowy dźwięków, perspektywą metafizyczną i mistyczną głębią góruje nad wszystkimi kompozytorami, jacy pojawili się po nim".

I tak, i nie. Przecież wystarczy wsłuchać się - z Pociejową intensywnością i żarliwością - choćby w "Cztery pieśni przy przekroczeniu progu" (1998) Gérarda Griseya (genialną spektralną medytację o śmierci do tekstów z czterech różnych źródeł: chrześcijańskiego, egipskiego, greckiego i mezopotamskiego), w cudowny szmer "Luci mie Traditrici" (1998!) Salvatore Sciarrino, której "cichym" (bo muzyka Sciarrina jest jak wiatr) bohaterem jest wielki, niezapomniany i tajemniczy książę Gesualdo da Venosa, w muzykę Giji Kanczelego, Toshio Hosokawy... - by przekonać się, jak dziś rodzi się epifania piękna i tajemnicy.

***

Ostatnią część "Perspektyw" stanowią "Sylwetki": niby przypadkowe, jakby niereprezentatywne, rozproszone, ale coś te nazwiska łączy. W tym szaleństwie jest więc metoda... To czas. W siedmiu szkicach Pociej przedstawia sylwetki twórców XX-wiecznych (!);­ artystów czasu niedoskonałego, rozbitego, być może najmniej przez Pocieja lubianego. Rehabilitacja?...

Pierwszy jest Anton Webern (1883-1945), "mistrz duchowości ezoterycznej", którego muzyka - poprzez oczyszczenie, redukcję, atomizację, odnowienie interwału i pojedynczego dźwięku - fascynuje niezwykłym pięknem, kondensacją i esencjalnością "do granic możliwości (podobna w tym np. do wierszy Paula Celana)".

Dalej czytamy o Witoldzie Lutosławskim (1914-1993), którego Pociej, wraz z upływem lat, uważa za "największego kompozytora muzyki XX wieku" (większe fragmenty tego szkicu ukazały się w Tygodnikowym "Kontrapunkcie" poświęconym kompozytorowi).

Jeszcze Andrzej Panufnik (1914-1991) - kompozytor przez większą część swojego życia "źle obecny" w ojczyźnie, zrehabilitowany dopiero u progu III Rzeczypospolitej (co dla niego zrobi Czwarta?), którego systemiczna muzyka wciąż "pulsuje życiem, porywa energią" (związana z liczbą, symetrycznością, "energią rytmu"). O muzyce którego Pociej ("zafascynowany", jak sam pisze) zamierzał kiedyś napisać książkę. "Niestety, rzecz utknęła gdzieś w połowie z powodu braku perspektyw wydawniczych"... Szkoda.

Wreszcie Henryk Mikołaj Górecki (ur. 1933). Ten szkic wydaje się jakby wstępem do czegoś większego; skrótem, zaznaczeniem najważniejszych kierunków poszukiwań (postać dźwięku, myśl i wyobraźnia, duchowość). Czytamy: "Górecki pisze muzykę podobnie »matematyczną« w strukturze i formie, co muzyka Lutosławskiego czy Panufnika, największych mistrzów formy opartej na prawach liczby. Zarazem w jego muzyce wyczuwamy szczególną otwartość: wydłużanie czasu i rozszerzanie przestrzeni, długość i szerokość"...

***

Tę całość (choć w podtytule nazwaną "próbą" - znów filozoficznie...) już znamy. Góreckiemu Pociej poświęcił bowiem kolejną swoją książkę: "Bycie w muzyce. Próba opisania twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego". Osiem szkiców porządkujących najważniejsze motywy, elementy, przestrzenie i tematy muzyki Góreckiego. Kompozytora bardzo bliskiego Autorowi, bo jest "radykalnie inny, frapująco odrębny, wspaniale osobny... Zakorzeniony w duchowości, w naturze i kulturze, w przestrzeni ojczyzny i miejscu ojczystym, w sztuce, literaturze, w muzyce samej".

Pociej towarzyszy Góreckiemu niemal od początku, od pierwszego utworu kompozytora wykonanego na "Warszawskiej Jesieni" ("Epitafium", 1958). Uważnie przysłuchuje się językowi, systemowi, przemianom; nazywa rzeczy po imieniu ("»Akord Góreckiego« jest symbolem trwania, znakiem tożsamości utworu, »przytwierdzeniem« niezmienności istoty muzyki, wyrazem mocy ducha... odczytywać go można jako muzyczny symbol Bożego istnienia tożsamego z istotą, jako konkretyzację w brzmieniu muzyki biblijnego Objawienia: »Jam jest, który Jest«"), wybiera swoje arcydzieła (m.in. "Sonata na dwoje skrzypiec", cykl "Genesis", "Muzyczki I-IV", "II Symfonia »Kopernikowska«, "III Symfonia", kwartety smyczkowe, "Małe Requiem dla pewnej Polki").

Znów dużo tu (i dobrze!) filozofii. Każdy rozdział rozpoczyna inicjujący cytat (m.in. Heidegger, Stróżewski, Leibniz, Novalis, Scheler, Ingarden, Schopenhauer, Mistrz Eckhart). Pociej zawsze podąża swoją drogą, chcąc zbliżyć się do samego rdzenia muzyki, dotknąć jej tajemnicy.

A w zbiorze "Z perspektywy muzyki" znajdziemy także portrety Andrieja Tarkowskiego oraz dwóch innych niemuzyków, choć na swój sposób kompozytorów, którzy zamiast nut zbierają i układają na kartce rozrzucone i zagubione słowa. Oto czytamy piękne pośmiertne wspomnienie o Zygmuncie Kubiaku oraz szkic o Jarosławie Marku Rymkiewiczu. To kolejna lekcja, jak muzykolog (krytyk muzyczny) może i potrafi oglądać filmy, czytać poezję. Przecież nie samą muzyką człowiek żyje...

***

W szkicu o Lutosławskim Pociej przypomina słowa kompozytora, wypowiedziane do niego w połowie lat 70., a zamykające książkę "Lutosławski a wartość muzyki" z 1976 roku. "Jestem pewien - mówił wówczas Lutosławski - że trzeba myśleć, mówić i pisać o muzyce. Nie wierzę, że komuś uda się kiedyś zgłębić jej istotę, ale nawet błądzenie wokół jakiegoś zjawiska nierozszyfrowanego, niemożliwego do pełnego zrozumienia, ale błądzenie przybliżające, przeczuwające, odgadujące - ma swój głęboki sens".

Kiedy czytam dwie nowe książki Pocieja, kiedy przypominam sobie poprzednie (m.in. "Idea-dźwięk--forma" czy "Mahler"), które i dla mnie były szkołą myślenia i pisania, kiedy odnajduję jego rozmyślania (on sam wolałby może słowo: wmyślania...) na temat muzyki publikowane cyklicznie na łamach "TP", czuję bardzo mocno, że Autor jest do tych słów Kompozytora głęboko przywiązany. Że pozostaje im absolutnie wierny.

Bohdan Pociej, "Z perspektywy muzyki", Warszawa 2006, Biblioteka "Więzi"; Bohdan Pociej, "Bycie w muzyce. Próba opisania twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego", Katowice 2005, Akademia Muzyczna w Katowicach.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]