Richard Wagner, „Parsifal"

Bałem się tego nagrania. Bałem się tego, że czas muzyki Wagnera - która w "Parsifalu nabiera jeszcze silniej religijnego, rytualnego charakteru - porwie mnie do swojej nieziemskiej krainy i nie puści do żywych. Przecież z dramatami Mistrza z Bayreuth nie można obcować ot tak, powszednio. One chcą święta, wyciszenia, samotności, wyspy. Są jak modlitwa. "Muzyka Wagnera - pisał przed laty Zdzisław Jachimecki - miała porywać, wzruszać, oszałamiać słuchacza, miała mu targać na strzępy serce od grozy tragicznej i współczucia.
Czyta się kilka minut
 /
/

Ale przypomniałem sobie, że dwa lata temu, również w wakacje, recenzowałem płytę "Tristana i Izoldy" Wagnera w interpretacji Christiana Thielemanna (z Deborah Voigt i Thomasem Moserem). Było pięknie. Teraz, w to tak gorące lato, przyszło mi żyć z "Parsifalem" pod batutą tego chyba najciekawszego Wagnerzysty naszych czasów - z genialnym (jak zawsze!) Placido Domingo w tytułowej partii, Falkiem Struckmannem (Amfortas), Franzem-Josefem Seligiem (Gurnemanz), Wolfgangiem Banklem (Klingsor) czy Waltraud Maier (Kundry).

Już pierwsze preludium zachwyca. Nasycenie, spoistość, intensywność, rozwijanie, oddechy, crescenda, wyciszenia, powroty, głębia. Jedenaście minut czystego piękna. Thielemann znów opalizuje, wygładza, zaspokaja; umożliwia wsłuchanie, koncentrację bez szaleństwa czy utraty świadomości. I znów, jak w przypadku "Tristana" (czy recenzowanych płyt "Czarodziejskiego fletu" z Abbado oraz "Juliusza Cezara" z Minkowskim) okazuje się, jak bardzo nagraniom oper służą rejestracje live. Być może przy Wagnerze ma to szczególne znaczenie - bo przecież jak poradzić sobie z tym ogromnym czasem (4 godziny!), wielką formą, prawie niemożliwą do ogarnięcia?

Przypomniały mi się jeszcze fragmenty pełnego tajemnic i niepokoju opowiadania Nabokova "Powrót Czorba": "[...] W tym spokojnym niemieckim mieście, gdzie samo powietrze zdawało się prawie bez blasku i gdzie poprzeczne fale lekko zniekształcały zwierciadlane odbicie katedry co najmniej od siedmiu wieków, Wagnera grano powoli i rozkoszując się nim, tak by każdego nasycić muzyką". Nie wiem, czy Thielemann czytał te słowa Nabokova, ale prowadzi Wagnera właśnie tak. By nasycić każdy dźwięk, a przez to każdego z nas.

Choć co innego można zrobić z muzyką, kiedy pod ręką jest Placido Domingo...?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2006