Reklama

Rewolucji nie będzie. Na razie.

Rewolucji nie będzie. Na razie.

17.05.2019
Czyta się kilka minut
Wbrew temu, co z nadzieją piszą media, przyjazd abp. Scicluny do Polski nie ma związku z filmem braci Sekielskich. Choć w rozmowie z „Tygodnikiem” papieski wysłannik przyznał, że przed przyjazdem na pewno go obejrzy.
Abp Charles Scicluna / Fot. Edward Augustyn
Abp Charles Scicluna / Fot. Edward Augustyn
P

Przyjazd do Polski abp. Charlesa Scicluny, sekretarza pomocniczego Kongregacji Nauki Wiary, budzi zrozumiałe emocje. Po pierwsze, maltański biskup kilka miesięcy temu w rozmowie z „TP” sam mówił o zawiązaniu „jednostek specjalnych”, watykańskich task forces, które mają przeprowadzić audyt i pomóc episkopatom w różnych częściach świata „zorientować się, w jakim są miejscu, jeśli chodzi o stosowanie przyjętych zasad” dotyczących ochrony nieletnich przed wykorzystaniem. Po drugie, przed rokiem szybko i skutecznie pomógł papieżowi rozwiązać kryzys z aferą pedofilską w Chile, po wizerunkowej wpadce Franciszka zaliczonej w czasie pielgrzymki do tego kraju.

Przypomnijmy: mianowany przez papieża na ordynariusza diecezji bp Juan Barros był oskarżany przez media o ukrywanie przestępstw seksualnych słynnego i przez lata faworyzowanego w Kościele o. Karadimy. W czasie pobytu w Chile, gdy protesty wiernych przeciwko nominacji trwały już blisko trzy lata, Franciszek ponownie stanął w obronie biskupa i swej decyzji. Jego słowa wywołały medialną burzę, skrytykował je nawet kard. O’Malley, szef papieskiej komisji ds. ochrony nieletnich. Papież przyznał, że wypowiedział się pochopnie, przeprosił i wysłał do Chile swego specjalnego wysłannika – abp. Sciclunę – by sprawę wyjaśnił. Po trzech miesiącach prac (z przerwą na pobyt w szpitalu), papieski śledczy przedstawił liczący blisko 2500 stron raport, sporządzony w oparciu o spotkania z ofiarami Karadimy, z których zeznań wyłaniał się obraz matactw i kłamstw chilijskich biskupów. Wezwani do Watykanu, gremialnie podali się do dymisji.


Czytaj także: Nadchodzi audyt Kościoła - rozmowa "Tygodnika" z abp. Charlesem Scicluną


Ale kariera Scicluny jako skutecznego inkwizytora zaczęła się wiele lat wcześniej. Pracę w Kongregacji Nauki Wiary rozpoczął w 1995 r. Miał wtedy 36 lat i był już cenionym prawnikiem sądu biskupiego na Malcie oraz profesorem prawa kanonicznego w tamtejszym seminarium. W 2002 r. Jan Paweł II mianował go – na prośbę kard. Ratzingera, ówczesnego prefekta kongregacji – „rzecznikiem sprawiedliwości”, co w przybliżeniu można porównać do funkcji prokuratora generalnego. W 2005 r. przejął ciągnącą się od lat sprawę Marciala Maciela, seryjnego pedofila, założyciela zgromadzenia Legionistów Chrystusa, którą zakończył po roku, doprowadzając do uznania Maciela winnym zarzucanych mu czynów. W 2010 r. został głównym konstruktorem zmian w prawie kanonicznym odnośnie do przestępstw wykorzystywania seksualnego nieletnich i osób bezbronnych. Dwa lata później został mianowany biskupem Malty – choć akurat ten „awans” uznano za skuteczną próbę pozbycia się go z kongregacji. Do Watykanu wrócił dopiero w 2018 r., wezwany przez Franciszka. Był jedną z kluczowych postaci organizujących lutowy szczyt nt. przestępstw seksualnych wobec nieletnich.

Jednak wbrew temu, co z nadzieją piszą polskie – a za nimi światowe – media, przyjazd abp. Scicluny do naszego kraju nie ma związku z filmem braci Sekielskich, który poruszył Polaków i zatrząsł polskim Kościołem. Scicluna zaproszony został przez prymasa Polski już latem ubiegłego roku, później to zaproszenie zostało ponowione i doprecyzowane – ustalono, że podczas posiedzenia Konferencji Episkopatu wygłosi do biskupów prelekcję, a następnie poprowadzi kilkugodzinne „warsztaty” dla diecezjalnych i zakonnych delegatów ds. ochrony dzieci i młodzieży. W naszym kraju abp Scicluna będzie raptem jeden dzień, nie otrzymał od papieża żadnego mandatu do zbadania sytuacji, nie sporządzi żadnego raportu.

Oczywiście jego wizyta, która przypada akurat w tak gorącym czasie, będzie przebiegać w cieniu zarzutów, jakie padły w filmie i po jego emisji. Dokument braci Sekielskich już zmienia polski Kościół: inna jest świadomość, retoryka – miejmy nadzieję, że też mentalność – wielu biskupów. Jedni podchodzą do wizyty Scicluny z nadzieją na zmiany, inni ze strachem. Niektórzy pewnie czują, że grunt pod nogami zaczyna się zapadać.


Czytaj także: Kościelna morfina - ks. Jacek Prusak po filmie Sekielskiego


Gdy rozmawiałem z abp. Scicluną dwa dni temu – umawiając się na wywiad – przyznał, że filmu „Tylko nie mów nikomu” jeszcze nie oglądał, ale na pewno zrobi to przed przyjazdem. Link otrzymał, wiele osób już mu o tym dokumencie opowiadało, był wyraźnie poruszony tym, o czym się dowiedział. Zapytany o pewne kwestie prawne, które w filmie się pojawiają, obiecał skonsultować je w Kongregacji i przedstawić w najbliższym czasie precyzyjną i oficjalną opinię.

Ale na razie – rewolucji nie będzie. Tak chętnie przywoływany przypadek chilijski, gdzie cały episkopat podał się do dymisji, nie powtórzy się w Polsce – przynajmniej nie teraz. Choć bez wątpienia opinii – choćby nieformalnej – swojego „prokuratora” papież Franciszek będzie ciekaw.

Polecamy - Kościół a pedofilia - specjalny serwis "Tygodnika Powszechnego"


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

bez dwóch zdań

Rewolucja by się przydała. Wszystkim

Nie byłbym taki pewien. Scicluna może potraktować swoją rolę czysto formalnie, albo po prostu nie mieć czasu i zrobić to co było w planie. Skończy się na ostrzejszej niż zaplanowana reprymendzie. A może też wyciągnąć telefon i zameldować Franciszkowi "mamy tu bagno, potrzebuję kilku miesięcy" i zostać na dłużej. Osobiście nie mam pojęcia co się stanie. Myślę jednak, że dla Scicluny to nie sam film będzie miał kluczowe znaczenie ale skutki filmu - to, że coraz więcej księży ma dość zmowy milczenia i gotowych jest sypać - nie powinno zabraknąć świadków.

Rewolucja już się zaczęła, a jej skutki sięgną daleko i głęboko. Internet ostatnio przypomniał sobie i wykorzystuje jako mem pewną scenę z filmu z Leslie Nielsenem. Widzimy księdza, który dla zabicia czasu w podróży wziął z sobą "świerszczyka" pod znamiennym tytułem "Altar Boy" i nawet się z tym nie kryje. W tym samym filmie jest jeszcze inny pedofil - ojciec rodziny, a w innym z tej serii - pilot odrzutowca, wdający się w "brudne" rozmówki z kilkuletnim chłopcem. I to ma (miało?) być zabawne na równi z żartami o pedałach. A pamiętacie taką piosenkę Lady Pank: "Na czekoladę poczułem chęć / Była namiętna, bardzo nieletnia..."? Ciekawe, czy to jeszcze ktoś puści w radio. W wielu rozgłośniach na Zachodzie, a u nas w Radio Z nie puszczają piosenek Michaela Jakcsona, bo, jak wyznał jeden z byłych miłośników króla popu, "nie można tego słuchać nie pamiętając o ohydnych rzeczach, jakich dopuścił się ten człowiek". A Polański? Ten przynajmniej ma to szczęście, że od odpowiedzialności oficjalnie uwolniły go sąd szwajcarski i polski, a jest coś takiego jak powaga rzeczy osądzonej. Nie znosi to jednak moralnego obrzydzenia wobec samego pedofila i broniących go "ludzi kultury". I jak to pogodzić z podziwem dla naprawdę wybitnego reżysera? Osobiście mam jeszcze zgryz z autorem Alicji. Jego dziwne hobby jest znane i udokumentowane, ale wierzę chętnie znawcom, że to nie mogło być nic dosłownie seksualnego. To nie w stylu wiktoriańskiego duchownego z Oksfordu. Kiedy jednak pomyślę o księdzu, który nie czuje się winny seksu z nieletnim, bo nie doszło do wytrysku, to i autor "Alicji" jakoś dziwnie zaczyna się jawić.

Tak zapracowany "czyściciel Kościoła" raczej nie traci czasu na przyjazd mający na celu tylko wymianę uprzejmości. Nawet jeśli zaprosił go prymas Polski, nie musiał tego zrobić wyłącznie z własnej woli. Są zaproszenia wymuszone. Miejmy nadzieję, że poczynania Scicluny doprowadzą przynajmniej do dymisji najbardziej zdemoralizowanych biskupów, zwłaszcza Głodzia i Jędraszewskiego. Oby jak najprędzej.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]