Z dużej chmury mały deszcz

Niespełnione nadzieje – tak można podsumować wizytę w Polsce watykańskiego specjalisty od tropienia pedofilii w Kościele.
Czyta się kilka minut
Prymas Polski Wojciech Polak, abp Charles Scicluna i abp Stanisław Gądecki podczas konferencji prasowej na zakończenie zebrania KEP z udziałem abp. Sciclun, Wałbrzych, 14 czerwca 2019 r. / / Fot. Piotr Molecki/East News
Prymas Polski Wojciech Polak, abp Charles Scicluna i abp Stanisław Gądecki podczas konferencji prasowej na zakończenie zebrania KEP z udziałem abp. Sciclun, Wałbrzych, 14 czerwca 2019 r. / / Fot. Piotr Molecki/East News

Spodziewano się burzy, a tu trochę pogrzmiało, parę razy błysnęło i ledwo co pokropiło. Jednodniowa wizyta abp. Charlesa Scicluny, specjalnego sekretarza watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, specjalisty od ścigania seksualnych przestępców w sutannach, zapowiadana była niemal jako początek rewolucji w polskim Kościele. Maltański hierarcha, który rok temu doprowadził do grupowej dymisji episkopatu chilijskiego, wziął udział w obradach Episkopatu Polski w Wałbrzychu. Przyjechał na jeden dzień – w piątek przed południem wygłosił prelekcję do biskupów, potem spotkał się z dziennikarzami, a po południu poprowadził we Wrocławiu warsztaty dla diecezjalnych i zakonnych delegatów ds. ochrony dzieci i młodzieży. 

Atmosferę podgrzewano od tygodni. Sami biskupi nie wiedzieli, czego się spodziewać. Niektórzy zapobiegawczo, na dzień przed, informowali media, jaki jest stan rzeczy w najbardziej głośnych sprawach, które im podlegają, i dlaczego tak niewiele się dzieje. Teraz pewnie żałują, bo... nic się nie wydarzyło. Abp Scicluna przyznał, że nie jest specjalnym papieskim wysłannikiem, tylko gościem polskich biskupów, i że w swoim wystąpieniu instruował ich o nowych przepisach, obowiązujących od początku czerwca: poszerzeniu katalogu przestępstw, które obowiązkowo należy zgłosić Watykanowi (nie tylko seksualne wykorzystanie nieletnich, ale też osób dorosłych – „bezbronnych” czy podległych służbowo) i ustaleniu procedur w przypadku oskarżeń pod adresem biskupów czy metropolitów.

Scenariusz chilijski się nie powtórzył, bo nie mógł. Tam protesty wiernych przeciwko nominacji biskupa oskarżanego o ukrywanie przestępców trwały trzy lata. A sam Scicluna, jadąc do Chile, dysponował nie tylko papieskim mandatem, ale i czasem: dwa tygodnie poświęcił na spotkania z ofiarami i świadkami przestępczych działań, potem – przez ponad miesiąc – przygotowywał raport dla papieża (blisko 2,3 tys. stron). Podczas jednodniowej wizyty w Polsce nie miał czasu nawet na symboliczne spotkanie z ofiarami, co wytknęła mu podczas konferencji prasowej przedstawicielka Fundacji Nie Lękajcie Się. Wyraźnie rozdrażniony maltański arcybiskup tłumaczył, że nie on ustalał program wizyty, a sam zawsze stara się znaleźć czas dla osób zranionych przez Kościół. Zapewniał też, że raportu, który Fundacja przekazała w lutym papieżowi, nie czytał, żadnych zarzutów wobec konkretnych biskupów nie badał, a sytuację polskiego Kościoła zna jedynie z filmu „Tylko nie mów nikomu” i z komentarzy w mediach, co jest wiedzą bolesną, ale niewystarczającą, by formułować opinie. 


CZYTAJ TAKŻE

ROZMOWA Z ARCYBISKUPEM CHARLESEM SCICLUNĄ: Spodziewam się, że na spotkaniu papieża z przewodniczącymi episkopatów dojdzie do powołania jednostek specjalnych – takich watykańskich task force – które będą sprawdzać stosowanie przyjętych zasad dotyczących pedofilii.


Przyznał jednak – odpowiadając na pytanie „Tygodnika” – że coraz trudniej będzie ludziom uwierzyć, iż polski Kościół sam poradzi sobie z przestępstwami i ich tuszowaniem. Przykłady z Chile czy USA pokazują, że biskupi, wyjaśniający sprawy podległych im księży czy kolegów w episkopacie, często popadają w konflikt interesów, że podejmowane przez nich decyzje bywają nieobiektywne, a powoływane wewnętrzne komisje niewiarygodne. – To musi się skończyć – mówił Scicluna, apelując, by do wyjaśniania zarzutów angażować niezależnych, zewnętrznych ekspertów, których nie da się oskarżyć o stronniczość. – Być może w przyszłości zewnętrzny audyt będzie potrzebny – dodał na koniec, odnosząc się do naszego pytania. – Ale pierwszym krokiem jest realizacja tego, co już zostało zapisane w prawie. Jeżeli zaś będą potrzebne dalsze zmiany, to papież Franciszek na pewno je wprowadzi.

Wizyta watykańskiego sekretarza wiele osób rozczarowała. Policyjny szpaler odgrodził kilku manifestujących przed budynkiem przedstawicieli Fundacji Nie Lękajcie Się od hierarchy, którego tuż po konferencji organizatorzy tylnym wejściem zaprowadzili do samochodu i powieźli do Wrocławia. Kilka postawionych pytań pozostało bez odpowiedzi. Ale – przypomnijmy – burza w Chile też zaczęła się od pytań, zadanych Franciszkowi przez dziennikarzy w samolocie. Tyle że zbierało się na nią aż trzy lata.


ZOBACZ TAKŻE SERWIS SPECJALNY „PO STRONIE OFIAR”:

O wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, o zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym internetowym wydaniu specjalnym. Czytaj na TygodnikPowszechny.pl/postronieofiar >>>

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2019