Reklama

Nadchodzi wielki audyt

Nadchodzi wielki audyt

18.02.2019
Czyta się kilka minut
ABP CHARLES SCICLUNA: Spodziewam się, że na spotkaniu papieża z przewodniczącymi episkopatów dojdzie do powołania jednostek specjalnych – takich watykańskich task force – które będą sprawdzać stosowanie przyjętych zasad dotyczących pedofilii.
Abp Charles Scicluna, Santiago, Chile, czerwiec 2018 r. ESTEBAN FELIX / AFP / EAST NEWS
E

EDWARD AUGUSTYN: Za kilka dni rozpoczyna się spotkanie papieża z przewodniczącymi wszystkich episkopatów poświęcone problemowi pedofilii w Kościele. Czy możliwe jest opracowanie jednakowych na całym świecie standardów postępowania w tej sprawie?

ABP CHARLES SCICLUNA: Istnieją takie standardy. To te, które wywodzą się z prawa Bożego. Ono jest nienegocjowalne. Wykorzystywanie seksualne nieletnich jest gwałceniem Bożego prawa. Normy tego prawa, prawa naturalnego, ukazują rangę tematu, o którym rozmawiamy.

Natomiast jeśli chodzi o sposób postępowania w takich przypadkach, to również mamy uniwersalne reguły, które da się stosować wszędzie. To przede wszystkim obowiązek zbadania sprawy i skierowania jej do Kongregacji Nauki Wiary.

Oczywiście szczegółowe rozwiązania mogą być różne w konkretnych krajach, gdzie spotykamy się z odmiennymi kulturami i mentalnościami. W niektórych np. wstyd odgrywa tak ważną rolę, że – niestety – uniemożliwia zgłoszenie przestępstwa, nawet jeśli jest taki prawny obowiązek.

O jakich krajach Ksiądz Arcybiskup mówi?

Na przykład o azjatyckich. Pamiętam, jak kard. Luis Antonio Tagle z Filipin opowiadał, że najpoważniejszą przeszkodą w zgłaszaniu przestępstwa pedofilii w jego kraju jest wstyd, który jednak należy traktować jako formę obrony godności i prywatności jednostki czy dobrego imienia rodziny. To zatem kwestia kultury i potrzeba czasu, by sytuacja się zmieniła. I choć musimy troszczyć się o prywatność ludzi oraz ich prawo do dobrego imienia, to musimy też troszczyć się o sprawiedliwość. Dlatego takim społeczeństwom trzeba pomagać zrozumieć, jak ważne jest zgłaszanie nadużyć seksualnych i wszelkich nadużyć władzy kościelnej. Są one zdradą Bożego prawa, zniekształceniem obrazu Dobrego Pasterza, który oddaje życie za swoje owce. Kapłan, który nadużywa danej mu władzy i wykorzystuje seksualnie nieletnich, nie jest pasterzem, ale wilkiem w owczej skórze.

Czy podczas spotkania zostaną podjęte konkretne decyzje, czy też będzie kolejną okazją do „ubogacenia” świadomości biskupów?

Moim zdaniem, a myślę, że i Ojca Świętego, który często to podkreśla, trzeba przede wszystkim dać biskupom okazję wzajemnego posłuchania się, wymiany doświadczeń, wyrażenia własnego zdania, opowiedzenia o swoich obawach, spojrzenia na problem w sposób kolegialny – nawet jeśli nie będą to wszyscy biskupi, a tylko ich przedstawiciele, czyli przewodniczący episkopatów. Konkretne decyzje zostaną podjęte później. Są to przecież często decyzje, które może podjąć jedynie władza najwyższa, czyli papież.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


Jakie na przykład?

Choćby zmiana prawa kanonicznego. Ale nawet jeśli mówimy o działaniach na szczeblu lokalnym, to spotkanie też nie jest najlepszym miejscem do podejmowania decyzji. Oczywiście zrozumiałe jest oczekiwanie, i mocna nadzieja, że przewodniczący episkopatów wrócą do domów i poprawią przyjęte wytyczne na temat postępowania w przypadkach pedofilii. Albo że zaczną je stosować.

Wszystkie episkopaty opracowały takie wytyczne?

Prawie wszystkie. Wymóg opracowania wytycznych został ogłoszony w 2011 r. i przez osiem lat Stolica Apostolska kilkakrotnie o tym przypominała. W ośmiu krajach, przede wszystkim afrykańskich, które borykają się z poważnymi problemami, na przykład trwa w nich wojna, jeszcze tego nie zrobiono. Ale trudno zarzucić tym episkopatom brak dobrej woli. Przeszkody są raczej obiektywne i zrozumiałe.

Często bywa, że wytyczne sobie, a życie sobie.

Owszem, bo wytyczne, jak zresztą każde prawo, nie zbawią świata. Potrzebna jest dobra wola i chęć po stronie liderów, a wręcz wszystkich ludzi na poziomie lokalnym, by wprowadzić je w życie, stosować się do prawa. Prawo jest ledwie początkiem procesu.

Nie należałoby realizacji wytycznych pilnować?

To także. Według mnie jest pilną potrzebą, i wierzę, że na najbliższym spotkaniu do tego dojdzie, by powstały jednostki specjalne, takie watykańskie task force, które będą pomagać episkopatom w różnych częściach świata zorientować się, w jakim są miejscu, jeśli chodzi o stosowanie przyjętych zasad.

Co to będą za jednostki?

O tym będziemy dyskutować. Decyzję, kto będzie za to odpowiedzialny, podejmie papież. Albo komu zadanie zostanie przekazane, bo można przecież poprosić zewnętrzną agencję, niezwiązaną z kurią rzymską. Chodzi o coś, co zwykle nazywa się audytem. Musimy stworzyć system, który będzie dobrze działał, a nie dobrze wyglądał na papierze.

Czy do tego audytu mogą zostać zaangażowani świeccy eksperci?

Bez wątpienia. Jeśli chodzi o pomoc lokalnym społecznościom w chronieniu dzieci i młodzieży, o właściwą prewencję, potrzebujemy pomocy ekspertów. Nie jest powiedziane, że muszą to być osoby duchowne, choć nie jest też powiedziane, że być nimi nie mogą. Liczą się kwalifikacje. Najwłaściwsze będzie przekazanie audytu w ręce fachowców.

Każda kontrola, każdy audyt wymaga oczywiście współpracy obu stron, ale też dystansu. Nie mogę kontrolować sam siebie. Potrzebna jest osoba z zewnątrz. To musi być jasne.

I oni będą kontrolować prace episkopatów?

Powiedziałbym raczej „wspomagać”. Kontrola to zbyt mocne słowo. Gdy audyt wykaże, że coś idzie w niewłaściwym kierunku, decyzję podejmie władza wyższa. Ten, kto przeprowadza kontrolę, ma sprawę zbadać i zreferować, ale nie będzie mieć kościelnej jurysdykcji.

Czy jest Ksiądz Arcybiskup zwolennikiem powoływania niezależnych komisji do badania przypadków pedofilii w Kościele? Jaki model byłby najlepszy – komisja państwowa, jak w Pensylwanii i Irlandii, czy niezależna, ale powołana przez Kościół, jak w Niemczech?

Zaraz, zaraz. Nie mieszajmy pojęć ani jurysdykcji.

To, o co pan pyta, to całkiem inna kwestia. Czym innym jest dochodzenie w sprawie konkretnego przestępstwa, czym innym prewencja, a jeszcze czym innym ocena, jak podchodzono do sprawy w lokalnym Kościele. Jeśli chodzi o przestępstwo pedofilii, w każdym przypadku powinno zostać wszczęte dochodzenie. Zarówno państwowe, bo mówimy o czynie kryminalnym, jak i kanoniczne, jeżeli dopuściła się go osoba duchowna. To są dwie jurysdykcje, niezależne od siebie.


Czytaj także: Zuzanna Radzik: Kościelne #MeToo


Komisje, o których pan mówi, były powołane do wyjaśnienia, jak w latach ubiegłych sprawy były traktowane przez władze kościelne. To zupełnie co innego, choć nie twierdzę, że mniej ważne. Takie dochodzenie jest Kościołowi pomocne, bo pokazuje, na ile jest odpowiedzialny jako wspólnota i czy ma odpowiedzialnych przywódców.

Natomiast do zbadania konkretnego przypadku pedofilii nie trzeba żadnej komisji, ani państwowej, ani kościelnej. Ma się tym zająć z jednej strony policja, z drugiej biskup.

Czy biskup powinien mieć obowiązek poinformowania władzy świeckiej o każdym przypadku pedofilii wśród jego księży?

W liście okólnym Kongregacji Nauki Wiary z 2011 r. jest jasno napisane, a Stolica Apostolska wiele razy to powtarzała, że Kościoły lokalne – czyli w tym wypadku biskupi – muszą stosować się do przepisów prawa państwowego.

To zasada ogólna. Biskup powinien uszanować decyzję podjętą w tej sprawie przez władzę świecką i do niej się dostosować.

A czy oskarżony o pedofilię ksiądz powinien zostać natychmiast odsunięty od pełnienia obowiązków?

Oskarżony czy winny? Bo to jest różnica. Pan pyta o księdza oskarżonego. To jeszcze nie oznacza winy. Dopiero gdy wina zostanie stwierdzona, należy nałożyć sprawiedliwą karę.

Co to znaczy sprawiedliwą?

Kara sprawiedliwa jest adekwatna do popełnionego przestępstwa. Tu mówimy o przestępstwach najpoważniejszych, dlatego i kara może być najsilniejsza, jaką przewiduje prawo kanoniczne, włącznie z usunięciem ze stanu kapłańskiego. Pamiętajmy też o „zasadzie ostrożności”, sformułowanej przez św. Jana Pawła II na spotkaniu z kardynałami z USA 23 kwietnia 2002 r. Papież powiedział: „Nie ma miejsca w kapłaństwie i w zakonach dla tego, kto skrzywdzi młodego człowieka”. To bardzo jasna wskazówka, która powinna być stosowana. Jeśli ksiądz jest winny – jest zagrożeniem dla całej wspólnoty. I nie może pełnić swej posługi.

Ile bezpodstawnych oskarżeń trafia do Kongregacji Nauki Wiary?

Niewiele. Procentowo to liczba bliska zeru. A to z powodu filtru, jakim jest biskup lokalny, który ma zatrzymać bezpodstawne oskarżenia. Obowiązkiem biskupa jest zgłosić do KNW każdy wiarygodny przypadek. Zdarzają się przecież oskarżenia fałszywe, motywowane choćby chęcią otrzymania odszkodowania. Oczywiście od razu mówię, że odszkodowania trzeba płacić, ale wtedy, gdy są zasadne i mają oparcie w faktach.

Tak więc przypadki, gdy sprawa trafia już do KNW i kończy się uniewinnieniem, są naprawdę bardzo rzadkie.

Czy tylko biskup może zgłosić sprawę do Kongregacji?

Nie. Zdarzają się skargi przesyłane przez osoby prywatne, ale wtedy KNW i tak odsyła je do biskupa lokalnego, aby przeprowadził wstępne dochodzenie. Zawsze, gdy Stolica Apostolska otrzymuje skargę bezpośrednią, przekazuje ją biskupowi miejsca. Dlatego namawiamy, by najpierw kierować się do niego. Tak jest roztropniej.

Prawo mówi, że biskup – gdy otrzyma skargę – musi rozpocząć wstępne dochodzenie. I jeśli oskarżenie jest oparte na faktach, musi je przekazać do Kongregacji Nauki Wiary. Ta rejestruje przypadek, nadaje numer sprawie, sporządza protokół. Decyduje też, jaki rodzaj dochodzenia należy wdrożyć: czy będzie proces karny, czy karno-administracyjny, czy przestępstwo się nie przedawniło. KNW może też zdecydować, że będzie prowadzić sprawę sama, albo poprosić biskupa o przeprowadzenie procesu na miejscu, albo zwrócić się do innej diecezji czy metropolii. Dzieje się tak z różnych powodów: czasem biskup mówi, że nie ma odpowiednich prawników, czasem oskarżony jest osobą znaną i ważną, więc lepiej, aby o jego winie zdecydował sąd w innej diecezji. Zwykle jednak proces odbywa się w diecezji oskarżonego kapłana, a Kongregacja musi zostać poinformowana o jego rezultacie. Jeżeli biskup chce nałożyć karę najwyższą, espiatoria perpetua, czyli wykluczenie z kapłaństwa, musi poprosić KNW o mandat.

Jak długo to wszystko trwa?

Zależy od okoliczności. Kodeks prawa kanonicznego mówi, że proces nie powinien trwać dłużej niż rok. Oczywiście najpierw czeka się na odpowiedź z KNW, czy proces ma się odbyć. Na szczeblu diecezji nie powinien trwać dłużej niż kilka tygodni, ale często to nierealne, bo trzeba przesłuchać świadków, którzy nie zawsze są dostępni. Każdemu należy dać możliwość złożenia zeznań, również strona oskarżona może powołać świadków obrony. Stąd trudno określić konkretne ramy czasowe, w których da się zamknąć każdą sprawę.

Ile spraw jest w tej chwili rozpatrywanych w KNW?

Nie jestem w stanie podać aktualnych statystyk, bo od siedmiu lat nie jestem już rzecznikiem sprawiedliwości, który się takimi sprawami zajmował.

Był nim Ksiądz Arcybiskup w latach 2002-12 i wtedy mówił o 3 tys. prowadzonych spraw przeciwko księżom, z czego 10 proc. dotyczyło pedofilii w sensie ścisłym, a więc aktywności seksualnej wobec dzieci przed okresem dojrzewania, a pozostałe to przypadki efebofilii, czyli kontaktów seksualnych z osobami w okresie dojrzewania, tej samej lub przeciwnej płci. Czy dziś jest spraw więcej czy mniej?

Proszę pamiętać, że tamta liczba wiązała się z lawiną oskarżeń, jaka w latach ­2003-04 napłynęła ze Stanów Zjednoczonych. Mimo że, powtarzam, nie potrafię podać dokładnych statystyk, to jestem przekonany, że obecnie liczba spraw jest mniejsza.

Co robić, gdy pojawią się oskarżenia w stosunku do osoby zmarłej? Zwłaszcza znanej, zasłużonej dla Kościoła i społeczeństwa?

W takim przypadku nie może być mowy o procesie karnym, który można wytoczyć tylko osobie żyjącej. Nie przewiduje tego ani prawo kanoniczne, ani państwowe. Chodzi raczej o skonfrontowanie się z prawdą, zwykle bolesną. Ludzie mają prawo do poznania prawdy, nawet jeśli jest to powodowane gniewem czy frustracją. To pozwala im poradzić sobie z traumą albo po prostu, psychologicznie rzecz ujmując, oczyścić pamięć. Potrzebny jest jednak proces historyczny, nie sądowy. Podobnie – choć à rebours – jak w procesie kanonizacyjnym, którego też nie przeprowadza się wobec osób żyjących, można powołać komisję historyczną.

Sprawcy popełniają ciężkie przestępstwo, a potem głoszą moralne nauki, sprawują sakramenty… Jak to wytłumaczyć?

To ogromna tajemnica – ludzkiej słabości, ale i psychiki, która tworzy mniej lub bardziej prymitywne mechanizmy obrony i dostosowania się do sytuacji traumatycznej czy konfliktowej. Bo grzech, zwłaszcza tak wielki, stwarza w sumieniu kapłana przerażający konflikt pomiędzy ideałem, jakiego kiedyś szukał w kapłaństwie, a życiem.

Czy nie jest tak, że księża – w końcu specjaliści od rozgrzeszania – sami zbyt łatwo się rozgrzeszają?

Nie można samemu się rozgrzeszyć. Jak? Przed lustrem? To nie golenie.

Miałem na myśli łatwe usprawiedliwianie swego postępowania.

Owszem, niektórzy mają zdolność łatwego usprawiedliwiania się. To boli mnie najbardziej. Szukają każdej łagodzącej okoliczności, próbują się tłumaczyć: zostałem uwiedziony, to nie moja wina, jestem słabym człowiekiem… Trzeba pamiętać, że – czy to ze względu na przyczyny, czy słabość sprawcy, czy skutki grzechu, jakie spadły na innych – każdy taki przypadek to oddzielna tragedia.

A co powiedziałby Ksiądz rodzicom dzieci, którzy boją się dziś zapisać syna do grupy ministrantów albo córkę do parafialnej scholi? Na co powinni zwracać uwagę?

Przede wszystkim prosiłbym ich, by byli osobiście zaangażowani w to, co dzieje się w ich parafii. Obecność rodziców albo ich przedstawicieli, do których mają zaufanie, jest gwarancją również dla księży pracujących w parafii. W żadnej organizacji kościelnej zrzeszającej dzieci, czy to będą ministranci, czy chór, czy jakakolwiek inna inicjatywa, nie powinno się zostawiać dorosłego sam na sam z dzieckiem. To kwestia roztropności. Trzeba też wymagać od parafii, by wprowadziła mechanizmy ochrony dzieci. Na przykład by spotkania nie odbywały się w pomieszczeniach prywatnych, by miały charakter transparentny.


Czytaj także: Marta Zdzieborska: Nie chcę biernie patrzeć


Rodzice i opiekunowie muszą też być świadomi pewnych niepokojących symptomów. Na przykład gdy dziecko przestaje jeść, nie chce iść na spotkanie ministrantów czy próbę chóru, jest przygnębione… Trzeba z dziećmi rozmawiać. One muszą wiedzieć, że mają możliwość opowiedzenia o tym, co czują, co je spotkało.

Są też przecież tragiczne przypadki, gdy dziecko nie chce iść do kościoła, bo było molestowane, a rodzice je zmuszają, ponieważ mają do księdza zaufanie. Zaufanie można mieć, ale zawsze trzeba też być ostrożnym i uważnym.

Co powinno się w Kościele zmienić? Jeśli nie od razu, podczas spotkania biskupów, to w najbliższej przyszłości?

Wszyscy zadajemy sobie to pytanie. Na pewno jak najszybciej powinno się zmienić podejście do przepisu, który nakazuje zgłoszenie sprawy. Wymóg sprawiedliwości jest imperatywem, który każdy musi zrozumieć. Inna rzecz, którą według mnie należy mocno przemyśleć i rozwinąć, to kwestia odpowiedzialności episkopatu, liderów Kościoła, w kontekście synodalnym. Jak pisał Franciszek w „Liście do Ludu Bożego” w sierpniu 2018 r.: ochrona dzieci nie jest sprawą kilku osób, odpowiedzialnych czy sprawujących funkcje duszpasterskie. To sprawa całego Ludu Bożego. A do tego potrzebna jest zmiana kulturowa w Kościele.

Może powinniśmy zacząć inaczej myśleć o Kościele? Ciągle słyszymy, że Kościół jest święty, tylko ludzie grzeszni. A może to nie pojedynczy ludzie są zepsuci, ale instytucja sama w sobie – jej struktury i systemy: edukacji, formacji kapłańskiej, kościelnego awansu?

Nie, nie mogę powiedzieć, że system jest zepsuty, tylko że potrzebuje ciągłej, nieustannej reformy. Słowa „wierzę w święty Kościół” są aktem wiary. Przedmiot wiary nie zawsze jest dla nas wyraźny. Wierzymy w świętość Kościoła, ale wiemy też, że ta rzeczywistość zależy i od nas. Jesteśmy grzesznikami, ale jednocześnie szukamy świętości życia.

Struktury są neutralne, można ich użyć w dobrym lub złym celu. Podobnie jak prawo. Ale nie one są sercem Ewangelii, tylko spotkanie z Jezusem. Stosujmy kryterium św. Ignacego z Loyoli: tantum quantum (o tyle, o ile). Struktura jest dobra o tyle, o ile pomaga nam być wiernymi Jezusowi. Jeżeli nie, trzeba ją zmienić.

Czy kształcenie w seminariach przystaje do obecnych czasów i problemów? Czy wychowawcy kleryków nie żyją w przekonaniu, że kształtują elitę – liturgiczną, duchową, moralną, kulturalną, w dodatku męską i bezżenną. Że produkują „superchrześcijan”?

Jan Paweł II, wielki i święty papież, w adhortacji „Pastores dabo vobis” mocno podkreślał, że formacja kapłanów musi opierać się na czterech filarach. Pierwszym jest formacja ludzka. To według mnie najbardziej aktualny i pilny aspekt przygotowania przyszłych księży. Jak mówił św. Jan Paweł II, każdy człowiek powołany jest do miłości. Celibat, który młody człowiek wybiera, decydując się na kapłaństwo, też musi być wyrazem miłości. Taka powinna być motywacja. To pragnienie powinno być wsparte przez mocną formację ogólnoludzką, także psychologiczną. Jeśli nie zrobiliśmy tego, o czym mówił Jan Paweł II w 1990 r., to znaczy, że niczego nie zaczęliśmy.

Franciszek też mówi jasno o pokusie klerykalizmu. O traktowaniu kapłaństwa jako platformy władzy i znaczenia. Pan Jezus nie przyszedł, żeby mu służono, ale żeby służyć. Wystarczy popatrzeć, jak myje stopy uczniom. I brać przykład. Nie ma innego sposobu. ©℗

Abp Charles Scicluna (ur. 1959) jest prawnikiem kanonistą, arcybiskupem Malty. Od 1995 r. pracował w Kurii Rzymskiej, najpierw w Najwyższym Trybunale Sygnatury Apostolskiej, potem w Kongregacji Nauki Wiary (od końca 2018 r. jest jej sekretarzem pomocniczym). Prowadził sprawy związane z najpoważniejszymi przestępstwami duchownych, szczególnie dotyczące molestowania małoletnich. Koordynował m.in. śledztwo ws. Marciala Maciela Degollado, założyciela Legionistów Chrystusa. Na początku 2018 r. Franciszek mianował go specjalnym wysłannikiem do Chile z zadaniem zbadania mechanizmów tuszowania przypadków pedofilii przez biskupów.


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przeczytałem i coś mi tu nie pasuje, Abp. Prowadził sprawę Degollado której łeb ukręcił JP II, a mimo to w tekście kilkakrotnie powołuje się na św, JP II Wielkiego, będącego jakoby autorytetem w sprawach nadużyć. Zupełnie nie jestem zainteresowany krytyką JP II, ale aby całość trzymała się kupy, należy być odrobinę konsekwentnym. Kolejną sprawą wątpliwego jakości, jest rozpatrywanie tych spraw przez lokalnego biskupa. Przekładając to na język zależności służbowych, wygląda to mniej więcej tak. Majster gnębi i gnoji pracowników, kierownik oko przymyka, bo liczy się wydajność. Pracownicy skarżą się dyrektorowi, a ten odsyła do kierownika, który puszcza oko majstrowi. „ Zdarzają się przecież oskarżenia fałszywe, motywowane choćby chęcią otrzymania odszkodowania. Oczywiście od razu mówię, że odszkodowania trzeba płacić, ale wtedy, gdy są zasadne i mają oparcie w faktach” I tu jest pies pogrzebany - nieprawdaż. Chodzi o to by odszkodowań nie płacić, niestety jeśli sądy orzekną to trzeba, ale jeśli tylko się da, trzeba zamiatać po dywan. W sumie to obowiązek ochrony dziecka leży po stronie rodziców, nie dopilnowałeś, to się teraz martw. Ludzie listy pisać lubią, szczególnie gdy ich nie podpisują. Piszą do instytucji, urzędów, organizacji - ot taka natura. Przy każdym kościele parafialnym kręci się spora grupka zdewociałych istot. One wszystko wiedzą, nie tylko o księdzu, wiedzą tą się chętnie dzielą. Biskupi doskonale się orientują kto z kim i jak, w sumie to zwyczajne towarzystwo wzajemnej adoracji, dlatego nie liczyłbym na jakiś spektakularny proces samooczyszczenia.

krótko mówiąc biorą na przeczekanie - a tymczasem owieczki wstają z kolan i pośmiertnie wymierzają surową sprawiedliwość biskupiemu koleżce z Gdańska, notorycznemu pedofilowi
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]