Religia pokusą

1. niedziela Wielkiego Postu
Czyta się kilka minut

Bóg ma nam zapewnić pod dostatkiem chleba, zagwarantować bezpieczeństwo i możliwość panowania nad innymi ludźmi i całą rzeczywistością. Sam przecież nakazał ziemię podbijać, podporządkowywać naszym potrzebom. Ale marzymy też, nie mówiąc tego głośno, a nawet ukrywając to przed sobą samym, jakby było dobrze, gdyby dało się zapanować również nad Bogiem. Wtedy dopiero bylibyśmy w domu.

Kuszenie Jezusa, po przeposzczeniu przez Niego czterdziestu dni i nocy, to właśnie miało na celu. Skoro jesteś Synem Boga, aż tak mocno, nierozerwalnie związanym z Bogiem, a jednocześnie wciąż czegoś ci do szczęścia brakuje, to udowodnij, że ta więź nie jest złudzeniem. Zadziałaj na rzeczywistość tak, jak na Boga przystało. Zapanuj nad światem i nad ludźmi. Jeśli tego nie dokonasz, będzie to znaczyło, że żyjesz złudzeniami. Poza tym, po co harować, tracić siły na zdobywanie środków do życia, po co taplać się w polityce, po co wreszcie zawracać sobie głowę Bogiem, który wobec tego, co się tutaj dzieje, jest tak samo bezradny jak człowiek?

Powyższy scenariusz kuszenia Jezusa jest plagiatem, powtórzeniem tego, który został napisany dla Adama i Ewy. Ich tragedia, a także nasza, polega na tym, że dajemy się zwieść złudzeniom. Największemu oszustwu, które samo siebie zachwala i każe wierzyć, że jedynie ten jest szczęśliwy, kto wszystkich trzyma w garści. Historia ludzkości aż nadto dobitnie o tym świadczy. Skutki ulegania tej pokusie są tak przerażające, że jej korzeni szukamy w sferze pozaziemskiej i postrzegamy ją nie jako coś, ale jako kogoś, i za Biblią nazywamy Kłamcą, Oszustem, który dobrze wie, gdzie znajduje się najsłabszy punkt w duszy, w psychice człowieka religijnego.

Bóg chrześcijan przecież nie obiecuje, czego tylko człowiek zapragnie, w przeciwieństwie do zmyślonych bogów, którzy co prawda też nie zawsze spełniają pokładane w nich nadzieje, ale to tylko dlatego, że proszący jest sam sobie winien. Nie spełnił warunków, od których zależy skuteczność starań, czyli modłów i ceremonii. Na przykład niezbyt wytrwale i dokładnie odmawiał przypisane formułki modlitewne. A przecież nie po to Bóg pozwala światu rządzić się swoimi prawami, by co i raz musiał ręcznie podkręcać tę wciąż szwankującą maszynerię, jaką jest kosmos. Stąd nawet cud nie jest jakąś bożą, nadzwyczajną interwencją, ale przypomnieniem człowiekowi, że również to, co dzisiaj niemożliwe, już za chwilę może zaistnieć.

To dlatego Wielki Post rozpoczynamy od posypania głów popiołem, który w powszechnym przekonaniu uchodzi za symbol przemijania, skończoności, wręcz nicości. Tymczasem, gdy na popiół popatrzeć po chrześcijańsku, okaże się, że wprost przeciwnie - jest on symbolem trwania, niezniszczalności, nieśmiertelności. Popiołu nie ima się ogień, bo ogień go zrodził, nie ima się go woda, nie radzi sobie z nim wiatr.

Dlatego nad trumną mówimy do tego, który się obraca w proch, by żył w pokoju. W ten sposób potwierdzamy wiarę w wieczność całej rzeczywistości. Nie tylko duszy, ale i ciała. Całego człowieka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2011