Poniedziałek 5 sierpnia z pewnością zapisze się w burzliwej historii Bangladeszu. Około drugiej trzydzieści po południu czasu miejscowego z kompleksu rządowych rezydencji Bangabhaban w pobliżu uniwersytetu w Dhace wystartował wojskowy śmigłowiec MI-8 . Na jego pokładzie znajdowała się - jak potwierdził nieco później głównodowodzący armii, generał Waker-Uz-Zaman - premierka Bangladeszu, 76-letnia Szejk Hasina wraz z młodszą siostrą Szejk Rehaną. Kobiety udały się do Agartali, stolicy indyjskiego stanu Tripura graniczącego z Bangladeszem, a stamtąd do New Delhi. Prawdopodobnie zmierzają do Londynu. Przed ucieczką z kraju - jak twierdzą dziennikarze w Dhace - polityczka zamierzała wystąpić z telewizyjnym apelem do rodaków, ale nie zdołała zrealizować tego planu.
Dymisja premier Hasiny
Nieco wcześniej media podały informację, że sprawująca nieprzerwanie władzę od 2009 roku Hasina podała się do dymisji tuż przed opuszczeniem kraju. W tej chwili nie wiadomo czy liderka rządzącej Ligi Ludowej (Awami League) dobrowolnie ustąpiła ze stanowiska dla zapobieżenia dalszemu rozlewowi krwi w kraju targanym od początku lipca gwałtownymi zamieszkami, czy też rezygnację wymusiła na niej armia. O tym, że na szczytach władz kraju mogło dojść do cichego przewrotu wojskowego może świadczyć to, co wydarzyło się tuż po ogłoszeniu rezygnacji Szejk Hasiny.
Generał Waker-Uz-Zaman poinformował, że wojsko wyznaczy przejściowy gabinet „w ciągu kilku godzin”. Do siedziby sztabu generalnego został również zaproszony profesor Asif Nazrul z wydziału prawa uniwersytetu w Dhace, którego wojskowi poprosili o zaapelowanie do studentów o „powstrzymanie rozlewu krwi”. Tłum rozwścieczonych protestujących na wieść o ucieczce premier Hasiny z kraju zaatakował kompleks Bangabhaban oraz siedzibę partii rządzącej. W godzinach wieczornych nad budynkami rządowymi pojawił się ogień. W spotkaniu w kwaterze głównej armii, jak podkreślono w komunikacie, nie brali udziału ani przedstawiciele rządzącej do niedawna Awami League, ani opozycyjnej Bangladeskiej Partii Narodowej.
Dzień wcześniej organizacje studenckie ogłosiły, że w poniedziałek spróbują w „w długim marszu” wkroczyć do stolicy kraju z miejscowości na jej peryferiach. Największa grupa licząca kilkadziesiąt tysięcy osób ruszyła o świcie z miasta Narayanganj, jednego z najstarszych ośrodków przemysłowych w kraju, opiewanym także w wielu dziełach literackich w języku bengalskim. Do godzin przedpołudniowych przemarsz blokowały wojsko i policja, dopiero po ogłoszeniu upadku rządu Szejk Haliny kolumny maszerujących przedostały się przez główne arterie komunikacyjne do Dhaki. Według danych Dhaka Medical College Hospital w porannych zamieszkach między siłami porządkowymi i protestującymi śmierć poniosło 10 osób, a ponad sto innych trafiło do szpitali.
Protesty studenckie w Bangladeszu
Zamieszki, które doprowadziły do upadku rządu, wybuchły w Dhace i największych miastach kraju na przełomie czerwca i lipca. Sąd Najwyższy nieoczekiwanie nakazał wówczas przywrócenie zawieszonego sześć lat wcześniej kwotowania - czyli zasad naboru do pracy w sektorze publicznym, które umożliwiały de facto dziedziczenie takich posad przez bliskich osób zasłużonych w walce o niepodległość kraju w 1971 roku. W 2018 roku, po masowych protestach studenckich, władze zniosły przepisy, które aż 56 proc. miejsc pracy w służbie publicznej oddawały na wyłączność potomkom kombatantów, ale także kobietom i przedstawicielom mniejszości etnicznych. Z tej puli łącznie aż 30 proc. miejsc zarezerwowano właśnie dla potomków „bohaterów 1971 roku”.
Na początku lipca studenci zajęli kampusy uniwersyteckie i odmówili ich opuszczenia, mimo że rząd do odwołania zamknął wszystkie uczelnie, a na demonstrantów posłał policję i uzbrojonych w maczety bojówkarzy rekrutowanych spośród Ćhatra League, młodzieżówki rządzącej partii Awami. Do odwołania wyłączono w Dhace także dostęp do mobilnego internetu, aby utrudnić koordynację protestów. Władze wprowadziły następnie stan wyjątkowy, ale to jedynie zaogniło sytuację. Tylko do końca lipca w Dhace zginęło w zamieszkach co najmniej 250 osób. Około dziesięciu tysięcy osób trafiły do aresztów.
Nic nie zapowiadało, by również rząd zamierzał ustąpić przed protestującymi studentami. Jeszcze w niedzielę 4 sierpnia premier Hasina nazwała organizatorów zapowiadanego marszu na stolicę „terrorystami” i zapowiedziała wyciągnięcie wobec nich surowych konsekwencji. W starciach z policją i wojskiem tylko tego dnia zginęło ponad 20 osób.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















