Grube czarne litery, składające się na to hasło, musiała pisać wzburzona ręka. Nie trzymają linii i niemal zlewają się w jedno słowo. „Przynajmniej na stadionach FIFA będą zestawy do pierwszej pomocy” – czytamy na kawałku kartonu, który trzyma nad głową młoda Marokanka.
Za jej plecami, na zdjęciu jednej z agencji prasowych, tłum rówieśniczek i rówieśników również powiewa własnoręcznie wykonanymi transparentami.
Ten protest w Rabacie, stolicy Maroka, przebiegnie spokojnie. Za to na przedmieściach Agadiru, półmilionowego kurortu nad Atlantykiem, policja nie wytrzyma ciśnienia i otworzy ogień do demonstrantów; zginą dwie osoby. Ich śmierć rozsierdzi ulicę bardziej niż wcześniejsza informacja, że w miejscowym szpitalu zmarło kilka młodych kobiet, którym nie udzielono należytej pomocy.
Nastroje w Maroku względnie uspokoi dopiero król Mohammad VI: zabierając głos, w specjalnym orędziu obieca zwiększyć wydatki na zdrowie i edukację o równowartość ok. 15 mld dolarów. Wezwie też do „przyspieszonych reform”, których celem ma być poprawa jakości życia młodych Marokańczyków.
Maroko: władze zlekceważyły nastroje wśród młodych
Iskrą, która w połowie września doprowadziła do wybuchu protestów w głównych miastach Maroka, była informacja, że budowa wielkiego stadionu piłkarskiego i remont kilku innych nie zamknie się w planowanej kwocie 5 mld dolarów. Maroko wydaje te pieniądze, gdyż jest współgospodarzem mundialu w 2030 r. (obok Hiszpanii i Portugalii).
Stadion imienia króla Hasana II, ojca obecnego monarchy, powstaje w Benslimane, 40 km od Casablanki. Ma pomieścić 115 tys. widzów. Dla władz jest nie tylko wyznacznikiem ich modernizacyjnych aspiracji, ale też symbolem rosnącego znaczenia Maroka w regionie.
O tym, że w tym punkcie rząd całkowicie mija się z nastrojami społecznymi, zwłaszcza wśród młodych, już na początku roku przestrzegały kolejne sondaże. Wynikało z nich, że poparcie dla mundialu i związanych z nim wydatków systematycznie spada.
W marokańskich mediach społecznościowych popularność zyskało za to hasło „Stadiony są, ale gdzie są szpitale?”. Oraz: „Nie potrzebujemy mundialu, lecz pracy”. Atmosferę zaogniły plotki, jakoby w budowę w Benslimane włączyły się firmy powiązane z ludźmi ze sfer rządowych.
W niedzielę 14 września młodzi demonstranci starli się z policją w Casablance. W kolejnych dniach protesty – coraz gwałtowniejsze i coraz brutalniej tłumione – miały miejsce w Fezie, Rabacie, Marrakeszu, Tangerze i Agadirze. Na 19 września władze zaplanowały uroczystość, podczas której miały przedstawić stan przygotowań do mundialu. Premier Aziz Achannusz odwołał ją w ostatniej chwili. Zamiast fety zapowiedział audyt wydatków.
Na próżno. Trzy dni później protesty objęły już kilkanaście miast w całym kraju. Wedle oficjalnych informacji zginęły w nich trzy osoby.
Nepal: rząd blokuje internet, internauci wychodzą na ulice
Gdy w Maroku dopiero gęstniała atmosfera, w Nepalu protesty młodych już trwały.
12 września prezydent Ram Ćandra Paudel rozwiązał parlament, a misję stworzenia rządu tymczasowego, który ma doprowadzić kraj do zaplanowanych na marzec 2026 r. wyborów, powierzył 73-letniej Suśili Karki, byłej przewodniczącej Sądu Najwyższego. W istocie była to desperacka próba usankcjonowania status quo, które elitom narzuciła ulica.
Wszystko zaczęło się w lipcu, gdy rząd rozpoczął prace nad ustawą o bezpieczeństwie cyfrowym, która – wbrew nazwie – miała być kneblem na wolność słowa. Pod pretekstem walki z dezinformacją, nowe prawo miało pozwolić rządowi na blokowanie serwisów i kont społecznościowych, które „naruszają porządek publiczny”.
Gdy 4 września władze w Katmandu faktycznie zablokowały dostęp do 26 serwisów i platform społecznościowych (w tym TikToka, Instagrama, Discorda i platformy X), na ulice stolicy i większych miast wyszło ponad 200 tys. ludzi. Głównie uczniów i studentów.
Rząd wysłał przeciw nim służby mundurowe. Protestujący, używający na masową skalę technologii VPN (zapewniającej bezpieczną sieć), obchodzili rządowe blokady i skrzykiwali się w sieci na kolejne demonstracje. Zwykle pod hasztagiem #UnpluggedRevolution, rewolucja wykluczonych.
9 września w Katmandu, Pokharze i Lalitpurze na ulice wyszło ponad pół miliona ludzi. Dołączyło do nich wojsko. Premier Khadga Prasad Szarma Oli złożył dymisję. Rząd tymczasowy szybko cofnął wszystkie blokady sieci i zapowiedział powołanie komisji do spraw reform cyfrowych.
Protesty wyciszyła jednak dopiero inna obietnica: rząd zobowiązał się do utworzenia miejsc pracy w administracji dla młodych Nepalczyków.
Bangladesz: krótka historia politycznej przemocy
Nepal i Maroko dzieli 7 tys. kilometrów. Łączy skala nepotyzmu i korupcji w życiu publicznym oraz brak perspektyw dla młodych. W obu krajach bezrobocie wśród ludzi do 24. roku życia przekracza 20 proc.
Pod tym względem Nepal i Maroko bardzo przypominają Bangladesz – trzeci kraj, w którym na przestrzeni ostatnich miesięcy protesty generacji Zet wymusiły korektę polityki.
W krótkiej, acz burzliwej historii Bangladeszu (niepodległy jest od 1971 r.) obalonym liderom rzadko udawało się ujść z życiem. W 1981 r. od kul spiskowców zginął prezydent Ziaur Rahman. W 1975 r. grupa oficerów, rozgoryczonych nieudolnością rządu utworzonego przez prezydenta Mudźibura Rahmana, zaatakowała go; w masakrze zginął Rahman (architekt niepodległości), jego żona i trzech synów z żonami, a także kilkadziesiąt innych osób. Ocalały dwie córki, które bawiły w Europie.
Niemal pół wieku później, 5 sierpnia 2024 r., jedna z tych córek, Szejk Hasina – pełniąca funkcję premierki Bangladeszu – wsiadła na pokład wojskowego śmigłowca i wraz z młodszą siostrą opuściła rezydencję w Dhace. Kilka godzin później wylądowały w Indiach.
Kontrolę nad państwem przejęło wojsko, a jego dowódcy zapowiedzieli, że doprowadzą do sformowania gabinetu tymczasowego „w ciągu kilku godzin”. Do sztabu generalnego zaprosili profesora Asifa Nazrula z uniwersytetu w Dhace i poprosili, by zaapelował do studentów o „powstrzymanie rozlewu krwi”. Na próżno. Tłum protestujących, wściekłych na wieść o ucieczce premier Hasiny, zaatakował i podpalił rządowy kompleks.

Studenci protestują przeciw dziedziczeniu urzędów
Zanim premierka Hasina uciekła, przez największe miasta Bangladeszu przetoczyły się protesty, których motorem była – podobnie jak później w Nepalu i Maroku – młodzież i młodzi dorośli. Ich przyczyną była zaś decyzja Sądu Najwyższego, która poza Bangladeszem mogłaby wydać się nawet egzotyczna, gdyby nie pociągnęła tylu ofiar.
Sąd nakazał mianowicie przywrócić tzw. kwotowanie (zawieszone sześć lat wcześniej), czyli zasady naboru do pracy w sektorze publicznym, które umożliwiały dziedziczenie posad przez bliskich tych urzędników, którzy wcześniej zasłużyli się w walce o niepodległość.
W 2018 r., po masowych protestach studentów, władze zawiesiły te przepisy. Ktoś policzył, że aż 56 proc. miejsc pracy w służbie publicznej oddawały one na wyłączność potomkom kombatantów, a także kobietom i przedstawicielom mniejszości etnicznych. Z tej puli 30 proc. miejsc zarezerwowano konkretnie dla bliskich „bohaterów 1971 roku”.
W lipcu 2024 r. studenci – znów studenci – zajęli kampusy i odmówili ich opuszczenia, choć rząd zamknął czasowo wszystkie uczelnie, a na demonstrantów posłał policję i uzbrojonych w maczety bojówkarzy, rekrutowanych wśród Ćhatra League, młodzieżówki rządzącej partii Awami. Ponadto w stołecznej Dhace wyłączono dostęp do mobilnego internetu, aby utrudnić koordynację protestów.
Władze wprowadziły następnie stan wyjątkowy, ale to jedynie zaogniło sytuację. Tylko do końca lipca 2024 r. w Dhace zginęło co najmniej 250 osób, a 10 tys. trafiło do aresztów.
Państwa na dorobku, obywatele bez perspektyw
Na pozór może to zdumiewać: tak dramatyczne w skutkach protesty wybuchły w kraju, który w ostatnich latach należy do najszybciej rozwijających się państw globu. W 2024 r. gospodarka Bangladeszu – kraju o powierzchni mniej więcej połowy Polski, a mającego ponad 20 mln więcej ludności niż Rosja – urosła o ponad 4 proc. Od 2020 r. bangladeski PKB wzrósł łącznie o prawie 30 proc.
W tej kategorii Nepal i Maroko wypadają słabiej, bo ze wzrostem PKB na poziomie odpowiednio o 14,3 i 8,7 proc. Jednak w obu przypadkach trudno mówić o gospodarczej stagnacji (dla porównania: w Polsce gospodarka urosła w tym samym czasie o 13,8 proc.).
Wszystkie trzy kraje łączy natomiast wysoki odsetek bezrobotnych wśród młodych. W Bangladeszu pracy nie miało w 2024 r. niemal 11,5 proc. osób w wieku 15-24 lata. Przy czym, zdaniem miejscowych ekonomistów, statystyki oddają raczej stan rzeczy w stolicy i głównych miastach, a nie w całym kraju; gorzej jest zwłaszcza na wsi.
W Nepalu położenie młodych jest jeszcze bardziej niekorzystne: oficjalne dane mówią o bezrobociu na poziomie aż 21 proc. wśród osób w wieku 18-24 lata. Podobnie jest w Maroku: w 2024 r. bez pracy było 22 proc. młodych.
A pensje? Średnia w Bangladeszu to ok. 225 dolarów, ale większość młodych – zwłaszcza zatrudnionych w sektorze odzieżowym, głównej gałęzi gospodarki – może liczyć najwyżej na 180-200 dolarów miesięcznie. Waloryzacja pensji nie nadąża za inflacją, która uparcie trzyma się pułapu 8 proc. rocznie.
W Nepalu średnia zarobków to także ok. 220 dolarów. Na tle obu państw mocno w górę odstaje Maroko, gdzie średnie wynagrodzenie oscyluje na poziomie tysiąca dolarów. Jednak pensje młodych, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, rzadko przekraczają 500 dolarów.
Pokolenie Zet ma dość nierówności i starych elit
Nic też dziwnego, że w tych trzech tak szybko rozwijających się krajach wspólnym mianownikiem protestów były również oskarżenia elit o nepotyzm i korupcję.
W Bangladeszu odsetek mieszkańców, którzy wegetują poniżej oficjalnego progu nędzy (tj. za mniej niż dwa dolary dziennie), na przestrzeni trzech ostatnich lat urósł z 18,7 proc. do ponad 25 proc. Kraj stoi nie tylko na produkcji odzieży – jego towarem eksportowym od dekad jest też tania siła robocza. Nieprzypadkowo najbogatszym obywatelem, z majątkiem szacowanym na 12 mld dolarów, jest Musa Bin Szamser, twórca agencji pracy tymczasowej DATCO.
Z kolei w Nepalu, żyjącym z turystyki, średnią pensję windują wynagrodzenia specjalistów. W języku potocznym funkcjonuje zaś pejoratywny termin nepo-kids: to bananowa młodzież z domów zamożnych oficjeli, która nie musi się martwić o przyszłość, bo tę zaaranżowali im wpływowi rodzice.
Stare elity, przeciw którym występują dziś młodzi Nepalczycy, Bengalczycy i Marokańczycy, to w olbrzymiej większości ludzie z pokolenia w dorosłość wchodzącego w latach 80. i na początku lat 90. XX w. W państwach, nazywanych wtedy Trzecim Światem, masowa turystyka i outsourcing produkcji jawiły się jako panaceum na społeczne i gospodarcze bolączki.
W ten porządek były wpisane też nierówności dochodowe, co kolejne roczniki przyjmowały nawet nie tyle z rezygnacją, co ze zrozumieniem. Na szybkim rozwoju gospodarki prędzej czy później zyskiwać mieli wszyscy. Aż przyszło bolesne otrzeźwienie.
Zetki kwestionują model rozwojowy swoich krajów
Dziś młodzi z Maroka, Nepalu i Bangladeszu dostrzegli już, że służalczy model rozwojowy, który ich państwom zaszczepiono jakby z taśm montażowych Toyoty, na dłuższą metę jedynie utrwala nierówności.
O co chodzi z tą Toyotą? W latach 70. XX w. japońscy menedżerowie wymyślili system organizacji produkcji, oparty na szybkich dostawach podzespołów dla fabryk tylko w niewielkich ilościach, dopiero wtedy, gdy są potrzebne. Model ten, nazwany potem just in time (ang. w samą porę), dawał duże oszczędności na magazynowaniu, ale wymuszał na koncernie stałą współpracę z zewnętrznymi dostawcami.
Szefowie Toyoty nie zdawali sobie wtedy sprawy, że usprawniając tak produkcję, przestawiają zarazem globalną gospodarkę na tory outsourcingu produkcji poza Japonię, bo tam było taniej, a gospodarki takich państw jak Bangladesz, Nepal czy Maroko uzależnią od zamówień z zagranicy.
Elity rządzące w Dhace, Rabacie i Katmandu wciąż łączy przekonanie, że ich kraje mogą się rozwijać jedynie w ten sposób. Jednak dla dwudziestolatka z Bangladeszu ze średnią krajową, który na nową toyotę corollę musiałby pracować 29 lat, nie jest to już oczywiste. Dlatego protesty w Dhace nadal trwają.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















