W tenisie, kiedy odpuścisz zagranie zakładając, że piłka będzie autowa, mówi się potocznie, że „przysędziowałeś”. Dziś zdecydowanie „przysędziowałam” zakładając, że spotkanie Igi Świątek z Naomi Osaką będzie dla polskiej tenisistki prostą sprawą, wręcz formalnością.
To przecież dopiero druga runda turnieju w Paryżu, a Naomi – była numer 1 rankingu WTA i tenisistka utytułowana – dopiero co wraca do rozgrywek po przerwie macierzyńskiej. Japonka nigdy nie była też specjalistką w grze na mączce – w przeciwieństwie do Świątek, która podczas Roland Garros triumfowała trzy razy i broni w Paryżu tytułu. Uznałam więc, że mogę spokojnie odpuścić ten dzisiejszy mecz i sama w tym czasie pojechać na ceglany kort, żeby zaliczyć tam cudownie amatorskie rozgrywki.
Kiedy skończyłam swój mecz (przegrałam, jeśli kogoś to zainteresuje), sprawdziłam wynik spotkania Igi i Naomi w sieci: remis w setach. Zaskoczona przyspieszyłam powrót do domu. Kiedy dotarłam przed telewizor, zaczynał się set trzeci.
Pierwszy na swoje konto po godzinnej walce i zdecydowanie wygranym tie-breaku zaliczyła Iga (7:6, tie-break 7:1), drugi szybko, bo po niecałych trzydziestu minutach, padł łupem japońskiej tenisistki (6:1). Osaka serwowała wyśmienicie, była trudna do przełamania, goniła Świątek po narożnikach kortu, prowadziła 4:1, żeby potem doprowadzić do piłki meczowej – którą Świątek wybroniła. Od tego momentu, przy stanie 5:2, Polka zaczęła nadrabiać punkty, przełamując w kolejnych gemach Osakę. Wreszcie, po trzech godzinach nieprawdopodobnie intensywnej gry, po odrobieniu kilku gemów z rzędu i punktach, które eksperci tenisowi będą dziś analizować do późnej nocy, w Paryżu zatriumfowała Świątek (7:5).
Podczas gratulacji nad siatką zawodniczki serdecznie się uściskały, co w świecie tenisa, a zwłaszcza kobiecego, nie jest normą: Świątek i Osaka zawsze wypowiadają się o sobie z dużym szacunkiem i życzliwością.

– „Jak doszło do podbramkowej sytuacji, to dopiero wtedy byłam w stanie się skoncentrować tak, jak powinnam. Może potrzebowałam tego zimnego prysznica – mówiła Iga o swojej grze w pomeczowym wywiadzie dla Pawła Kuwika z Eurosportu.
Świątek: być tu i teraz
Cała sportowa walka na korcie centralnym Philippe’a Chatriera trwała równe trzy godziny, wśród licznych okrzyków i wybuchów entuzjazmu kibiców na trybunach, na których – jak pokazywały transmisyjne kamery – było jeszcze sporo wolnych miejsc.
Praca, solidność i najlepszy tenis – to że w pomeczowych wypowiedziach te słowa odmieniane są przez Świątek przez wszystkie przypadki, nikogo już nie zaskakuje. To, jak imponujące jest przygotowanie fizyczne i mentalne polskiej tenisistki, eksperci i komentatorzy podkreślają wielokrotnie. Imponuje również subtelna i potężna zarazem siła walki o swoje, w każdym aspekcie, którą Świątek pokazuje stale: tym razem prosząc kibiców na paryskim korcie o to, by przy kluczowych zagraniach jak serwis czy return zachowywali spokój i ciszę, pozwalając jej się skupić na byciu tu i teraz.
Osaka: powrót mistrzyni
„La victoire appartient au plus opiniâtre”, czyli „Zwycięstwo należy do najbardziej wytrwałych” – głosi motto, które zawodniczki i zawodnicy widzą, grając na korcie centralnym w Paryżu. W tym meczu zwycięstwo na swoje konto zapisała Świątek, ale uznanie za wytrwałość należy się także Japonce.
Bo Naomi Osaka wracająca do touru tenisowego cieszy niezwykle, zwłaszcza w takim stylu, wytrwale odbudowując swoją najlepszą tenisową formę. Zawodniczka, która w sporcie odciska ślady nie tylko tytułami i wynikami, ale także otwartym mówieniem o sprawach najważniejszych, jak zdrowie psychiczne, depresja i walka nie tylko o punkty, ale przede wszystkim o siebie. I którą po prostu dobrze widzieć na światowych kortach.
O meczu Świątek-Osaka wielu już mówi, że było to spotkanie godne finału Rolanda Garrosa. Poczekajmy jednak do finału 8 czerwca. Na pewno był to mecz godny tych dwóch dziewczyn: wybitnych i utytułowanych tenisistek, które doskonale wiedzą, co to znaczy bronić tytułu i być najlepszą – ze wszystkimi tego gloriami i obciążeniami. I które wiedzą, że takie spotkania i takie wyniki nie wydarzają się przez przypadek.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















