O takich spotkaniach eksperci tenisowi mówią często, że to „mecze z momentami”. Przeciwniczką Igi Świątek w finale Roland Garros była w tym roku 28 letnia Włoszka Jasmine Paolini. Tenisistka o częściowo polskich korzeniach: jej babcia pochodzi z Łodzi, gdzie jako dziewczynka Jasmine spędzała wakacje. Włoszka weszła w mecz – pierwszy o takiej wielkoszlemowej stawce w jej karierze – bez kompleksów. Znana z optymizmu i wesołego usposobienia zawodniczka serwowała na korcie uśmiechy także wtedy, gdy kolejne punkty serwowała jej rywalka.
Finał zaczął się intensywnie. Po jednej z najdłuższych wymian między zawodniczkami, dwudziestu pięciu uderzeniach na dużej intensywności, jedna z kortowych kamer pokazała twarz Igi Świątek, która wyglądała, jakby ledwo co przyspieszył jej oddech. I na tej intensywności, połączonej z nieprawdopodobnym spokojem, Polka pozostała do końca.
Po stosunkowo szybkim pierwszym secie, który trwał trzydzieści pięciu minut i zapisał się na konto Polki, przyszedł set drugi. Ten rozpoczął się od sprawnego otwarcia serwisowego przez Świątek, a im dalej w gemy, tym w grze Paolini coraz więcej było błędów i nerwów. Włoszka biegała i walczyła, ale robiła się na korcie jakby coraz mniej obecna.
Dominacja Świątek stawała się mocniejsza i mocniejsza z kolejnymi minutami i gemami zaliczanymi na jej konto. Kiedy Paolini wygrała gema przy stanie 5:0 dla Polki, paryskie trybuny zareagowały radością – kibice, którzy w komplecie zapełnili stadion Philippe’a Chatriera chcieli oczywiście, żeby mecz trwał jeszcze dłużej.

Jednak po godzinie i siedmiu minutach Świątek miała pierwszą piłkę meczową (a w zasadzie piłkę mistrzowską). I jedna wystarczyła, by mecz zakończyć zwycięstwem z wynikiem 6:2; 6:1. Tym samym Świątek zapisała na swoje konto piąty wielkoszlemowy tytuł, a czwarty zdobyty na paryskich kortach.
Mistrzynie, które dominują swoje czasy
Podczas wystąpień na uroczystej ceremonii kończącej kobiecy turniej w singlu pierwsza głos zabrała Jasmine Paolini: gratulowała zwycięstwa Idze i dodała, że granie w Paryżu przeciwko niej to chyba najtrudniejsze zadanie w ich sporcie. Na koniec dodała krótkie „Dziękuję bardzo” po polsku.

Kiedy wybrzmiewał na paryskim korcie polski hymn, Świątek słuchała go z przymkniętymi oczami. Gdy zabrała głos, były uśmiechy, wzruszenia i westchnięcia. I – czego tylko możemy się domyślać – poczucie ulgi.
Świątek zaczęła zwyczajowo od podziękowań dla Jasmine Paolini i jej zespołu. Potem były kolejne: zespołowi, rodzinie, kibicom, organizatorom, sponsorom i innym. Głos na mikromomenty wiązł jej w gardle. „Mój Boże, na pewno zapomniałam o kimś” – mówiła z rozbrajającą szczerością, za którą uwielbiają ją kibice.
„Do zobaczenia za rok” – dodała na koniec. Ale na kolejne mecze Igi Świątek w Paryżu nie będziemy tym razem musieli czekać tak długo. To właśnie na kortach Rolanda Garrosa będą się odbywały olimpijskie rozgrywki tenisowe już latem. A dziś, 8 czerwca, Iga Świątek po raz kolejny udowodniła, że czuje się tam jak u siebie. I oby tak było zawsze, nie tylko późną paryską wiosną.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















