Reklama

Przegadajmy to

Przegadajmy to

21.10.2019
Czyta się kilka minut
Barnesa w literaturze interesuje nieskończona potencjalność, w ramach której opozycja prawdy i fałszu zostaje nie tyle unieważniona, co raczej zbyta niedbałym wzruszeniem ramion.
D

Dla Juliana Barnesa, jednego z najważniejszych współczesnych brytyjskich autorów, opowiadanie historii nigdy nie jest czynnością neutralną, rozrywką służącą zabiciu czasu. Fikcja to dla niego żywioł pierwotny, podstawowy pierwiastek budujący rzeczywistość. Wypełnia szczelnie naszą pamięć – zarówno tę indywidualną, jak i zbiorową – jest również jedynym medium, które umożliwia nam wgląd w to, co minione. Dlatego fikcja podmywa wszystkie filary pozornie stabilnych języków i instytucji, takich jak historia, filozofia czy prawda. A za naiwną wiarę w ich stabilność i obiektywność przychodzi często słono zapłacić.

Każda historia, która u Barnesa jest nam opowiadana, de facto tworzy się dopiero na naszych oczach – rodzi się w bólach jako zlepek sprzecznych relacji, do tego wielokrotnie zapośredniczonych i filtrowanych. Doskonale pokazuje to choćby brawurowa książka biograficzna „Papuga Flauberta” z 1984 r., w której życie i twórczość autora „Pani Bovary” jest jedynie pretekstem dla mgławicowej konstrukcji opowieści o postaciach i wydarzeniach, które mogły, ale wcale nie musiały zaistnieć. Tym samym już na początku swojej literackiej drogi Barnes wyraźnie zaznacza, że w literaturze interesuje go przede wszystkim nieskończona potencjalność, w ramach której opozycja prawdy i fałszu zostaje nie tyle unieważniona, co raczej zbyta niedbałym wzruszeniem ramion.

Nie inaczej dzieje się w przypadku dzieł bardziej jednoznacznie kwalifikowanych przez krytyków jako powieści (choć jak w przypadku wszystkich wybitnych pisarzy, podziały gatunkowe u Barnesa są umowne). Widać to szczególnie dobrze w nagrodzonym Bookerem „Poczuciu kresu”, książeczce skromnej objętościowo, ale chyba konstrukcyjnie najbardziej wyrafinowanej w jego dorobku. Tragiczną historię Adriana Finna poznajemy przepuszczoną przez podwójny filtr – dziennik, który zostawił po swojej samobójczej (?) śmierci, a także pamięć podstarzałego już Tony’ego Webstera, który szybko okazuje się świadkiem mało wiarygodnym.

Warto zarysować ten szerszy kontekst twórczości Barnesa, aby dobrze umiejscowić w nim wczesną powieść „Pomówmy szczerze” (1991). To pozornie prosta, senna wręcz historia romansowego trójkąta rozgrywającego się na londyńskich przedmieściach. Stuart i Gillian wiodą względnie szczęśliwe życie – on jest nieźle zarabiającym menadżerem bankowym, ona zajmuje się renowacją starych obrazów. W ich związku brakuje jednak iskry. Tu wkracza na scenę Olivier – przyjaciel Stuarta jeszcze z czasów szkolnych. Wygadany bon vivant bez grosza przy duszy, za bardzo zajęty kolejnymi erotycznymi podbojami i kontemplacją własnego ego, by zająć się poważniejszą pracą. Słowem, karykaturalne wręcz przeciwieństwo statecznego i nudnego Stuarta. Nie mija dużo czasu, gdy uczucia Gillian zaczynają przenosić się na Oliviera, co ostatecznie prowadzi do rozwodu i powtórnego zamążpójścia.

U Barnesa nic jednak nie jest proste – nawet romanse znudzonych mieszczan. Cała narracja jest bowiem prowadzona aż z trzech perspektyw: każdy z bohaterów tej tragifarsy opowiada nam swoją wersję wydarzeń. Od samego początku pojawiają się drobne rozbieżności, które łatwo mogą umknąć naszej uwadze. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem niespójności dotyczą rzeczy coraz istotniejszych – wszak mamy tu do czynienia z emocjonalno-psychologicznym thrillerem, w którym bohaterowie gęsto tłumaczą się ze swoich życiowych wyborów, jednocześnie przerzucając się odpowiedzialnością za małżeńsko-przyjacielskie zdrady.

I tu dochodzimy do sedna problemu – Barnes proponuje bowiem bardzo oryginalną konwencję opowieści, nie od razu zrozumiałą dla czytelnika. Bohaterowie bowiem relacjonują kolejne epizody ze swoich związków, zwracając się do tajemniczej, zakulisowej instancji. Początkowo wygląda to jak perwersyjna sesja terapeutyczna dla poliamorystów, szybko jednak okazuje się, że w roli psychoanalityka zostaliśmy obsadzeni my sami. Bo to właśnie czytelnik – konfrontowany z zasadniczo różnymi wersjami tej samej historii – musi zdecydować, komu zechce zaufać. Sprawę komplikują dodatkowo z rzadka pojawiające się głosy innych ludzi, zewnętrznych świadków, których trójka głównych bohaterów bardzo niechętnie dopuszcza do dyskusji.

Dlatego w tym kontekście polskie tłumaczenie tytułu powieści, nawet w ironicznym sensie, okazuje się niefortunne – nie o szczerość bowiem tu chodzi. Prawda znajduje się poza horyzontem zainteresowania wszystkich zaangażowanych. I nie chodzi nawet o to, że każdy z bohaterów świadomie mataczy, aby pokazać się z najlepszej strony. W oryginale tytuł brzmi „Talking it over” – i to właśnie przegadanie innych jest tu właściwą stawką konfliktu. Skoro bowiem rzeczywistość składa się z tysięcy konkurujących ze sobą opowieści, zwycięzcą okazuje się ten, kto opowiadać potrafi najskuteczniej. ©℗

Julian Barnes POMÓWMY SZCZERZE, przeł. Katarzyna Kasterka, Świat Książki, Warszawa 2019

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]