Reklama

Projekt górnośląski

Projekt górnośląski

05.08.2019
Czyta się kilka minut
Czy sto lat temu mogło powstać państwo górnośląskie, niezależne od Polski i Niemiec? Pytanie nie jest wcale abstrakcyjne.
Polscy powstańcy i cywile podczas trzeciego powstania śląskiego, 1921 r. ULLSTEINBILD / BEW
I

I wojna światowa nie przetoczyła się przez Górny Śląsk. Ba, wcześniej ostatni raz wojna zagościła tu za Napoleona, a powróci dopiero w 1939 r. (wschodnia część regionu) lub w pierwszych tygodniach roku 1945 (część zachodnia).

Ale rok 1918 wywraca tutejszy porządek do góry nogami. Niemcy pogrążają się w chaosie: rozpada się cesarstwo, w kraju wybuchają rewolucje komunistyczne, cesarz Wilhelm ucieka do Holandii. W pierwszych dniach stycznia 1919 r. prezydent rejencji opolskiej (lokalny przedstawiciel rządu) ostrzega Berlin, że Górny Śląsk „stał się bezbronny”.

Niemiecka gospodarka chwieje się w posadach – i według Piotra Greinera, dyrektora Archiwum Państwowego w Katowicach, to ten aspekt miał kluczowy wpływ na rozczarowanie Górnoślązaków Niemcami. W „Historii Górnego Śląska” Greiner pisze: „Wydaje się, że na załamanie się wśród Górnoślązaków »niemieckiego mitu« nie miały takiego wpływu niepowodzenia na frontach, jak załamanie się gospodarcze Rzeszy Niemieckiej u schyłku Wielkiej Wojny. Obalone zostało powszechne przekonanie o sprawności i potędze tego państwa” (mit ten zostanie zresztą potem odbudowany dwukrotnie: w połowie lat 20. i wkrótce po II wojnie światowej w Niemczech zachodnich).

Ponadto, gdy na frontach I wojny światowej milkną działa, o wiele należących do Niemiec ziem upominają się sąsiedzi. Zdziwienie Berlina budzą polskie roszczenia wobec Górnego Śląska. Spodziewano się, że Polacy będą walczyć o Wielkopolskę czy Pomorze Gdańskie, ale Górny Śląsk wydaje się na stałe zintegrowany z Niemcami. Polska wszak nie straciła go w wyniku zaborów – odpadł od niej jeszcze w czasach piastowskich.

Nie jest to jednak pełny obraz poniemieckiego Górnego Śląska (poniemieckiego, bo inny los spotka poaustriacką część regionu, m.in. Śląsk Cieszyński czy Opawski), który po 1918 r. jest obiektem walki polsko-niemieckiej. Istniały bowiem jeszcze inne drogi. Jedną z nich, niezupełnie nieprawdopodobną, była samodzielność Górnego Śląska.

Projekt intelektualistów

Najgorętsze zabiegi o powołanie państwa górnośląskiego przypadają na okres między jesienią 1918 r., gdy upada Cesarstwo Niemieckie, a latem 1919 r., gdy kończy się konferencja wersalska.

Tutejsi niepodległościowcy byli świadomi, iż proklamowanie własnego państwa bez zgody aliantów oznaczałoby jego szybką likwidację przez Niemców. Musieli więc szukać poparcia Zachodu. Na poniemieckiej części Górnego Śląska wiodącą wśród środowisk opowiadających się za niepodległością regionu była grupa skupiona wokół adwokata Ewalda Latacza oraz braci: księdza Tomasza Reginka i nauczyciela doktora Jana Reginka.

Pierwsze powojenne lata to czas „sprawdzam” dla różnych projektów państwowych. Projekt górnośląski był teoretyczną konstrukcją dość wąskiej grupy intelektualistów. W porównaniu do ukraińskiego, a nawet białoruskiego, był zupełnie nieprzygotowany. Co łączyło jednak Górnoślązaków, Ukraińców i Białorusinów, to konieczność zmieszczenia się między dwiema silniejszymi narracjami, tożsamościami i państwowościami (odpowiednio: polską i niemiecką oraz polską i rosyjską). Należało się odróżnić, aby nie tylko inteligenci, ale i lud upomniał się o samodzielny kraj. Dla Górno­ślązaków nie zostało miejsca między Niemcami i Polakami, by u progu XX w. stworzyć osobny naród. Ale mieli silną odrębność.

Projekt górnośląskich niepodległościowców – zakładający neutralne państwo, na wzór Belgii lub Szwajcarii – opierał się na dwóch tezach: że Górny Śląsk jest jednym organizmem (i nie może być podzielony) oraz że Górnoślązacy to naród (odrębny od polskiego i niemieckiego). O ile pierwsza była zasadna, o tyle druga mocno naciągana.

Choć przecież nie trzeba mieć narodu, by otrzymać państwo. Od 1913 r. do dziś liczba państw w Europie mniej więcej się podwoiła. W wielu przypadkach to nie naród tworzył państwo, lecz państwo tworzyło bądź w ogromnej mierze kształtowało naród. Tak było z Białorusinami, Bośniakami czy Mołdawianami – i tak mogło stać się z Górnoślązakami.

Śląsk jak Palestyna?

– Brytyjczycy chcieli wyłączyć pewne obszary sporne spod kompetencji państwowych. Według Lloyda George’a miały to być Górny Śląsk czy roponośny okręg borysławsko-drohobycki – mówi historyk prof. Andrzej Chwalba. – Brytyjski premier chciał, aby było to terytorium mandatowe pod kuratelą Ligi Narodów. Tak samo przejmowano kolonie: nie bezpośrednio, lecz przez Ligę Narodów. Górny Śląsk miałby stać się czymś na kształt ­Mezopotamii czy Palestyny. Alianci oświadczyliby, że ze względu na toczące się konflikty i brak świadomości narodowej Ślązaków ci ostatni będą mogli swobodnie rozwijać się pod międzynarodowym protektoratem.

Chwalba podkreśla, że w przypadku Górnego Śląska Brytyjczycy liczyli, że to oni będą głównym rozgrywającym, i że w imieniu Ligi Narodów (a tak naprawdę sami) będą zarządzać jego zasobami. Wówczas górnośląski węgiel nie konkurowałby już z węglem brytyjskim.

Brytyjczycy nie chcieli też wzmacniać Polski i Czechosłowacji, które upominały się o Górny Śląsk. Wraz z końcem wojny rywalem dla Londynu coraz bardziej stawali się Francuzi, a coraz mniej Niemcy. Londyn chciał, by Niemcy szachowały od wschodu Francję, a nie, aby Paryż miał silnych sojuszników za plecami Niemiec (tego ostatniego chcieli Francuzi, stąd ich gotowość sojuszu z odrodzoną Polską). Londyn chciał w Europie „równowagi”, na czym miał nadzieję zyskiwać tak, jak po kongresie wiedeńskim 1814-15.

Pomysł brytyjski nie był zresztą jedynym projektem niezależności Górnego Śląska od trzech państw ościennych.

– Trzeba traktować pruski i austriacki Górny Śląsk jako całość. W Komisji Międzysojuszniczej w Cieszynie przedstawiciele Wielkiej Brytanii, USA i Włoch poparli umieszczenie opcji niepodległości Śląska Cieszyńskiego [o który spierały się Polska i Czechosłowacja – red.] w planowanym plebiscycie, jednak zablokował to przedstawiciel Francji. W efekcie prezydent Wilson wysłał na Śląsk Komisję Węglową, która forsowała utworzenie „państwa węglowego” z pruskiego Górnego Śląska, Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego i Zagłębia Dąbrowskiego. Niestety, Amerykanie ostatecznie wycofali się z polityki europejskiej – mówi Dariusz Jerczyński, autor budzącej duże spory „Historii Narodu Śląskiego” (doczekała się już kilku wydań). Jedną trzecią książki poświęca on okresowi 1918-22 i projektowi stworzenia republiki górnośląskiej.

Historyk Ryszard Kaczmarek tłumaczy, że amerykański pomysł „państwa węglowego” narodził się w związku z ideą rozczłonkowania Niemiec (wróci ona na chwilę także po II wojnie światowej). – Straszono Niemców, że jeśli nie podpiszą traktatu wersalskiego, nastąpi powrót do sytuacji sprzed 1871 r., czyli ich rozdrobnienia. Zresztą to wśród Niemców pojawiła się koncepcja, by utworzyć np. oddzielne Prusy, których nie obejmą traktat wersalski i reparacje. Ale nie ma to nic wspólnego z programem separatystów, którzy chcieli Górnego Śląska na wzór późniejszego Wolnego Miasta Gdańsk: suwerenem miałaby być Rada Ligi Narodów, a miejscowi zachowaliby odrębny samorząd. Miało to funkcjonować podobnie jak kantony szwajcarskie, gdzie każdy jest w miarę niezależny.

Jerczyński wskazuje, że ideą Brytyjczyków zainteresował się jeden z najbogatszych lokalnych magnatów: książę pszczyński Jan Henryk XV von Hochberg (znany w kreacji Jana Nowickiego z filmu „Magnat”). Wielu arystokratów śląskich było wśród tych, którzy jako pierwsi postulowali niepodległość regionu. Nie chcieli płacić reparacji, nie chcieli też, by ich majątki przecięła granica. Stąd po 1918 r. wielu z nich łożyło na ruch niepodległościowy.

Bez trzeciej opcji

Do traktatu wersalskiego, podpisanego w czerwcu 1919 r., nie trafia jednak zapis o niezależnym Górnym Śląsku. Jego los ma rozstrzygnąć plebiscyt, a opcje będą dwie: za Niemcami lub Polską.

Ryszard Kaczmarek: – W Paryżu była delegacja górnośląskich separatystów, ale decyzja mocarstw z 28 czerwca 1919 r. przekreśliła szanse na niepodległość. Kto miałby wesprzeć republikę górnośląską, skoro postulaty separatystów odrzucały Paryż, Londyn, Waszyngton i Rzym, a także Berlin i Warszawa? Po konferencji powoli zanikają oni jako realna siła polityczna. Można ich dostrzec jeszcze w kampanii plebiscytowej. Ale o marginalizacji tego środowiska świadczą wybory samorządowe w dwudziestoleciu międzywojennym: i na polskim, i na niemieckim Śląsku nie udało im się uzyskać poważnego poparcia.

Andrzej Chwalba: – Niepodległość Górnego Śląska była niemożliwa, gdyż Brytyjczycy nie przekonali do tego pomysłu ani Francuzów, ani Amerykanów, ani nawet Włochów. Nikt nie miał interesu w tym, by Londyn tworzył w Europie własny system kolonialny. Gdy więc Brytyjczycy spostrzegli, że nie przejmą kontroli nad regionem, podjęli grę mającą prowadzić do plebiscytu. Nie chcieli, by cały Górny Śląsk znalazł się w polskich rękach.

Wobec rozstrzygnięć konferencji pokojowej i represji niemieckich dążenia niepodległościowe wyhamowały, choć nie ustały. Wielu działaczy dołączyło do obozu polskiego lub niemieckiego – starając się wywalczyć taką samodzielność, jaka wydawała im się możliwa (np. status niemieckiego państwa związkowego na wzór Bawarii).

Jednak rok 1919 nie oznaczał kresu zabiegów na rzecz państwa górnośląskiego. W książce „Wojciech Korfanty. Biografia polityczna” Marian Orzechowski opisuje, że jeszcze w 1921 r. – najpewniej w trakcie trzeciego powstania lub zaraz po nim – do Korfantego zwracał się członek brytyjskiej Partii Pracy, który obiecywał poparcie tego ugrupowania i premiera ­George’a dla idei niepodległości. Orzechowski pisze: „Można tylko przypuszczać, że dla Anglików realizacja koncepcji samodzielnego Śląska oznaczać mogła wybrnięcie z poważnych kłopotów dyplomatycznych”. Po regionie hulała plotka, że Korfanty zdradzi Polskę i ogłosi się dyktatorem „freistaatu” (z niemieckiego: wolnego państwa).

Pojemne słowo: niepodległość

A jakim poparciem cieszyła się koncepcja niepodległości wśród samych Górnoślązaków? Na to pytanie trudno odpowiedzieć.

– Opcja niepodległości Górnego Śląska mogłaby liczyć na poparcie miażdżącej większości aktywnych politycznie Ślązaków – uważa Jerczyński. – Związek Górno­ślązaków [czołowa od 1919 r. organizacja działająca na rzecz niepodległości regionu – red.] podawał liczbę 300 tys. swoich członków w 1920 roku, a w grudniu 1921 r. już 500 tys. członków.

Autor „Historii Narodu Śląskiego” przyznaje jednak, że organizacja nie pobierała składek członkowskich – zbierała wyłącznie deklaracje.

Ponadto w latach powojennego chaosu idea niepodległości mogła dla różnych osób oznaczać różne rzeczy. Dla jednych – rzeczywistą samodzielność. Dla innych – zmiany administracyjne, np. autonomię w ramach Niemiec, Polski czy Czechosłowacji (na Górnym Śląsku poaustriackim). Różnie rozumiane mogło być także samo słowo „niepodległość”: jako suwerenność, samodzielność, niezawisłość, autonomia, wreszcie realna niepodległość.

Inna rzecz, że nastroje zmieniały się wtedy szybko: inne były tuż po klęsce Niemiec w I wojnie światowej i załamaniu gospodarczym, inne kilka lat później, gdy sytuacja gospodarcza Niemiec się ustabilizowała.

W każdym razie projekt niepodległościowy zakończył się fiaskiem.

Co by było...

Republika górnośląska, gdyby powstała na terytorium plebiscytowym, miałaby w 1921 r. liczbę mieszkańców taką jak ówczesna Litwa czy Urugwaj, około dwukrotnie wyższą niż Estonia, Albania czy Paragwaj, kilkukrotnie zaś większą niż Wolne Miasto Gdańsk. Dominowałaby w niej kultura niemiecka, zapewne postępowałaby germanizacja obywateli i oddalanie się od polskości. Niewykluczone, że po kilkunastu latach silne byłyby postulaty powrotu do Niemiec, a „freistaat” nie ustrzegłby się losu Austrii.

Profesor Uniwersytetu Śląskiego Zygmunt Woźniczka zastanawiał się kilka lat temu, na łamach magazynu „Fabryka Silesia”, jak taki kraj w międzywojniu mógłby funkcjonować. Twierdził, że państwo górnośląskie byłoby silne gospodarczo i zachowałoby związki z Niemcami. Wielkim plusem dla lokalnego przemysłu byłoby to, że nie musiałby ani spłacać reparacji narzuconych pokonanym Niemcom, ani pokrywać kosztów reform Władysława Grabskiego (ważnych dla odbudowy gospodarczej Polski).

Woźniczka widział też minusy. Państwo górnośląskie byłoby odgrodzone od sąsiadów barierą celną, pozbawione polskiego zaplecza taniej żywności i siły roboczej (co podnosiłoby koszty wydobycia węgla i produkcji przemysłowej). Na rynku niemieckim też trudno byłoby mu się przebić. Kolejnymi problemami byłby brak inwestycji z Berlina i Warszawy oraz możliwy brak kadr technicznych i urzędniczych, które mogłyby częściowo wyemigrować.

Z kolei prof. Marek Czapliński pisał (również w magazynie „Fabryka Silesia”): „Można byłoby spodziewać się raczej poważnych trudności ze zbytem towarów górnośląskich, co prowadziłoby do zamykania kopalń, fabryk, hut i coraz większego bezrobocia. Robotnicy kraiku, widząc dużo lepsze warunki pracy i życia w Niemczech, prawdopodobnie wróciliby do sprawdzonej już doświadczalnie emigracji na zachód”.

Gdyby powstał górnośląski „freistaat”, bardzo dużo straciłaby Polska. Przyłączenie części Górnego Śląska w 1922 r. przyniosło prawie trzykrotny przyrost jej potencjału przemysłowego. Bez tego regionu mogłaby nie powieść się nie tylko reforma Grabskiego; mogłyby nie powstać magistrala węglowa i Gdynia.

A po II wojnie światowej? Wtedy państwo górnośląskie byłoby albo okupowane (przynajmniej do lat 50., jak Austria), a później stałoby się sowieckim satelitą. Albo zostałoby włączone w granice Polski. Byłby to już jednak inny Górny Śląsk niż ten, który znamy dzisiaj.

Ale to tylko fantazje. ©

TRYPTYK GÓRNOŚLĄSKI

Musiało minąć sto lat od powstań śląskich, aby powstała pierwsza o nich książka, która spełnia dwa warunki: tłumaczy je obiektywnie i przekrojowo oraz „jest do czytania”. Wraz z „Polakami w armii kajzera” oraz „Polakami w Wehrmachcie” współtworzy ona tryptyk prof. Ryszarda Kaczmarka o Górnym Śląsku. Przy czym dwie pierwsze książki różnią się zasadniczo od trzeciej. O ile tamte traktowały o wydarzeniach jednak mało znanych, tutaj jest odwrotnie: o powstaniach śląskich słyszał (chyba) każdy, a jednak są one wciąż niezrozumiane, obrosłe legendami. Tymczasem wydaje się, że trudniej jest odkłamywać historię, niż opowiadać o jej nieznanych kartach.

Kaczmarek stawia mocną tezę – odczytując powstania jako (niewypowiedzianą) wojnę polsko-niemiecką – i mierzy się przy tym z licznymi mitami. Nie ogranicza się jednak do opowieści o samych walkach Jest to panoramiczna opowieść o regionie w pierwszych latach po I wojnie światowej. Autor nie stroni też od plastycznych opisów kontekstu – górnośląskiego społeczeństwa czy tożsamości.

Niewykluczone, że Kaczmarek zdążył z tą książką w ostatnim momencie. Najpewniej gdy minie setna rocznica powstań, poza samym Śląskiem zostaną one znów odłożone do lamusa. Dobrze, że zostanie chociaż ta książka. ©

Ryszard Kaczmarek POWSTANIA ŚLĄSKIE 1919-1920-1921. NIEZNANA WOJNA POLSKONIEMIECKA, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]