Reklama

Program partii programem szkoły

Program partii programem szkoły

05.09.2017
Czyta się kilka minut
Edukacyjna „dobra zmiana” dotknie bezpośrednio kilkanaście milionów Polaków, w tym tysiące nauczycieli. Dlaczego w takim razie nie natrafiła na większy opór?
JACEK GAWŁOWSKI
Z

Zbliża się wędrówka ludów. Uczniów, dowożących ich rodziców, ale przede wszystkim nauczycieli – wieszczy prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

– Czekają nas ogromne wydatki, których miało nie być. Za reformę zapłacą mieszkańcy – grzmią samorządowcy, a niektórzy (Łódź, Warszawa) wysyłają na adres resortu edukacji rachunki.

– Przed nami drenaż kadry, i to głównie młodej! – ostrzega zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki społecznej Piotr Kowalczuk.

– Dezorientacja, niepewność, chaos – powtarzają jak refren rodzice, nie bardzo rozumiejąc, o co właściwie w tej zmianie chodzi.

4 września ruszył największy od niemal dwóch dekad remont polskiej oświaty. Większy niżby się mogło zdawać, bo dotykający nie tylko – i wcale nie przede wszystkim – samej struktury oraz nauczycielskich etatów.

Uczeń rozdwojony

Za nami pierwszy etap...

16194

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pragmatyczna uwaga mojej niemieckiej koleżanki: " po co wprowadzać tak kosztowne zmiany bez gwarancji poprawy jakości kształcenia"...Nic dodać, nic ująć;-)

dla możliwości przeprowadzenia czystek kadrowych i intensywnej indoktrynacji światopoglądowej dzieci i młodzieży - to dla pisowskich popłuczyn po komunie dobrze znane i akceptowane metody na sprawowanie władzy

1. Tak naprawdę to kosztowna była poprzednia reforma oświaty, wprowadzana w 2000-2001 r., która wymusiła budowę tysięcy gimnazjów w Polsce za pieniądze samorządów. Jak wówczas zareagował Tygodnik Powszechny tudzież ZNP? Były jakieś masowe protesty? 2. A nie przyszło do głowy, że duża część "milczących" "biernych" zwyczajnie zgadza się z tą reformą?

Z mojego doświadczeni, to naszych współobywateli guzik obchodzi czego, ile i jak będą uczyć się ich dzieci. Przykład (dzisiaj zasłyszane): Mamo , zapiszę się na religię, ksiądz nie wymaga pieczątki z mszy, a średnią sobie poprawię. Zrób tak dziecko.

I tak oto chciwymi łapskami samych biskupów sprowadzono nauczanie religii na dno szkolnych rankingów. Można się śmiać, można płakać - było do przewidzenia.

W 2000 roku reforma była po pierwsze dlatego,że na rynek pracy wchodziły roczniki niezbyt do niego dostosowane ( tak sądzę...) bezrobocie było na poziomie 20 % więc dłuższa edukacja miała jakiś sens.Poza tym pewnie nikt już nie pamięta, ale wprowadzenie gminazjów miało być powrotem do starych, dobrych przedwojennych czasów z małą i dużą maturą. Ja tam do milczących nie należę,podpisałam petycję o referendum ale wylądowało w koszu.... Teraz reforma jest tylko po to,żeby sentymenalnie wrócić do słodkich czasów epoki PRL...Ja tam za tym nie tęsknię i ubolewam,że moje dziecko doświadczy 8 klasowej podstawówki, podczas gdy w większości krajów europejskich system kształcenia jest wieloetapowy z gminazjum po drodze...Likwidacja tychże nie zlikwiduje problemów młodzieży w tym wieku ( dojrzewania)

Zapominamy o drugim aspekcie tzw. reformy. Koncentrując się na strukturze "nowej szkoły", zapominamy o zamierzanych programach nauczania i zamierzonych rezultatach. A o tym mówił nawet aparatczyk pisowski. Szkołą ma wykształcić nowego obywatela na miarę pisu. To ma być mało analizujący, mało myślący samodzielnie człowiek reagujący na hasło patriotyzm, naród, narodowy, bohaterski itp. Nie może wiedzieć o różnorodnościach poglądów, zachowań, musi mieścić się w wyznaczone ramki. To wynika z założeń programowych nowej szkoły. Dziękując naszym przearcywielebnym za rozpętanie, swego czasu, burzy na temat genderu, możemy śmiało powiedzieć, ze było to przyzwolenie dla eksperymentu społecznego jaki właśnie zaczynamy.

do niedawna byłam wrogiem edukacji domowej, szkołom niepaństwowym - teraz chyba zweryfikuje poglądy. tyle ze na egzaminach od moich wnuków będzie się wymagało podstawy programowej :/

Myślę,że na tej reformie najbardziej stracą dzieci ludzi najbardziej z niej zadowolonych. Dzieci z małych miejscowości zamast otworzyć się na świat idąc do gimnazjum, zostaną w swoim wiejskim "hermetycznym" srodowisku. Czy dotrą tam dobrzy nauczyciele z fizyki,chemii, języka obcego? Mam spore wątpliwości.

ciemnego ludu?

ale zastanawiam się po co ludziom ze wspomnianych środowisk dobry nauczyciel fizyki, chemii czy języka obcego. Zachłystujemy się wciąż na nowo wartością dobrego wykształcenia nie patrząc na możliwość jego spożytkowania - co jeśli jedyna oferta pracy w regionie dotyczy taśmy montażowej lub kasy sklepowej. W takiej sytuacji wykonywanie pracy poniżej kwalifikacji jedynie wzmaga frustrację bo wykształcenie rozbudza aspiracje których nie sposób pogodzić z realnymi możliwościami.

Dziwne jest to, że to ZNP, niegdysiejszy "wroni związek" z lat 80-tych, wziął w obronę tracących pracę (całkowicie lub częściowo) nauczycieli, natomiast Solidarność niemal do końca "siedziała cicho". Może teraz się ruszy? Najwyższy czas.

Nigdzie się nie ruszy. Dzisiejsza "Solidarność" jest pro-PISowska, więc przeciwko "reformie oświaty" występować nie będzie. Co najwyżej przeciwko protestującemu ZNP. Tym bardziej, że nauczyciele to jednak elity, a reforma (tak jak konstytucja) jest przecież dla obywateli, a nie dla elit. :)

Szanowny Pan raczy zauważyć, że (nb powszechnie i notorycznie uprawiane) odnoszenie się do zjawisk sprzed blisko 40 lat najczęściej pozbawione jest sensu. Z powodu naturalnej wymiany pokoleniowej, reorientacji światopoglądowej itepe. Sama etykietka ze starym logo naprawdę niewiele znaczy. Solidarność najlepszym przykładem.

Pytanie, dlaczego reforma edukacji wchodzi w życie bez specjalnych oporów społecznych, może zadać tylko osoba patrząca na oświatę jako instytucję zapewniającą byt, etaty dla całkiem sporej rzeszy nauczycieli. Podnoszenie w dyskusji socjalu dla nauczycieli jest żenujące. Wszak to oni sami ciągle narzekają na konieczność doskonalenia zawodowego, wysokiej poprzeczki kompetencji i elastyczności edukacyjnej. Czyżby tak doskonale wykwalifikowana kadra, która uczy młodzież radzenia sobie w dorosłym życiu, utrzymania się na rynku pracy, sama była niezdolna do odnalezienia się w innej branży. Ciągle słyszę o głodowych pensjach, czyżby przy okazji owej reformy, nie nadszedł odpowiedni czas na rzucenie w diabły tak marnie płatnej pracy i zabłyśnięcie w bardziej lukratywnej branży? Moją ścieżkę edukacji przymusowej nawiedziło może trzech , czterech nauczycieli z pasją i talentem, była to kropla w morzu bylejakości i mizerii. Moje dzieci przecierały nowy edukacyjny szlak reform z lat 90, nie spotkali na swej ścieżce super kompetentnej kadry, królowała też zasada byleby do jutra, jakoś to będzie. Moje zderzenie ze światem realnym i zawodowym było bolesne, podobnie moje dzieci przeżyły rozczarowanie gdy lata zakuwania na egzaminy w uczelni, w pracy zawodowej okazały się bezsensowne. Teraz moje wnuki wleką do szkoły tornistry pełne śmiecia, na trzy zmiany. Jedne ćwiczenia w szkole, potem druga porcja w domu kolorowania, bazgrania…. Zamiast iść po południu na spacer, pograć w piłkę, pojeździć na rowerach, rodzice odrabiają z pociechami zadania domowe. Dziadkowie są bezużyteczni w tym dziele, my już tego nie ogarniamy na szczęście. Ostatnia reforma nie zaowocowała innowacyjnością w gospodarce, ani nie uszlachetniła społecznych relacji. Mamy teraz całe rzesze magistrów od tańca i podwody, obsługujących kasy w dyskontach, sfrustrowanych niedocenionych z przyrostem ambicji, nastawionych roszczeniowo z wygórowanymi oczekiwaniami. Na tę nową reformę też skoda pieniędzy, bo tak na prawdę to ona nic nie zmienia, uczeń dalej jest i będzie tylko uzasadnieniem dla etatu nauczyciela. Ci zdolniejsi, samouki dadzą sobie radę, tym co się uczyć nie chce i tak na niczym nie skorzystają. Jeśli chodzi o program nauczania, cóż ma za znaczenie czego w tej szkole będą się nasze dzieci uczyć jeśli wiadomo, że tego co najważniejsze, czyli co w życiu będzie im koniecznie potrzebne, nauczyć będą musieli się sami. Nas też kształtowano na ludzi socjalizmu, tymczasem nasze pokolenie go obaliło. Kazano ma czytać lektury, które skutecznie zniechęcały do czytania czegokolwiek. Do dziś śledzę tematy matur, a tam „dziady” niezmienni się trzymają. Nas goniono na pochody pierwszomajowe, ich pod pomniki i kościoły. Biegu czasy nikt nie zatrzyma, tak jak my machną ręką na szkołę, gdy tylko zamkną się za nimi drzwi ich budynków. Niby jaki sens ma obrona starego systemu, jedyny rzeczowy argument jaki słyszę to etaty. Drugi już jakby ciszej podejmowany, to wydłużenie czasu edukacji ogólnej. Ten argument rzeczywiście nieśmiało podnoszony, bo i po co wiedzieć nastolatkowi ile stanów ma USA i jak zwą się ich stolice. Ich amerykański odpowiednik z pewnością nie wie jak brzmi nazwa naszej stolicy, on nawet nie jest świadomy że Polska leży w Europie. Może by tak lepiej porozmawiać o rzeczywistych potrzebach edukacyjnych naszych dzieci i ich interes postawić na planie pierwszym i im podporządkować organizację nauczania - kto by się tam gówniarstwem przejmował.

Podobne teksty

Przemysław Wilczyński, Alina Idzikowska
Piotr Laskowski, Przemysław Wilczyński
Jan Wróbel, Przemysław Wilczyński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]