Reklama

„Ciemny lud” tego nie kupi

„Ciemny lud” tego nie kupi

05.09.2017
Czyta się kilka minut
PIOTR LASKOWSKI, nauczyciel, historyk: Jeśli nie zaczniemy myśleć o edukacji jako potrzebie ludzkiej i nie przestaniemy jej traktować jako zakładniczki rynku pracy, to żadne sprzątanie po PiS-ie nic nie da.
JACEK GAWŁOWSKI
P

PIOTR LASKOWSKI: Mogę ja zacząć?

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Bardzo proszę.

Po wypowiedzi na temat Jedwabnego Anna Zalewska nie powinna być ministrem edukacji. Każdy kolejny dzień pozostawania jej na tym stanowisku to wstyd dla polskiej oświaty.

„Dramatyczna sytuacja, która miała miejsce w Jedwabnem, jest kontrowersyjna. Wielu historyków, wybitnych profesorów, pokazuje zupełnie inny obraz” – mówiła, podając w wątpliwość polskie sprawstwo w zbrodni. Ale wypowiedzi skandalicznych było w polskiej polityce wiele i nikt nie tracił z ich powodu stanowisk.

Zapewne w wielu przypadkach również powinni je stracić. Ale tu mamy do czynienia z kłamstwem o szczególnym znaczeniu. Wypowiedzenie prawdy o Zagładzie, o polskim w niej współuczestnictwie, jest potrzebne: jest czymś, czego ludzie chcą, choć bardzo się boją. Jedną z największych zbrodni polityków...

17866

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Kiedyś usłyszałem od młodego człowieka, który uczył gry na pianinie mojego wtedy sześcioletniego syna - ludzie się dzielą na samouków i nieuków. Powiedział to w kontekście syna, który sam z siebie nauczył się plumkać i to całkiem sensownie. To co teraz napiszę, jest na pewno kontrowersyjne ale z perspektyw doświadczeń człowieka po pięćdziesiątce, twierdzę, że przymusowa edukacja państwowa, trwająca dłużej jak 8 lat, to strata czasu i pieniędzy. Te osiem lat to dostatecznie długo by posiąść umiejętność czytanie, pisania i liczenia, reszta musi wynikać z osobistej potrzeby, nie z przymusu. Państwo powinno wspomagać wszystkich chcących się uczyć dalej i czujących potrzebę rozwijania się. Całą resztę należy przyuczyć do praktycznego wykonywania zawodu dającego szansę na utrzymanie własne i rodziny. Proszę nie pisać o zasypywaniu przepaści i nierówności w dostępie do edukacji, tego w żadnym razie nie powodowała reforma z 1999. Owe nierówności niweluje internet, ale nawet szkoła nie potrafi nauczyć dzieci rozumnego z niego korzystania. Nauczyciel to nie tylko zawód, to stan ducha, poczucie misji i nieomylności, stan wielkiego oderwania od rzeczywistości, tej jaka czeka dziecko w przyszłości i tej obecnej. Oni mają program do zrealizowania, obojętnie jaki i nie ma znaczenia czy ten program przełoży się na lepsze życie ucznia w dorosłości. Śmieszy mnie gdy ktoś mówi, że po gimnazjach 84% uczniów ma maturę, cóż ta matura dziś znaczy. Komu potrzebny szewc z maturą, magister na kasie w Biedronce… Proszę nie opowiadać o ich wyższej świadomości, rozmawiam z tymi młodymi ludźmi gimnazjalnego i licealnego chowu. Nie dostrzegam aby cokolwiek jaśniej im świeciło w głowach niż mojemu niematuralnemu pokoleniu. Matura wtedy udziałem była 10% młodzieży i wcale nie gwarantowała dostania się na studia. Nie słyszałem aby ostatnio radykalnie podniosły się wskaźniki innowacyjności naszej gospodarki, wskaźniki posiadających papier magistra i owszem wzrosły niespotykanie, nic jednak z tego nie wynika. Dzieci tracą wtedy gdy szkoła jest źle zorganizowana, a nie gdy się w niej coś zmienia. Często obserwuje dzieciaki wracające z trzeciej zmiany, takie 10 letnie maluchy jeszcze, zima godzina 18 a oni wracają ze szkoły wlokąc tornistry za sobą niczym kule u nogi. Szkoła powinna zaspakajać kreatywność dzieci, tymczasem nauczyciel robi wszystko aby dziecko siedziało spokojnie w ławce i nie przeszkadzało zadawaniem kłopotliwych pytań. Bo to czy będą gimnazja czy nie, nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko to dla kogo organizujemy nauczanie, dla pożytku dzieci, czy dla nauczycielskich etatów.

Totalnie zgadzam się z kolegą. Moje doświadczenia są jeszcze przed 50-tką ale uważam dokładnie tak samo. Nie ma tu żadnej kontrowersji. Szkoła ma służyć rozwojowi dziecka. Każdy jest inny. Po jakimś czasie okazuje się czy służy to nam wszystkim, dzieciom, rodzicom czyli - społeczeństwu czy jedynie wypełnia zachłanność systemu ustawodawczego. To strata nie do uratowania, bez względu na to czy dziecko ma dziś lat 7, 10 czy 16. Myślenie w kategoriach społecznych nigdy jednak nie było mocną stroną ludzi będących u władzy w tym kraju.

(...)"Szkoła powinna zaspakajać kreatywność dzieci, tymczasem nauczyciel robi wszystko aby dziecko siedziało spokojnie w ławce i nie przeszkadzało zadawaniem kłopotliwych pytań" (...) tak, z tym cytowanym zdaniem przedmówcy jak najbardziej się zgadzam.Posiadam latorośl w szkole o profilu sportowym i te z natury nad-ruchliwe dzieci też mają siedzieć jak trusie...Natomiast co kwestii kreowania nowego człowieka i patrioty,nie mogę się zgodzić,że to wszystko jedno.Szkołę podstawową ukończyłam w słynnym roku 89 i stąd odraza prawie całego mojego pokolenia do uroczystości " patriotycznych",pieśni, pocztów sztandarowych,akademii ku czci...Jedyne co pamiętam pozytywnego, to " piosenka " My Pierwsza Brygada" którą nam nauczyciel muzyki pozwalał drzeć się niemiłosiernie i bez patosu...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]