Otwarcie nowej siedziby MSN zmieni pejzaż instytucji kultury w całej Polsce

Joanna Mytkowska, dyrektorka MSN w Warszawie: Masywność fasady nowej siedziby MSN-u z jej rzeźbiarskim różnicowaniem jest odpowiedzią na socrealistyczną architekturę placu Defilad. Jej minimalizm jest z kolei próbą znalezienia się w chaosie zabudowy centrum stolicy.
Czyta się kilka minut
Nowy budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej // Fot. Marta Ejsmont / materiały prasowe
Nowy budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej // Fot. Marta Ejsmont / materiały prasowe

Piotr Kosiewski: Już 25 października publiczność będzie mogła wejść do nowego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Co zmieni jego otwarcie?

Joanna Mytkowska: Niemalże wszystko. Przede wszystkim nowy gmach da możliwość przygotowania lepszych, bardziej atrakcyjnych wystaw. Przyciągnięcia o wiele większej publiczności, ale też poszerzenia pola dialogu z różnymi grupami odbiorców. Będzie oznaczał większą dostępność sztuki, a dla zespołu to będzie już inna instytucja, odmiennie działająca, o innych priorytetach.

Mamy jako MSN określoną tożsamość, która w znacznej mierze ukształtowała się przez lata starań o miasto bardziej obywatelskie, inny wymiar polityki, inne miejsce sztuki w społeczeństwie. To nasz atut, ale nowy gmach to wyzwanie, jak odnaleźć się w znacznie większej skali. Mam nadzieję, że nadal będziemy bardzo blisko artystów i tego, co dzieje się w sztuce.

Otwarcie naszej nowej siedziby to także początek zmian w centrum Warszawy. Już jest znakiem przełamania historycznej klątwy, że nie da się wypełnić pustki wokół Pałacu Kultury i Nauki.

 Joanna Mytkowska, dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, wrzesień 2021 r. // Fot. Marta Ejsmont / materiały prasowe

Budynek będzie oswajał przestrzeń, w której, ze względu na skalę i bałagan urbanistyczny, dotąd trudno było się odnaleźć?

Tak, bo jest to gmach użyteczności publicznej poświęcony kulturze. Nieprzypadkowo na jego otwarcie przygotowujemy wystawę w ramach naszego flagowego festiwalu Warszawa w Budowie zatytułowaną „Trudna miłość. Między placem a pałacem”. Będzie opowiadała o okolicach Pałacu, ale też o zmianach, jakie zachodzą w muzeach. Chcemy być częścią tej zmiany. Nasze muzeum ma być otwarte na publiczność. Przy czym nie chodzi o „nabijanie” liczby zwiedzających, tylko realny dialog z odbiorcami i wsłuchiwanie się w ich potrzeby.

A jaką zakładacie liczbę odwiedzających?

Przyjmujemy, że będzie to około 400 tys. widzów rocznie, choć sam budynek jest w stanie przyjąć nawet dwa razy więcej. Nie chcemy być muzeum hermetycznym, wsobnym, ale z drugiej strony naszą ambicją nie jest bicie rekordów frekwencyjnych. Chcemy, aby nasze działania wpływały na postawy odwiedzających. Dlatego zakładamy pracę z różnymi typami publiczności. Przygotowywanie zarówno wystaw skierowanych do wąskiej grupy, opartych na badaniach akademickich, jak i do szerokiej grupy odbiorców.

Nadal ważny będzie program edukacyjny?

Nie tylko ważny, zupełnie też nowy. Będziemy mogli robić to, co z powodu braku odpowiedniej infrastruktury wcześniej nie było możliwe. Zawsze pracowaliśmy przecież dla szkół, ale w bardzo okrojonej wersji. Teraz przygotowujemy poważny program szkolny, którego znaczącym elementem będą wizyty w Muzeum – będziemy mogli zaprosić około 60 tys. osób rocznie do udziału w wyspecjalizowanych zajęciach.

Co oddanie do użytku budynku będzie znaczyło dla artystów?

Dobra sztuka obroni się w każdej przestrzeni, ale to Muzeum da niedostępne do tej pory możliwości prezentacji dzieł, także tych o dużej skali. Poza tym będziemy starali się kontynuować to, co do tej pory robiliśmy: towarzyszyć temu, co aktualnie dzieje się na scenie artystycznej w Polsce.

Wnętrze nowego budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, wrzesień 2024 r. // Fot. Marta Ejsmont / materiały prasowe

A co będzie w gmachu?

Jest on podzielony na dwie zasadnicze części. Parter i poziom minus jeden to przestrzenie publiczne, do których wstęp będzie niebiletowany, poza nielicznymi wydarzeniami, ze względu na konieczność kontroli liczby osób w nich uczestniczących. Tu będą odbywały się wydarzenia, z których MSN zawsze słynął, czyli performance, debaty, rozmowy, spotkania, warsztaty i wszystko inne, co wspólnie z publicznością zostanie wymyślone. W tej części jest audytorium i sala kinowa, są sale edukacyjne, księgarnia i kawiarnia, ale też imponująca klatka schodowa, która również będzie miejscem wydarzeń.

Natomiast wstęp na 1. i 2. piętro będzie płatny. Mieszczą się tam cztery duże galerie, po 1000 m kw. każda, przeznaczone na wystawy i pokazy naszej kolekcji. Nie zamierzamy jednak tworzyć niezmiennej ekspozycji. Nasz pierwszy pokaz będzie się nazywał „Niestała wystawa”. Chcemy podkreślić, że dla nas w sztuce współczesnej najbardziej istotna jest ruchomość, negocjowalność hierarchii. Jednocześnie jest to przestrzeń na wystawy czasowe: od 10 do 14 rocznie – dużych, trwających po sześć miesięcy, i małych, prezentowanych krócej.

To plany na przyszłość, a co wydarzy się podczas otwarcia Muzeum w październiku?

Otwieramy budynek z dużą grupą artystów. Przez trzy dni zrealizują oni setkę projektów. Będą także projekcje na fasadzie Muzeum autorstwa Agnieszki Polskiej, a w arkadach instalacja dźwiękowa Wojtka Bąkowskiego. Do tego koncerty, debaty oraz wspomniana już wystawa z cyklu Warszawa w Budowie. Wreszcie działania edukacyjne w ramach realizowanego od kilku lat programu „Formy podstawowe”.

Natomiast w salach wystawienniczych zaprezentujemy jedynie 9 prac artystek, pochodzących przede wszystkim z naszej kolekcji. Chcemy w ten sposób pokazać, jak funkcjonują przestrzenie wystawiennicze. Znajdzie się wśród nich słynna rzeźba Aliny Szapocznikow „Przyjaźń”, wykonana w 1954 r. dla Pałacu Kultury i Nauki. Stała w jego holu aż do upadku komunizmu, potem została usunięta, a żołnierze w niej przedstawieni utracili ręce i flagę. 

Historia tej pracy to opowieść o naszych przemianach, ale też przyczynek do dyskusji o roli muzeów i sposobu opowiadania o przeszłości. Na wystawie będzie też duży „Abakan” Magdaleny Abakanowicz, rzeźby Moniki Sosnowskiej i Żanny Kadyrowej, praca Marieli Scafati poświęcona walkom o prawa kobiet czy monumentalny obraz Karoliny Jabłońskiej.

A co wydarzy się w przyszłym roku?

21 lutego pokażemy 130 prac z naszej kolekcji. Będzie to inauguracja programu wystawienniczego Muzeum. Następnie otworzymy dużą ekspozycję na temat tego, jak mówiono o sztuce kobiet. Szykujemy także obszerną prezentację monograficzną Marii Jaremy oraz Edwarda Dwurnika. Jej kurator, Łukasz Ronduda, pokaże jego twórczość w kontekście historii ludowej czasów PRL-u.

Nosicie nazwę Muzeum Sztuki Nowoczesnej, tymczasem w dotychczasowej działalności skupialiście się na szeroko rozumianej współczesności i jej korzeniach tkwiących w II poł. XX w. Ten wybór określił Waszą tożsamość. Czy tak będzie nadal?

Jak głosi anegdota, na jednym ze spotkań rady programowej muzeum dyskutowano o jego nazwie i Piotr Piotrowski zauważył, że skrót od Muzeum Sztuki Współczesnej to MSW. To się źle kojarzyło.

Tymczasem minęły lata i kolejne pokolenia nie wiedzą, czym w PRL-u było Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Przegapiliśmy jednak moment, kiedy byliśmy młodą instytucją i zmiana nazwy nie byłaby problemem. A potem zaczęto nazywać nas MSN-em. Zaakceptowaliśmy to i dziś cała nasza komunikacja jest zbudowana na tym skrócie. Nawet za granicą przedstawiamy się jako MSN, czyli coś bardzo lokalnego.

Problem z nazwą pokazuje, że nowoczesność w Polsce przejawia się bardziej w formie niż treści. Nie odcisnęła się zbyt mocno w tkance społecznej. A nasza tożsamość? Tworzyła się w zderzeniu z tym, co nas otaczało, wraz ze zmianami, często trudnymi, a nawet bolesnymi, zachodzącymi nie tylko w sztuce, ale przede wszystkim w społeczeństwie. Tę tożsamość formowaliśmy, zastanawiając się nad tym, jak radzić sobie z własnym bagażem doświadczeń jako instytucji szczególnej, powstałej na fali przemian, jakie zachodziły po 1989 r. Jako instytucja publiczna odkryliśmy, że nie musimy podejmować decyzji, za którą ze stron tego sporu się opowiemy, ale możemy animować dyskusję. I towarzyszyć bardzo różnym perspektywom.

Tożsamość Muzeum określały także wystawy oraz tworzona przez Was kolekcja, skupiona na twórczości powstałej w ostatnich trzech dekadach, ale z odniesieniami do dalszej przeszłości.

Kiedyś wybory były dla nas bardziej oczywiste. Punktem wyjścia było powstanie, około 2000 r., nowej, dynamicznej sceny artystycznej. Fundamentem zaś dla niej była niezależna twórczość czasów PRL-u, przede wszystkim o awangardowej tradycji. To dziedzictwo i twórczość z niej wyrastająca dominowały aż do wystawy Aleksandry Waliszewskiej w 2022 r., dla której istotna jest całkiem inna tradycja, odwołująca się m.in. do symbolizmu z przełomu XIX i XX w.

Kolejnym ważnym punktem było wpisanie naszej rodzimej twórczości w to, co działo się w sztuce w Europie Wschodniej, ale też na całym Zachodzie. Wydobycie z niej wątków emancypacyjnych: sztuki kobiet, progresywnych tematów społecznych, ale też eksperymentów formalnych. Nieprzypadkowo wielką ikoną naszej kolekcji stała się Alina Szapocznikow. Udało się nam wprowadzić jej twórczość do światowej historii sztuki jako eksperymentatorki w dziedzinie rzeźby.

Wreszcie, jest istotny nurt w działalności naszego Muzeum, związany z doświadczeniami ostatnich dziewięciu lat. Z czasami kreowania narracji w słusznej sprawie, jak prawa kobiet, co jednak wiązało się z włączeniem w wojnę kulturową. Ostatecznie utraciliśmy zaufanie do takich wyrazistych narracji i zaczęliśmy przyjmować podejście bardziej etyczne oraz uwzględniające wiele perspektyw.

Otwarcie nowej siedziby zmieni pejzaż instytucji kultury nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce. Poczynając od tego, że będzie to jedyne miejsce w stolicy, gdzie będzie można oglądać wystawę sztuki ostatnich 50 lat, nie tylko polskiej, ale też międzynarodowej.

Za wcześnie, by odpowiedzialnie powiedzieć, jakie będą następstwa otwarcia naszej siedziby. Trzeba jednak pamiętać, że długo funkcjonowaliśmy w Warszawie w układzie trzech ważnych instytucji: MSN, Zachęta i Zamek Ujazdowski. To nas wzajemnie stymulowało, ale też podpatrywaliśmy, co działo się w pozostałych instytucjach i galeriach.

Ta konstelacja już nie istnieje. Została zniszczona przez działania poprzedniej ekipy rządowej. W ostatnich latach Zachęta została zmarginalizowana, a Zamek Ujazdowski stał się miejscem prezentacji postaw prawicowo-tradycjonalistycznych.

Tak, dzisiaj funkcjonujemy w całkowicie innej sytuacji. Zachęta na nowo siebie definiuje, czego przykładem jest trwająca w ostatnich miesiącach wystawa „Łzy szczęścia”, na której znalazły się prace z jej kolekcji. Otwierająca nowy okres po zmianie dyrekcji galerii, a jednocześnie będąca nostalgicznym pożegnaniem z własną przeszłością. Trwają też dyskusje, jaką funkcję ma pełnić Zamek Ujazdowski. Z tego, co można usłyszeć, będzie znowu miejscem eksperymentu oraz przestrzenią dla artystów. Wreszcie, dla pełnego obrazu sytuacji, trzeba dodać galerie prywatne, które w ostatnich latach nie tylko bardzo się wzmocniły, ale także prezentują coraz więcej punktów widzenia.

Nasze Muzeum będzie zaś pełniło różne funkcje, wśród których jedną z najważniejszych będzie dyskusja o tym, co jest naszym wspólnym kanonem nowoczesności w sztuce: jakie zjawiska i postawy, jakie artystki i jacy artyści będą jego częścią. Pewne jest jedno: znajdziemy się w sytuacji większego spluralizowania sceny artystycznej. Tym bardziej że przykład innych miast pokazuje, że powstanie tak dużej instytucji sprzyja tworzeniu kolejnych.

A jakie znaczenie może mieć otwarcie gmachu dla naszej części Europy?

Na pewno zostanie zauważone. Więcej nawet, docierają do mnie głosy, że jest to moment, w którym nasz region będzie się mógł na nowo zdefiniować. Nie jestem przy tym przekonana, że Europa Wschodnia jako odrębny byt jeszcze istnieje. Między krajami tego regionu są duże różnice polityczne, ale też kulturowe. Natomiast na pewno mamy wspólnotę doświadczenia historycznego, które miało wpływ na sztukę powstającą w tej części Europy. Stąd organizowane przez nas wystawy ważnych dla regionu artystów i artystek, jak Maria Bartuszová, Ion Grigorescu, Edi Hila czy Július Koller. To nadal będzie dla nas ważny nurt działalności.

W ostatnich dekadach, nie tylko w działalności MSN-u, ważne było pokazywanie polskiej sztuki w świecie zachodnim. Mówienie o nas, ale także o całym regionie. Teraz jednak jesteśmy coraz częściej postrzegani jako część Zachodu, a Globalne Południe domaga się dostrzeżenia swojej sztuki, czego przykładem jest tegoroczne Biennale Sztuki w Wenecji – na głównej wystawie twórczość z naszej części regionu była niemalże nieobecna. Przestajemy być wyjątkowi.

Dlatego nigdy nie podkreślaliśmy wyjątkowości geograficznej naszego regionu. Ważne były dla nas pewne tradycje artystyczne czy poszczególne postawy twórcze, ale nigdy Europa Wschodnia jako koncepcja polityczna.

Jednak przede wszystkim staraliśmy się wychodzić od realnego doświadczenia artystycznego czy społecznego. Nie mieliśmy pomysłu, by np. zgodnie z modą na Globalne Południe robić wystawę jemu poświęconą. Opieramy się na pracy z konkretnym artystą lub wokół uchwytnego zjawiska. I tak zajęliśmy się Południem dopiero wtedy, gdy ono do nas „przyszło”. Gdy zaczęliśmy sami doświadczać migracji, kryzysu klimatycznego czy dyskomfortu życia w późnym kapitalizmie. Dopiero wtedy mogliśmy przetłumaczyć sztukę powstającą tam na nasze lokalne doświadczenie.

Znaczenie ma także dla nas zmiana pokoleniowa i narracja najmłodszych generacji, które zupełnie inaczej postrzegają kwestie przyszłości. Ich obawy i lęki, które powoli zasłaniają czy mieszają się z naszymi, starymi lękami.

Wróćmy jeszcze do samego gmachu. Na czym polega jego znaczenie?

Jego projektant, Thomas Phifer, mierzył się z trzema głównymi wyzwaniami. Pierwszym był Pałac Kultury i plac Defilad, czyli miejsce bardzo zdefiniowane architektonicznie, ale też obciążone historycznie i symbolicznie. Drugim – miejscowy plan zagospodarowania, który bardzo ściśle określał jego kształt, wysokość i szerokość, a nawet detale, jak głębokość arkad od strony ulicy Marszałkowskiej. Trzecim zaś lokalizacja w ścisłym centrum dynamicznie, ale też niezwykle chaotycznie rozwijającego się miasta.

Budynek jest odpowiedzią na te wyzwania. Jego solidność, wręcz masywność fasady z jej rzeźbiarskim różnicowaniem jest odpowiedzią na socrealistyczną architekturę placu Defilad. Z kolei biały beton, z którego został wzniesiony, jest dyskusją z modernizmem Ściany Wschodniej wznoszącej się po drugiej stronie ul. Marszałkowskiej. Wreszcie jego minimalizm jest próbą znalezienia się w chaosie zabudowy centrum stolicy.

Ogromne znaczenie ma również przeszklony parter zapraszający, a nawet wciągający przechodniów do wnętrza Muzeum. A jednocześnie wnętrza zostały tak zaprojektowane, że można z nich zobaczyć pięknie wykadrowane widoki miasta.

W przyszłości ma mieć swoje „odbicie” w gmachu Teatru TR.

Na który jeszcze poczekamy, bo dopiero teraz rusza jego budowa. Jednak na przykładzie obu budynków dobrze widać, jak wielkim problemem są kwestie własnościowe w Warszawie. Miasto długo walczyło o prawa do działek, na których miały być wzniesione. Prędzej uregulowano kwestie na terenie, na którym stoi dziś Muzeum. Trochę później uzyskano prawo własności do terenu przeznaczonego na teatr. Dlatego ta budowa jest opóźniona.

Nasz budynek jest biały, teatru będzie ciemnoszary. Powstanie surowy cube przypominający telewizyjne studio nagrań. Budynek bardzo wielofunkcyjny i dający bardzo duże możliwości, nie tylko twórcom teatralnym.

A kiedy będzie można powiedzieć: udało się?

Kiedy budynek wrośnie w Warszawę i stanie się zwykłym miejscem, o którym ludzie będą mówili po prostu: idziemy do MSN-u.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Między placem a pałacem