Potrzebujemy teologii, która pozwoliłaby się odnaleźć kobietom w ciąży, rodzącym i w okresie połogu

Sposób, w jaki Kościół wykorzystuje Maryję, jest przemocą wobec kobiet. Milczenie, uległość, pokora, cierpienie, smutek... Tymczasem w Magnificat poznajemy potężną wizję.
Czyta się kilka minut
Fragment obrazu Nawiedzenie, autorstwa Rogiera van der Weydena, przedstawiający sptkanie dwóch ciężarnych kobiet, Maryi i Elżbiety. Z kolekcji Muzeum Sztuk Pięknych w Lipsku. / Domena publiczna
Fragment obrazu Nawiedzenie, autorstwa Rogiera van der Weydena, przedstawiający sptkanie dwóch ciężarnych kobiet, Maryi i Elżbiety. Z kolekcji Muzeum Sztuk Pięknych w Lipsku. / Domena publiczna

Zuzanna Radzik: Czy mogę zacząć od cielesnego doświadczenia i zaprosić Cię do przemyślenia go teologicznie?

Tina Beattie: Teologię feministyczną uprawiamy, właśnie wychodząc od doświadczenia wcześniej niedostrzeganego w teologii.

Będąc w ciąży, wyszłam wieczorem z kina i poczułam pierwsze silniejsze ruchy płodu. Uderzyła mnie zwyczajność sytuacji, zderzona z dziwnością faktu, że rośnie we mnie człowiek, i podziw, że moje ciało daje sobie z tym radę. Pomyślałam, że religie powinny umieszczać kobiece ciało w ciąży w centralnych ołtarzach, ze względu na dziwność i cudowność tego procesu. A jednak nasza religia tego nie robi. Owszem, mamy Maryję, ale ona ma już dziecko w ramionach, a jej ciąża została odrealniona. Jest katolickie wychwalanie macierzyństwa, ale mam wobec tego wiele nieufności, bo często wydaje się pułapką na kobiety. Macierzyńskie obrazy biblijnego Boga nie dominują w naszej wyobraźni.

Brakuje nam miejsca, w którym moglibyśmy pogodzić teologię nadziei i odkupienia z prawdziwą inkarnacyjną teologią kobiecego, rodzącego ciała. Mamy składniki, aby to zrobić, ale nie ma rozwiniętej teologii, która pozwoliłaby się odnaleźć kobietom w ciąży, rodzącym i w okresie połogu. Kobiety są w stanie opowiedzieć o wstrząsających doświadczeniach macierzyństwa, a w biednych społecznościach nawet dzisiaj życie matki jest niebezpieczne i trudne. Kobiety zaczynają jednak mówić o kształtowaniu teologii za pomocą tych doświadczeń. Recenzuję właśnie książkę brytyjskiej teolożki nigeryjskiego pochodzenia, Chine McDonald, która opowiada o swoich doświadczeniach macierzyństwa ze wszystkimi zmaganiami, porażkami, radościami i kruchością, odnosząc je do Maryi takiej, jaką mogłaby być, gdyby kobiety kształtowały jej wizerunek. McDonald nie jest katoliczką, ale to po Maryję sięgnęła, próbując teologicznie opisać swoje macierzyństwo.

Beata Stankiewicz, Nawiedzenie (obraz powstał w ramach projektu Namalować katolicyzm od nowa), Fundacja Świętego Mikołaja. Wystawę prac można oglądać do 12.01 w katedrze św. Floriana na warszawskiej Pradze // Materiał prasowy

Czyli Maryja może być inspiracją takiej nowej teologii?

Maryja doświadcza dziewiczego poczęcia bez seksu, w przeciwieństwie do wszystkich innych kobiet. Miałaby urodzić bez bólu, cierpienia oraz bez utraty dziewictwa. To również nam obce. Wiemy jednak, że Maryja cierpi nie tylko podczas ukrzyżowania, ale także podczas ucieczki do Egiptu. Nie przywiązując się zbytnio do dosłowności tekstu Ewangelii, możemy przyjąć, że rodzi w trudnych okolicznościach. Nie mamy jednak w opowieści o niej surowej, fizycznej rzeczywistości poczęcia, ciąży, porodu i posiadania małego dziecka.

 

Więc jak użyć Maryi w tej nowej teologii?

Możemy się bawić symbolami, ponieważ teologia jest zabawą. Uprawiając ją, musimy być pomysłowi. Jeśli powiesz: nie wierzę, że Maryja była dziewicą, usłyszysz: przecież taka jest doktryna. Twórczą teologiczną zabawą jest powiedzenie, że Maryja była dziewicą, ponieważ Bóg był w stanie wcielić Chrystusa bez udziału penisa, że Maryja nie potrzebowała mężczyzny, bo jest nowym Bożym stworzeniem, dziewiczym, jak puszcza czy ocean.

Skoro tradycja chce, żebyśmy symbolicznie postrzegali Maryję jako nową Ewę, to w Ewie widzimy historyczną rzeczywistość kobiecej miłości. Tak można rozumieć konsekwencje grzechu, gdy Ewa słyszy: twoim pragnieniem będzie twój mąż, który będzie nad tobą panował, będziesz rodzić w bólu. W mojej interpretacji Bóg obiecuje nam, że cierpienia i podległość nie są chcianą przez Boga rzeczywistością kobiecego ciała. Wtedy idea, że Maryja jest dziewicą, mówi, że nie ma zależności od mężczyzny w jej macierzyństwie, nie ma przemocy seksualnej, tak często doświadczanej przez kobiety. Nie chodzi o to, że seks jest zły, ale o odkupienie miłości seksualnej. Poród bez bólu sugeruje, że Chrystus nie stosuje przemocy wobec kobiecego ciała, lecz wkracza w świat poprzez Maryję bardzo delikatnie.

Dlaczego omija ją ból?

Maryja w tradycji nie cierpi w swoim fizycznym ciele, ponieważ jej fizyczne ciało jest nowym stworzeniem. Ale w duszy cierpi tak, jak cierpi matka, choć jako niepokalanie poczęta nie ma winy ani poczucia winy. To jest powód, dla którego uważam, że niepokalane poczęcie ma znaczenie. Matki są nękane poczuciem winy. Dzieci muszą mieć idealną matkę, więc o trzeciej nad ranem jesteś wyczerpana; dopiero urodziłaś dziecko, a ono nie chce zasnąć. Krzyczysz: śpij wreszcie! A potem czujesz się zdruzgotana winą. Niepokalana Maryja u stóp krzyża cierpi tak bardzo, jak tylko można cierpieć. Tym samym Bóg mówi nam: twoje dziecko cierpi, ale to nie jest twoja wina.

Mówiłaś kiedyś, że w ten sposób odzyskujemy Józefa jako mężczyznę, który nie użył swojej patriarchalnej władzy nad jej ciałem.

Patrząc na ten związek, jesteśmy zaproszeni do życia w inny sposób jako mężczyźni i kobiety. Seksualnie, macierzyńsko, w każdym sensie. Dziewictwo Maryi staje się wtedy nie fundamentem potępienia seksu, ale odkupieniem naszych relacji.

Katoliczki częściej widzą w Maryi niedościgniony wzór i źródło opresyjnego modelu kobiecości, a nie wyzwolenie.

Sposób, w jaki Kościół wykorzystuje Maryję, jest przemocą wobec kobiet. Naprawdę tak uważam. Milczenie, uległość, pokora, cierpienie, smutek... Tymczasem w Magnificat poznajemy potężną wizję. Po raz pierwszy słyszymy, co oznacza wcielenie! I to w scenie spotkania dwóch ciężarnych kobiet, Maryi i Elżbiety. Myślę więc, że kobieta w ciąży jest centralnym symbolem wiary chrześcijańskiej. Wiele średniowiecznych dzieł sztuki przedstawia Ewę jako ciężarną, ponieważ istnieje obietnica, że jej potomstwo zmiażdży węża. Tak więc ciąża staje się motywem odkupienia i istnieje w średniowieczu ikonografia, choć tylko przez krótki czas, w której Chrystus na krzyżu rodzi Kościół, a jego rana w boku bywa przedstawiana jako krwawiąca wagina. Ponieważ krew i woda w Ewangelii Jana nie pochodzą z martwego ciała, tylko z żywego, jak w połogu.

Dlaczego ta waginalna ikonografia znika?

To koncept niebezpieczny dla mężczyzny, który co dzień musi mówić: to jest moje ciało, to jest moja krew. Co dzieje się z jego duchową wyobraźnią, gdy to kobieta tak powie? Myśli o seksie, o menstruacji, o porodzie, zamiast myśleć o ukrzyżowaniu. Kościół zdominowany przez mężczyzn nie chce przyznać, że wyszli oni na świat przez pochwę kobiety, pokrytą jej krwią.

To brzmi bardzo pierwotnie, jak obawa przed brudem czy krwią w wielu kulturach. Czy ten strach paraliżuje również zmianę miejsca kobiet w Kościele?

Myślę, że mizoginia jest drugim poziomem reakcji, pierwszym jest strach. Gniew i przemoc zawsze są obroną przed strachem i bezbronnością. W religiach, które mają silną symbolikę ofiary z krwi, a tak jest w katolicyzmie, istnieje różnica między mężczyznami, którzy mogą przelewać krew do woli, a kobiecymi ciałami, które mają niekontrolowany związek z krwią. Oczywiście kobiety ulegają też zranieniom i krwawią, ale ciała mężczyzn nie krwawią naturalnie, a kobiece owszem i nie można tego kontrolować. Mężczyznom nie przypomina się cały czas o ich związku z bardzo surowym rodzajem naturalnej zwierzęcości. Kiedy kobieta staje przy ołtarzu i mówi: to jest moje ciało, to jest moja krew, jest to coś poza męskim umysłem. Poza kontrolą.

Trochę dzikie.

Mężczyźni też nie mogą kontrolować tych rzeczy. Kontrolują więc Maryję i mówią reszcie z nas, że nie jesteśmy wystarczająco dobre, ponieważ ona jest tą jedyną: nie krwawi, nie przechodzi przez naturalne funkcje ciała.

Tylko czy tradycyjna Maryja nie stabilizuje modelu kobiecości? Jeśli wezmę to cielesne doświadczenie i pobawię się nim, eksplorując poczucie bezbronności połączone z odczuwaniem dzikiej mocy dawania nowego życia – to ta mieszanka wygląda niebezpiecznie.

Nie znamy momentu, w którym poczęliśmy dziecko, odkrywamy to z opóźnieniem. Myślimy, że wiemy, co się wydarzy podczas narodzin, ale tak zwykle nie jest. Potem zaskakują nas emocje i reakcje ciała. Dziecko płacze, a nasze piersi ciekną mlekiem poza naszą wolą. To przypomina, że jesteśmy zwierzętami. Niczym stwierdzenie Augustyna, że męska erekcja jest oznaką grzechu pierworodnego, ponieważ gdyby seks nie był grzeszny, mężczyzna byłby w stanie mieć erekcję pod kontrolą umysłu. Jeśli można tak powiedzieć o jednej małej funkcji fizycznej, to co z ciałem matki?

Jest poza kontrolą, wie lepiej od nas, co ma robić.

Kontrola jest krucha. Bycie człowiekiem oznacza bycie relacyjnym, zależnym i bezbronnym, ponieważ gdyby ktoś nie uratował nas przy narodzinach, nie przetrwalibyśmy. I zazwyczaj robi to matka. Jest to więc przypomnienie o tym, skąd pochodzimy, jak bardzo jesteśmy zależni. To jest piękne. Myślę jednak, że istnieje strach przed tym, że kobiety zaczynają odzyskiwać kontrolę nad narracją.

W tym sensie postać Maryi, nadal centralna w katolicyzmie i w Bożym Narodzeniu, może destabilizować patriarchat?

Myślę, że tak. Możemy to również odczytać w kontekście niepokoju związanego z aborcją. Obrona późnej aborcji jest bardzo problematyczna, ale jeśli kobieta weźmie pigułkę „dzień po” lub dokona bardzo wczesnej aborcji, jest to nie do odróżnienia od menstruacji czy poronienia. Postrzegam to jako łaskę, że Bóg daje nam dwa miesiące, jakby chciał powiedzieć: zastanów się, zdecyduj.

Tymczasem już nawet antykoncepcja, też rodzaj kontroli kobiecego ciała, wzbudza w Kościele niepokój.

W tym sensie spierałabym się również z „Laudato si'”, bo moim zdaniem sposób pisania o naturze jako o bezbronnej matce ziemi, ofierze, którą mężczyźni muszą uratować, hamuje zdolność Kościoła do rozwinięcia dobrej teologii środowiska naturalnego. Dopóki Kościół nie będzie w stanie zaakceptować potęgi kobiet i potęgi natury, nie będziemy w stanie rozwinąć dobrej teologii środowiska. Sentymentalizowanie zarówno kobiet, jak i przyrody, która czasami jest z ludzkiego punktu widzenia destrukcyjna, nie pomaga.

Ostatnie miesiące dają wiele przykładów destrukcyjnej siły rozregulowanej przyrody, a ostatnie lata – przykłady gniewu kobiet.

Jeśli Kościół chce używać kobiecego macierzyństwa jako metafory natury, to trzeba pamiętać, że kobieta wiedząc, iż nie poradzi sobie z kolejnym dzieckiem, dokona aborcji. Jeśli nie chce dziecka, zastosuje antykoncepcję. Jeśli natura jest zagrożona, zabije niektórych z nas. Nie twierdzę, że świadomie, ale to konsekwencja rozregulowania przyrody. Istnieje silny instynkt przetrwania, z którym walczą natura i kobiety. Nie jesteśmy tylko ofiarami lub demonami, ponosimy ogromną odpowiedzialność za życie.

Co jeszcze utrudnia nam religijne sentymentalizowanie macierzyństwa?

Refleksję na temat kapłaństwa. Jeśli nie możesz być kapłanem, reprezentować Chrystusa przy ołtarzu, to w pewnym sensie nie jesteś wcielona. Nie wolno zabraniać nam zadawania tych pytań, dotykania tych symboli, by je uwolnić od patriarchalnej narracji.

Jak rozmontować patriarchalną symbolikę, skoro używa jej również papież?

Musimy przestać akceptować autorytet interpretacyjny hierarchii kościelnej. Jestem sceptyczna wobec tego, co udało się osiągnąć na synodzie. Jednak wykreślając temat diakonatu z porządku obrad, Watykan spotkał się z oporem i dyskusją. Może to być moment objawienia dla Kościoła, że nie można już dłużej nas uciszać. Pamiętajmy jednak: patriarchat, gdy jest zagrożony, staje się brutalny. To, co dzieje się z kobietami w Afganistanie, metaforycznie dzieje się z kobietami w Kościele katolickim: nie wolno nam uczyć się ani nauczać. Oczywiście robimy to, ale nasz dorobek nie jest uznawany ani cytowany w dokumentach kościelnych. Jesteśmy skutecznie uciszane i wykluczane.

Możemy więcej powiedzieć o porodzie Maryi?

To trudne. Może pozwólmy, by była to tajemnica? Możemy za to w Boże Narodzenie pomyśleć o kobietach na całym świecie, które umrą podczas porodu. O kobietach w Gazie, które rodzą bez uśmierzania bólu. O kobietach w Afganistanie, gdzie nie wolno już szkolić położnych. Jeśli przyczyniasz się do cierpienia, jesteś po stronie potępienia, a nie odkupienia! Odkupieniem jest zapewnienie kobietom dostępu do antykoncepcji, zostawienie im decyzji dotyczącej wczesnej ciąży, zapewnienie bezpiecznych porodów. Aby dotknąć realności narodzin, możemy zadbać o te sprawy. Nie musimy dokładnie wiedzieć, jak Maryja rodziła. Musimy wiedzieć, że urodziła.

A gdzie się nam mieści obraz macierzyńskiego Boga?

Wiemy, że możemy mówić o Bogu tylko w ludzkich kategoriach, a zatem tak naprawdę nie mówimy o Bogu, tylko o sobie. Często zastanawiam się, czego Bóg doświadczył na Kalwarii? Nie wiemy, ale jeśli Bóg naprawdę jest kochającym ojcem Jezusa Chrystusa, to Jego uczucia w tym momencie uosabia Maryja u stóp krzyża. Ona nosi Boże złamane serce. Czy Bóg ma złamane serce? To ludzki język. Ale musimy używać ludzkiego języka.

Matczyny Bóg jest też u Izajasza.

Lubię myśleć, że prorok mówi o Bogu jako o wojowniku, a potem głos Boga wybucha w jego głosie, jako sfrustrowana matka, rodząca, dusząca się, jęcząca.

Silna i jednocześnie narażona, ale inaczej niż wojownik.

Możemy też pomyśleć o dziecku w łonie matki, to najbardziej intymna relacja, jaką mamy z innym człowiekiem. Nie znamy wtedy matki. Tak właśnie jest w stworzeniu, że jesteśmy w łonie Boga, nie możemy wyjść na zewnątrz, by go zobaczyć, ale jeśli Bóg nas nie podtrzymuje, przestajemy istnieć. Jest tu odrębność i zależność. Ale nie możemy o tym mówić inaczej niż z perspektyw bycia we wnętrzu. Zawsze pozostaje jakaś tajemnica.

Jesteśmy w stanie opisywać tę tajemnicę językiem?

Obecnie dużo pracuję nad etyką macierzyństwa. Brakuje nam języka do opisania tej relacji, ponieważ etyka została stworzona przez mężczyzn. Właśnie czytam książkę brazylijskiej filozofki, która urodziła dziecko i stwierdziła, że żadna filozofia nie ma teraz dla niej sensu. Teraz próbuje wyrazić, czym byłaby etyka filozoficzna, która rozumie nie jedno, ale dwa ciała w kobiecie w ciąży jako podstawę etyki. Nie mamy jeszcze nawet narzędzi, by to opisać, ponieważ byliśmy tak daleko od miejsc, w których tworzono język opisu świata. Myślę, że nie powinnyśmy tworzyć tej teologii przepisując język w kategoriach doktrynalnych, ale poetyckich.

Całkowicie odwrócić język?

Nie odwrócić, ale złamać. Użyć zupełnie innego narzędzia niż systematyzacja, którą zwykle mamy na myśli, kiedy mówimy o teologii i filozofii. Ale to może nie dać nam jeszcze prawdziwych narzędzi. Franciszek wydał bardzo interesującą instrukcję dla Międzynarodowej Komisji Teologicznej na temat języka teologicznego i powiedział, że potrzebujemy całkowitej zmiany. Mój problem z feministycznym teologizowaniem polega na tym, że często odwraca dualizmy. Tak więc, był Bóg Ojciec, będzie Matka. Chrystus natomiast jest słowem i ciałem, człowiekiem i Bogiem, Maryja jest dziewicą i matką. Paradoksy. Postrzegam to jako zaproszenie do granic języka, ponieważ nasze pojęciowe umysły nie radzą sobie z tym, co musimy być w stanie powiedzieć.

Świat ciąży i porodu jest tajemniczy nawet dla kobiet, które go doświadczają. Właśnie tam, w tajemnicy, musimy szukać języka.

PROF. TINA BEATTIE jest brytyjską teolożką feministyczną, emerytowaną profesorką studiów katolickich na Uniwersytecie w Roehampton. Studia z teologii zaczęła po konwersji na katolicyzm i wychowaniu czwórki dzieci. W grudniu 2014 r. zainicjowała powstanie na Facebooku grupy Catholic Women Speak łączącej katoliczki z całego świata.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kobieta w ciąży w centrum wiary