Adwent jest ćwiczeniem z czekania na przyjście, choć nieco zwichrowanym. Częściej ostatnio staje się smakowaniem na raty, wcale nie tak cierpliwym. Świąteczna aura, dekoracje, piosenki wjechały już dawno do naszych sklepów, domów i na ulice. A w rozmaitych rytuałach więcej w tym wyświechtanego self-care, dbania o siebie, rozpieszczania siebie, a nie czekania na zmianę świata. I dużo pędu, bo czyż ten adwentowy grudzień nie jest krótki? Taki pół-miesiąc, skazany, by się roztrzaskać o święta i przygotowania do nich, konieczność zakupów, spotkań firmowych, licznych opłatków, podsumowań roku, gotowania, pieczenia, domykania projektów, rozliczeń, obietnic.
O ile pierwsze adwentowe kalendarze rysowane kredą na ścianie wyznaczały rytm zapalania grudniowych świec, to już ich przemiana w bombonierę z dwudziestoma czteroma okienkami sprawiła, że zamiast czekać, po prostu podjadamy. Smak taniej, mlecznej czekolady w kalendarzach mojego dzieciństwa może nie kojarzy się specjalnie z luksusem, ale w latach 90. był ekscytujący. Na pewno dla dziecka, które przy okazji dostawało władzę nad światem tej bomboniery, jak żadną inną. Była moja i nie powiem, bym nigdy nie oszukała podjadając nieco do przodu albo choć podglądając.
Gorzej, że z bomboniery kalendarze zaszły dziś w dużo dalsze rejony i swoją wersję wypuszczają nie tylko firmy produkujące herbaty, ale też zabawki, kosmetyki, porcelanę oraz jubilerzy. Po formę kalendarza adwentowego sięgnęły też luksusowe domy modowe. Kalendarz Chanel wyśmiano, ale głównie dlatego, że za 825 dolarów oferował w okienkach czasem naklejki, a czasem tanie bransoletki. Czy jednak w komercyjnych kalendarzach nie chodzi o rozpieszczenie się 24 niespodziankami? Kupienie kota w worku po prostu, tak dla zabawy? O nas, nasz dobrostan i frajdę. Znów nie o adwentowe czekanie.
Żeby tylko nie było, że stękam nad komercjalizacją Adwentu i świąt. Zupełnie nie. Jak ktoś umie sobie umilić bury, ciemny grudzień, to droga wolna. Niech kupuje światełka, ciasteczka, klei, lepi, otwiera okienka kalendarza nawet z perfumami, parzy herbatki. Niech mu będzie ciepło i puchato. Czemu ludziom odbierać przyjemność w tym schyłkowym miesiącu ciężkiego pewnie roku. Jednak, jeśli to jest o czekaniu, to chyba tylko na to, by przełamała się ciemność, dzień odbił i zaczął się wydłużać. W końcu na biologicznym poziomie koniec grudnia rodzi w nas nadzieję, że dni staną się znów ciepłe, słoneczne i długie.
A jednak jako chrześcijanka muszę pytać: na co my czekamy w Adwencie? W końcu wiemy, jak skończy się ta historia. Bez zaskoczeń: w wigilijną noc zaczniemy świętować ludzkie narodziny Wcielonego Słowa. Betlejem i mesjasz. Stajenka i wcielenie. Zwyczajność i gloria z niebios. Tylko na co odpowiedzią były te wydarzenia wtedy, gdy ich wyglądano już od tysięcy lat, jak chce kolęda? Czekali na przełom, odzyskanie państwa, sprawiedliwość, koniec niedoli, a doczekali się niemowlaka, który zaraz został uchodźcą, gdy podrósł, cieślą, a gdy zmężniał, umarł w hańbiącej egzekucji. Doczekali nie tego, na co czekali. A jednak Tego, którego potrzeba było jeszcze bardziej.
Tamto czekanie było czekaniem w katastrofie, niepokoju i niesprawiedliwości. Na co my czekamy dziś? Na znany świąteczny finał, czy też nas coś przygniata, że już nie możemy dłużej czekać na zmianę? Też wyglądamy prywatnego lub globalnego mesjasza, wprowadzającego inny, sprawiedliwy porządek, chroniącego przed katastrofą czy uciskiem? Czekamy, ale nie zawsze wiemy, kto nas nasyci, czyje pojawienie się odmieni nasze życie. Kto wejdzie w nie na chwilę, właściwie przemknie, ale odpowie na fundamentalny głód. Czujność i uważność to też cnoty Adwentu.
A może nie nas rzeczywistość dociska, ale kogoś, gdzieś? Solidarność z tym oczekiwaniem, że los i świat się odmienią, będzie naszym najlepszym adwentowym ćwiczeniem. Bo czy chodzi o performowanie łagodnego czekania wśród czekoladek, czy takiego, które dławi i już na skraju sił i nadziei wygląda przemiany? Tak wtedy czekali. W odpowiedzi na to Bóg wszedł w historię.
Gdzie cię dokładnie boli? Do której rany powinien delikatnie podejść wcielający się, bliski Bóg? Co chcesz, żeby się odmieniło? Jaki element rzeczywistości postawisz chętnie na głowie, by stał tak, jak zawsze powinien? Co się powinno zmienić, by było sprawiedliwie? Kto błaga o pokój, spokój, sytość, osuszenie łez…
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















