Pospolite ruszenie w Końskich. Kto wyszedł zwycięsko z obu debat?

Debaty prezydenckie w Końskich miały być wieczorem politycznego wrestlingu. Dzięki manewrowi Hołowni duopol się nie wzmocnił. Ale obaj główni kandydaci i tak sprawiali wrażenie, że chodzi o wybór partyjnego produktu, a nie przewodnika narodu.
Czyta się kilka minut
Szymon Hołownia podczas debaty prezydenckiej w Końskich. 11 kwietnia 2025 r. // Fot. Adam Kumorowicz / PAP
Szymon Hołownia podczas debaty prezydenckiej w Końskich. 11 kwietnia 2025 r. // Fot. Adam Kumorowicz / PAP

Mieliśmy otrzymać spektakl dwóch aktorów, w którym Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki ponownie wygłoszą te same kwestie i odegrają te same emocje. Po czym usłyszą od swych sztabowców, że zaorali przeciwnika, któremu spadła maska tępaka z ciemnogrodu/niemieckiego sługusa (niepotrzebne skreślić). Wieczór z tym politycznym wrestlingiem, w którym ujrzelibyśmy więcej walki na prowokacje niż na programy, niespodziewanie zamienił się w spontaniczny sejmik. 

Jak przebiegały debaty w Końskich

Stało się tak za sprawą Szymona Hołowni, który zwołał do Końskich pospolite ruszenie kandydatów – tym samym nie pozwalając na kolejny akt polaryzacji, na którym skorzystałby rządzący Polską od dwóch dekad duopol. Miało się to odbyć przy udziale TVP, która dzieląc kandydatów na lepszych i gorszych kolejny raz pokazała, jak daleko jej do standardów telewizji publicznej.

Egzamin ze spontaniczności najlepiej zdali Szymon Hołownia i Magdalena Biejat. Nie mają większych szans na zwycięstwo, ale w piątek wieczorem było widać, że stanęli do wyścigu o prezydenturę, bo mają własne pomysły na Polskę i zależy im, by przekonać do nich wyborców. Hołownia nie bał się wyjść ze strefy komfortu i zgłosił się do obu debat – także na wrogim terenie TV Republika. Całymi minutami słuchał buczenia i obelg, ale nie dał się zbić z tropu, tylko robił swoje, a widzowie telewizji Sakiewicza, chcąc nie chcąc, musieli go słuchać.

Nie wiem, czy dla tak mocno sformatowanego widza marszałek Sejmu mógł okazać się przekonujący, ale część odbiorców na pewno doceniła jego odwagę. W głównej zaś debacie (TVP, TVN i Polsatu), poza niepotrzebnymi popisami wiedzy własnej, w najbardziej spójny sposób zaprezentował to, co teoretycznie najistotniejsze – program. A także szczere emocje. One były też siłą Magdaleny Biejat, zwłaszcza w momencie, gdy przejmowała tęczową flagę od zawstydzonego nią kandydata KO. Ten moment, choć nie stanie się wyborczym gamechangerem, zostanie zapamiętany na długo.

Trzaskowski i Nawrocki rozczarowali

Rafał Trzaskowski był dla mnie największym rozczarowaniem tej drugiej debaty. Mówił dużo, ale był wyraźnie zmęczony i rzucał ogólnikami przyprawionymi przesadną gestykulacją. Wyglądał na „wyreżyserowanego” i ciężko było pod makijażem dostrzec prawdziwego i ciekawego człowieka, jakim przecież jest. To zresztą był również problem Karola Nawrockiego. Nie wypadł źle, ale znowu był sztuczny. Miałem dojmujące wrażenie, jakby w przypadku obu głównych kandydatów chodziło o wybór partyjnego produktu, a nie przewodnika narodu. Już czas się odpakować.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pospolite ruszenie