Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

"Porno w teatrze"

"Porno w teatrze"

23.11.2015
Czyta się kilka minut
To przykład jak wydarzenie artystyczne generuje wydarzenie społeczne. W teatrze nie mogło się wydarzyć nic bardziej wartościowego.
Protest środowisk katolickich przed premierą spektaklu "Śmierć i Dziewczyna". Wrocław, 2015 r. Fot: Natalia Dobryszycka/EAST NEWS
P

Po podniesieniu kurtyny salę teatralną wypełnia głośna muzyka i błysk kolorowych świateł. Na środku sceny naga para, kobieta i mężczyzna, porusza się w rytm ruchów frykcyjnych, ekspresowo zmieniając pozycje. Trwa to może pół minuty, po czym kurtyna opada, muzyka milknie, na widowni zapalają się robocze światła. Publiczność wybucha śmiechem i oklaskami. Komunikat jest prosty: chcieliście porno, to macie, a teraz obejrzyjcie spektakl.

Chwilę wcześniej przedzieraliśmy się do teatru, wpuszczani pojedynczo przez policję, która interweniowała, odblokowując przejście. Okrzyki „gestapo!” z ust agresywnych mężczyzn, mieszały się ze słowami modlitwy „Ojcze nasz”, chóralnie recytowanej przez Krucjatę Różańcową. Barykadujący drzwi teatru – na czele z Piotrem Rybakiem, który kilka tygodni wcześniej na ulicach Wrocławia brał udział w spaleniu kukły Żyda – powoływali się nie tylko na Boga, Honor i Ojczyznę, ale także na Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Glińskiego, który w oficjalnym komunikacie wzywał do wstrzymania premiery w imię „powszechnie przyjętych zasad współżycia społecznego”.

Proszę mi wierzyć, nie było w tych zajściach nic ekscytującego, a wśród widzów, którzy w końcu dostali się do teatru, nie było widać triumfu. Panowało przygnębienie.

Aktorzy porno wystąpili na scenie jeszcze raz. W półminutowej sekwencji – podobnie jak w preludium – pospiesznie odegrali stosunek seksualny i zeszli ze sceny. Ewelina Marciniak inteligentnie odnalazła się w sytuacji. Nie dała satysfakcji ani tym, którzy protestowali, ani widzom. Temat „porno w teatrze” został wyeksploatowany przed spektaklem, nie było już nic do spenetrowania. Zamiast napawać się „sukcesem”, puszyć się w kostiumie „skandalistki”, Marciniak pokazała wszystkim figę.

Mam zresztą wrażenie, że pobudki Marciniak były bardzo proste. Obecność wybranych w castingu aktorów porno (zagrali Czesi; z Polaków nikt sie nie odważył) uzasadniona jest bowiem w spektaklu zgoła fabularnie: chodzi o scenę, w której bohaterka odwiedza kabiny porno (śladem bohaterki powieści „Pianistka”, która dostarczyła spektaklowi narracyjnego rusztowania). Oczywiście, w momencie seksualnego zbliżenia można oko kamery przesunąć na kominek, w którym bucha metaforyczny płomień namiętności. Elfriede Jelinek nie należy jednak do autorek zainteresowanych dostarczaniem odbiorcy takich sublimacji: zamiast tego  pokazuje rzeczywistość taką, jaką jest. Ewelina Marciniak poszła za jej przykładem.

O tym, że nie chodziło jej o polityczną publicystykę, świadczy pominięcie przez nią sceny z „Dramatów księżniczek” Jelinek. W baśni o Śpiącej Królewnie bohaterkę budzi ze snu Książę – Jelinek widzi w tym matrycę kultury patriarchalnej, w której mężczyzna jest panem i stwórcą, a kobieta może być co najwyżej piękna. W sparafrazowanej baśni Jelinek chodzi jednak o coś więcej, niż relację między płciami: autorka pokazuje, że obowiązujące na gruncie kultury patriarchalnej zasady przemocy, gwałtu i podporządkowania, są matrycą organizującą rzeczywistość społeczną w ogóle. Dlatego gdy w scenie „dzikiej kopulacji” z Królewną Książę konsumuje swoją władzę, na scenie u Jelinek pojawia się transparent: „Odwiedźcie Austrię! Dopiero teraz praworządną!”.

Szkoda, że Marciniak zrezygnowała z tej sceny! Ci, którzy dla seksu w teatrze potrzebują „uzasadnień”, byliby w pełni usatysfakcjonowani. Trudno bowiem o lepszą ilustrację rzeczywistości politycznej w Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.

Marciniak poszła inną drogą: nie ma w spektaklu teatralnej publicystyki, a ciało polityczne ustępuje wizji „ciała jako takiego”. Owszem, bohaterowie Marciniak są wplątani w relacje dominacji i władzy, ale nie zostały one pokazane w sposób tak obscenicznie precyzyjny, jak to robią Elfriede Jelinek czy Jarosław Kaczyński. Rzecz być może w tym, że dążenie do wielkiej inscenizacji i mocnych efektów przytłoczyło to, co wymagało chłodnej kalkulacji. Ze spektaklu w pamięci pozostają przede wszystkim zrobione z rozmachem sekwencje choreograficzne – jak ta, w której nadzy, splecieni aktorzy tarzają się po scenie. Tytułowa „śmierć” opisuje u Jelinek kondycję kobiety, żyjącej pod dyktatem kultury patriarchalnej – u Marciniak oznacza w większym stopniu kondycję człowieka, który jest chodzącym, nieustępliwym w swej materialności ciałem.

Z przedstawienia wyłania się obraz świata skazującego człowieka na samotność i izolację – pornografia jest elementem tego obrazu. Marciniak znalazła dla języka Jelinek odpowiedni klucz w scenach, w których patos ustępował miejsca cynicznej, iskrzącej się humorem rozgrywce, jaką prowadzą ze sobą bohaterowie. Reżyserka umiejętnie przełożyła tę grę na wywiedziony z „Pianistki” język muzyki: ustawione na scenie fortepiany stały się źródłem nie tylko świetnego podkładu muzycznego (profesjonalni muzycy), ale i metafory, w którym wirtuozerski ideał „stania się fortepianem” odbija echem temat ludzkiego uprzedmiotowienia. Doskonale w tym języku odnalazł sie zespół, szczególnie aktorki: Małgorzata Gorgol, Katarzyna Strączek, Ewa Skibińska. Doprawdy, trudno wyobrazić sobie inny teatr w Polsce, w którym Marciniak mogła przeprowadzić – do końca – swój artystyczny zamysł.

„Śmierć i dziewczyna” to klasyczny przykład na to, jak wydarzenie artystyczne generuje (nawet zanim dochodzi do skutku) wydarzenie społeczne. Nie sposób tego rozdzielać. Dlatego z pełnym przekonaniem podpisuję się pod opinią, że spektakl jest najważniejszym wydarzeniem tego sezonu. Powiem więcej: dziś w teatrze nie mogło wydarzyć się nic bardziej wartościowego.

Pamiętacie Państwo odwołanie „Nie-Boskiej” Frilicia i „Golgoty Picnic” Garcíi, i sposób w jaki Jan Klata i Michał Merczyński ugięli się pod argumentami przemocy, cenzurując teatr? Dziś, kiedy nowa władza bezceremonialnie dąży do podporządkowania sobie sfery publicznej, dyktując wszystkim normy postępowania, Teatr Polski wytycza ścieżkę, którą należy podążać.

Ewelina Marciniak nie ugięła się pod presją władzy. Murem stanął za nią zespół teatru, a przede wszystkim jego dyrektor, Krzysztof Mieszkowski, który działania ministra nazwał po imieniu: prymitywną cenzurą. Wspólnie nie ustąpili ani o krok. Nie dali sobie (i nam) wyrwać ani piędzi tych praw, jakie przysługują obywatelom demokratycznego państwa. Teraz nikt, żaden artysta, żaden dyrektor, nie będzie mógł powiedzieć, że się nie da.

 

„Śmierć i dziewczyna” na podstawie „Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek” Elfriede Jelinek, reż.: Ewelina Marciniak, dramaturgia: Łukasz Wojtysko, scenogr. i kostiumy: Katarzyna Borkowska, muz.: Piotr Kubiak, choreogr.: Dominika Knapik, premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu: 21 listopada 2015.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk teatralny, publicysta kulturalny „Tygodnika Powszechnego”, zastępca redaktora naczelnego „Didaskaliów”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przyzwoitość nakazuje podanie nazwisk czeskich aktorów, na których artystyczne popisy publiczność wali do teatru.

Komu potrzebne są nazwiska aktorów,mało ważnego epizodu w sztuce?Tak jak nikt nie interesuję się kto wykonał scenerie do spektaklu.Czy tylko na popisy czeskich aktorów ludzie idą do tego teatru?A tu tyle się pisze o głównej treści sztuki.Czy Polacy są takimi nienasyconymi nagością innych ludzi zboczeńcami?A tu pruderyjni obrońcy przyzwoitości w duchu chrześcijańskiej pomocy i obrony przed grzechem zaspokojenia ich chuć, bronią aby nie grzeszyli wstępu do miejsca pokusy.I to z jakim poświęceniem i nawet siłą.

Oni przejdą do historii jako ci, którzy w typowo czeskim stylu wydrwili ministra kultury IV RPpis.

By móc ich nienawidzić i wysyłać do piekła? czy po to by móc narzekać, że się im reklamę robi?

Tylko nie wiem kto nim kieruje: dyrektor-krytyk czy poseł. Niby drobnostka, ale ważne. Bo zaraz pojawią się opinie, że to nie teatr polityczny czy teatr do zadań politycznych?

powinien wiedzieć, że każdy mecenat ma prawo wymagać i stawiać warunki beneficjentom. A ci, bez obrażania się i domagania czegokolwiek od niego, mogą odmówić i działać na własny rachunek lub skorzystać ze wstawiennictwa kogoś innego.

Może nie wiem wszystkiego, ale teatr pana Mieszkowskiego nie dostał pieniędzy od pana ministra Glińskiego, ale od samorządu dolnośląskiego. A ten samorząd oświadczył, ze nie ma sprawy. Tak więc pan Glinski wtracił się do nieswoich spraw. Ale tak najwyraźniej działa dziś ta władza od siedmiu boleści...

o "festiwalu złej woli i niekompetencji, jaką wykazywały w stosunku do kultury władze PO", to już z tego wynika, iż władza ma wpływ na kulturę. Choćby przez finansowanie wielu przedsięwzięć i instytucji kultury (muzea, media w tym różnego rodzaju ledwo dyszące czasopisma, mecenat nad ważniejszymi wydarzeniami artystycznymi itd.). A jeśli jakieś przybytki kultury i twórcy dają sobie radę bez wsparcia rządu i daj Boże -samorządu (który jest przecież częścią administracji państwowej), to tym lepiej, nie tylko dla nich.

Wiele przedsięwzięć kulturalnych w Polsce nie ma szans nawet zaistnieć, już nie mówiąc o egzystencji przez jakiś czas, bez wsparcia urzedów przeznaczonych do wspierania kultury. Bardzo dużo więc zalezy od poziomu owych decydentów i ich pryncypiów. Polityka kulturalna PO-wskiego samorządu warszawskiego była nastawiona na prymitywny efekt, pozory "nowoczesności" i marnowanie wieloletniego dorobku warszawskich instytucji kulturalnych przez zamykanie placówek, które się "nie podobały", bo były zbyt "tradycyjne". Dziś wygląda na to, ze będziemy mieć sytuację a rebours. Nie wiem, czy kiedykolwiek doczekamy się decydentów na odpowiednim poziomie. Duzo bywam w Londynie, gdzie zycie kulturalne zapiera dech, a tamtejsze teatry i muzea rzucają na kolana. Własnie ostatnio dowiedziałam się, ze interesujące koncepcyjnie i zorganizowane za duże pieniądze Museum of London w nowoczesnej dzielnicy Barbican zostanie zamknięte, budynek zburzony, a teren sprzedany firmie, która chce się tam budować. Zapewne pozbędzie się ta firma także rzymskich murów obronnych starożytnego Londynu, których pozostałości stanowiły część ekspozycji muzealnej. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma:)))

"Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych."

Patriarchat jest gorszący. Wolałbym żeby moje dzieci nie musiały go już oglądać przed teatrami.

Brawa dla dyrektora i zespołu wrocławskiego teatru. Przykre jest to, ze na obecna władze głosowali obywatele, którzy raczej nie maja na codzien do czynienia z teatrem. I pewnie generalnie z kultura...

O czy można się przekonać słuchając chamciukowatych wypowiedzi ludzi kultury bądź aspirujących do tego miana.

...

S.Twardoch(pisarz) - „pie…ol sie Polsko!” . K.Kutz - ani chybi po faszystowsku, odczłowieczając szyderczo nieslusznego dziennikarza - " ma aparycję smoka w ostatnim miesiącu ciąży" . J.Pilch o autorze który ośmielił się napisać nie na klęczkach o R.Kapuścińskim - "pier..ął w głąb grobu" . A.Stasiuk - "czarnego barana nazwę Smoleńsk" . W. Młynarski o ciemnych Polakach - "Ja ich pier...lę" . A. Nehrebecka (aktorka) podczas kampanii wyborczej o kontrkandydacie Dudzie - "W d... dostajemy od tego chłystka " . J.Poniedziałek (aktor) o prezydencie Dudzie - "Chamstwo, prostactwo i gówniarstwo!" itd. itd.

Ja ich też pier..lę. Ja Szanownemu Panu radzę rajtuzki nieco wyluzować i dystansu nabrać, w szczególności do polityki, a wtedy może się i pojawi u Sz. P. głębsze zrozumienie i akceptacja dla tych, co myślą inaczej niż Sz.P. Zestaw nazwisk przez Sz. P. przytoczony jednoznacznie sytuuje Sz.P. po stronie fundamentalistów tak zwanego pislamu - i ja na to niestety nic nie poradzę. Mogę tylko zasugerować lekturę poety Rymkiewicza przed snem. On tak pięknie, literacko pisze. Jego pier..lę również. A Stasiuk, Pilch. Młynarski - to u mnie I liga. Szczęść Boże Szanownemu Panu.

Ja tylko przedstawiłem, rzecz jasna w wielkim skrócie, chwalebny wkład części postępowych ludzi kultury w rozwój subkultury ulicznej (chamszczyzny pospolitej). I nic na to nie poradzę, iż razi on Zacnego Pana. "Takie mamy klimaty"... Domyślam się, że będzie Pan miłował każdego, nawet z V ligi, kto (pozwolę sobie użyć ulubionego także przez Pana słówka) zdrowo dopier...li znienawidzonym fundamentalistom. Proszę tylko, w razie czego, nie kwękać razem z wrażliwymi inaczej o języku nienawiści, jedynie lub przede wszystkim w odniesieniu do ludu ciemnogrodu. Życzę dalszego pier....nia.

Szanowny Pan najwyraźniej celebruje formę - mnie bardziej interesują treści wypowiedzi. Szanowny Pan widzi formalne dysonanse po jednej stronie społecznego dyskursu - ja dla równowagi przytoczę pierwszy z brzegu (ba, z aktualnego Tygodnika) przykład z drugiej strony: obrzydliwej treści podanej brudnym łapskiem ubranym w białą rękawiczkę. Cytuję R. Ziemkiewicza broniącego księdza podejrzanego o gwałt na pijanej kobiecie: "No cóż, kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech rzuci pierwszy kamień...". Dla pełnej jasności, jeśliby były jeszcze wątpliwości - skończonego chama Ziemkiewicza pier..lę w pierwszej kolejności.

Zarzut, że widzę "formalne dysonanse po jednej stronie społecznego dyskursu" dotyczy bardziej Pana niż mnie. To przecież Pan wyskoczył jak Palikot z konopi z nazwiskiem "Gliński", gdy napisałem, bez wymieniana kogokolwiek o "chamciukowatych wypowiedziach ludzi kultury". Zacytowalem też jedynie ich a nie polityków czy dziennikarzy. Co do wypowiedzi Ziemkiewicza to zupełnie nie widzi Pan, iż to również "formalny dysonans" do których zaliczył Pan tak łaskawie, mniej subtelne obelgi ludzi kultury, na dodatek - niektóre z wyrażnym określeniem adresata. No, ale to dość powszechnie występujący objaw zaćmy postępowej - w przypadku Pana - proweniencji ulicznej, o której wspomniałem na innym wątku. Wybaczy Pan, iż nie użyję tym razem, ulubionego przez Pana "formalnego dysonansu" na literę "p", natomiast dla "pełnej jasności" powiem po chrześcijańsku: a ja Pana ... kocham.

jako że przejawia Szanowny Pan typowe dla środowiska tzw. "prawej strony" cechy obłudy i zakłamania, a charakterystyczne przywoływanie chrześcijaństwa w takim kontekście jedynie tę diagnozę potwierdza. +++ Na przystawkę cytat z Macierewicza, mile połaskocze Pańskie delikatne uszka:" My, naród Polski, mogliśmy dać władzę ludziom, dla których "rynsztok" to za mało powiedziane - mówił na spotkaniu Macierewicz o ekipie rządzącej"

iż jest Pan poczciwcem lubiącym "pier..lić", pochodzącym z cnotliwego ludu kolekcjonerów zegarków i smakoszy ośmorniczek pływających w winie. Zmartwił mnie Pan przystawką, wcale nie przerażająca i za mało wulgarną jak na czołowego siepacza pisizmu, bo ileż jeszcze razy przyjdzie mi Pana pouczać, iż cytat nawet z Macierewicza to przecież nic innego jak "formalny dysonans", do których ma Pan przecież szlachetną wyrozumiałość. To może ja teraz dam kilka przykładów dysonansów ze strony pańskiej ektraklasy : "ch.., d...a i kamieni kupa" (jakże celne nieprawdaż?) i znaczcnie bardziej pomysłowe niż nudna ględźba Antoniego. Albo "trup na wrotkach" czy "dorżnąć watahę" lub hasło z pokojowej demonstracji dziatwy szkolnej z rodzicami "minister do wora, wór do jeziora". Przy tej dojrzałej twórczości - wypowiedź Macierewicza ma się jak patyk do bejsbolowej pałki. Nie sądzi Pan?

Ostatni raz się pochylę i jak dziecku powtórzę - Szanownego Pana razi brzydota słowa, mnie przyrównanie rządu Rzeczypospolitej Polskiej do rynsztoka. Pan z pewnością blisko ambon wychowany, bo tam od wieków obłuda jest cechą troskliwie pielęgnowaną.

Za darmo logiki i rozumienia tekstów dłużej nie zamierzam Pana nauczać. Zarówno cytaty przytoczone przez Pana jak i przeze mnie dadzą się zaliczyć z powodzeniem do "dysonansów" i "brzydoty". Jednak nie baw się Pan już w filozofa nawet chłopskiego, gdyż widać że dyskoteka pod Garwolinem byłaby dla Pana odpowiedniejsza (czy nie zabłądził Pan tutaj nieszczęśliwie?). Przecież zbójeckie hasło "dorżnąć watahę" skierowane było także do rządu Rzeczypospolitej Polskiej. I co? Bandycka groźba wobec jednego rządu miałaby być wedlug Pańskiej koślawej logiki jedynie "brzydotą słowa", zaś przyrównanie drugiego rządu do rynsztoka - niewybaczalnym bluźnierstwem? A "ch,d i kamieni kupa" to dysonans, brzydota czy profanacja Najjaśniejszej Zjednoczonej Platformy Obrzydatelskiej ? Radzę nad tym w pocie czoła pomyśleć od 4 - 6 godzin. I odpisać - najlepiej na Berdyczów.

Do swej listy śmiało może Sz.P. dopisać A. Grabowskiego vel Ferdynanda Kiepskiego, który notorycznie w telewizji Polsat powtarza "dupa dupa dupa" i takie tam.

Porno w teatrze. Radni PO: Odwołajcie spektakl albo obetniemy dotację Cały tekst: http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,19192348,porno-w-teatrze-radni-po-odwolajcie-spektakl-albo-obetniemy.html#ixzz3sL3RMzlE
Obrazek użytkownika Avina

Byłaś na premierze, Kalino, czy jak wicepremier masz zdanie awansem? Teatr do niedawna nie miał braw od lokalnych z PO, a zanim się je usłyszy lokalni muszą się pozbierać do kupy. Z recenzji w TP można domniemywać, że nie pornografia a ekshibicjonizm teatralny urzekł klaskających widzów i poprawnych recenzentów.

Avino, podobnie jak minister Gliński, nie widziałam spektaklu. Mam nadzieje, ze jest dobry, niemniej pewności nie mam. Uwazam jednak - niezależnie od poziomu przedstawienia - ze twórcy maja prawo do realizacji swoich koncepcji, skoro dostali na nie pieniądze, o ile wiem, od samorządu dolnośląskiego. I ciesze się, ze nie przestraszyli się pogróżek ministerialnych. Wprawdzie nie te proporcje, ale i ja przed laty byłam zastraszana jako autorka wystawy, przez decydentów z Ligi Polskich Rodzin, którym nie podobało się, ze w moim scenariuszu wystawy o Wołyniu Ukraińcy nie mają rogów, kopyt i ogonów, ale są prymitywnymi chłopami podburzonymi przez nacjonalistycznych działaczy politycznych usiłujących stworzyć niepodległą Ukrainę z pomocą czystek etnicznych. Było wówczas nieprzyjemnie, niemniej tez się postawiłam, wiec czuję poniekąd "pokrewieństwo" z dyrektorem wrocławskim. I wiem dobrze, jak takie niekompetentne ingerencje sa wkurzajace.

Teatr Polski we Wrocławiu dostał niedawno 4 mln zł od Ministra Kultury ( poprzedniego ) co oznacza więcej jak 10 groszy od każdego Polaka. W USA teatry też dostają dotację. Tamtejszy fundusz publiczny ( na całe USA ) jest 10 razy mniejszy od budżetu jakim dysponuje polski Minister Kultury na podobne cele w kraju nad Wisłą. Nie potrafię porównać poziomu naszego rodzimego teatru z teatrem amerykańskim. Wygląda na to, że artysta amerykański lekko nie ma, albowiem w praktyce nie otrzymuje pieniędzy państwowych - to z jednej strony, a z drugiej musi trzymać się amerykańskich standardów ( a wiadomo przecież, że Amerykanie są bardzo purytańscy ).

Nigdy nie byłam w USA. Znam wprawdzie kasowa kinematografie amerykańską, nie słyszałam jednak o wybitnych osiągnięciach teatru amerykańskiego. Ale może one są, tylko ja o nich nie słyszałam. Wprawdzie nie wiem, jak funkcjonuje i za czyje pieniądze rewelacyjny teatr angielski, znam natomiast efekty jego działalności. Żeby dostać sie na znakomity, jak się okazało, listopadowy spektakl "Hamleta" w Barbican Theatre z Benedictem Cumberbatchem w roli tytułowej musiałam kupic niemal ostatnie bilety półtora roku temu!!! Podobnie jest z Haymarket Theatre, Globe, Old Vick i innych. W Londynie do teatrów ludzie walą, a nie chodzą, a bilety sa bardzo drogie. Nie ma jednak takiej możliwości, żeby byle urzędas wtracał się do inscenizacji! Chybaby zawisł na placyku Tyburn:)))

Szanowny Pan widać słuchał dziś "trójki" i stąd pewnie te rewelacje - zapomniał jednak dodać, co "trójka" jasno artykułowała, że państwowe dotacje to w USA ledwie kilka procent wszystkich subwencji na kulturę, reszta pochodzi ze źródeł prywatnych. Więc wcale mało tego nie jest. A co do standardów: Ameryka ma opinię kraju purytańskiego, w telewizji publicznej najgrzeczniejsze polskie filmy byłyby ze względów obyczajowych cenzurowane - goły (za przeproszeniem) cycek jest wycinany aż po grzbiet - ale na byle kablu dostanie Szanowny Pan takie porno, jakiego Szanownego Pana dusza zapragnie. Za grosze - proszę sobie nie żałować, jeśli trafi się okazja.
Obrazek użytkownika Avina

Twoja wystawa miała parę reedycji, więc ingerencja jej nie zaszkodziła. Masz bogaty biogram w stosownym słowniku, na jaki pan M. raczej liczyć nie może. Teatr kiepsko stoi finansowo, Urząd Marsz. daje środki na utrzymanie scen i ich pracowników, ale to MK dotuje działalność artystyczną. Mogło być gorzej, Rzecznik Praw Dziecka mógł był zaingerować w sprawie dziewięciolatka muzykującego w spektaklu dla dorosłych, albo nie wiedział, albo zaufał, że dziecko nie bierze udziału we fragmentach dla niego niedozwolonych (-_-)

Nie przypominaj mi, Avino, peregrynacji niby mojej wystawy. W jej pierwotnej wersji jedynie pojechała na Dolny Śląsk. Potem została przerobiona przez mojego następcę, rzecznika ugody z Rosją i znanego ukrainożercę, który oczywiście mógł ingerować w wystawe, która nie należy do mnie, niemniej powinien przynajmniej usunąć moje nazwisko. Nie będę się procesować, bo sprawa tego nie warta. Co do teatru wroclawskiego - nie znam wszystkiego, wiec jedynie powtórzę, ze nie sympatyzuję ze zjawiskiem wtracania się urzędasów w twórczość artystyczna.

do zapoznania się z twórczością Elfriede Jelinek. To ważne i wartościowe doświadczenie.

Pamiętam, że niegdyś wypożyczyłem w miejskiej bibliotece publicznej dwie dość odmienne pozycje: "Madame" Antoniego Libery oraz jakieś dzieło ( tytuł mi umknął ) Elfriede Jelinek. Zacząłem od Libery. Po zakończeniu lektury pomyślałem: "jaka piękna książka". Pełen dobrej woli przystąpiłem do lektury noblistki. Zniesmaczony i znudzony zakończyłem na piątej stronie. A jaką książkę konkretnie pan(i) poleca ?

Przyznaję, ze nie czytałam niczego Elfriede Jelinek, choć film "Pianistka" według jej prozy uważam za znakomity. Natomiast nie zdołałam przeczytać głosnej w swoim czasie "Madame" Libery. Skończyłam może nie na piatej stronie, ale niewiele dalej:)))
Obrazek użytkownika Avina

Książkę zmordowałam. Gdybym miała jechać do Wrocławia, najpierw na "Dzieci z Bullerbyn".

Sz.P. plaiduncan - jezeli zakonczyl(a) pan/pani czytanie ksiazki na piatej stronie + okladka nie oznacza to, ze inni nie moga/nie chca przeczytac do konca. Pana/pani subiektywne odczucia nie interesuja wszystkich. Nikt nie zmusza pana/pani do czytania ksiazek czy pojscia do teatru na spektakle, ktore by Sz.P. zniesmaczaly czy irytowaly. Co z tymi, ktorzy lubia taka literature neurotycznej rzeczywistosci, literature nie koloryzujaca ludzi, zycia. Nie proponuje "Pianistki" E.Jelinek - bo na pewno po takiej dawce mocnego erotyzmu nie moglby Sz.P. zasnac i trzeba byloby przez cala noc odmawiac rozaniec. Proponuje "Folwark zwierzecy " George'a Orwella. Jezeli Sz.P czytal,to proponuje jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem.

Cóż, przywykłem już do tych bardzo wyrazistych środków wyrazu współczesnego, zwłaszcza francuskiego kina. Oraz literatury też. Zastanawiam się czy ten ponoć konserwatywny i prawicowy pisarz Houellebecq znalazłby tylu czytelników, a nawet wielbicieli gdyby nie te bardzo obrazowe, artystyczne sceny fellatio w jego powieściach.

Houellebecq tak jak Orwell tworzy wizje przyszlosci, ale nie tak przyjemna.

to najsłabsze ogniwo, niestety, w redakcji TP. Pomijając fakt, że jest stronniczy w promowaniu tylko jednego rodzaju teatru (nie pamiętam żadnej jego recenzji w TP z przedstawienia innego reżysera niż grona wzajemnej post-dramatycznej adoracji) to także w analizie zdarzenia w TPolskim (oczywiście ma prawo), ale w jego "interpretacji" tego zdarzenia posługuje się tak spranymi argumentami, tak już wymemłanymi przed premierą, że aż dziw bierze, że redakcja jeszcze chce to drukować. Jej wola. Szkoda, że rzadko z tych recenzji można dowiedzieć się co recenzent myśli, czy dobrej klasy aktorstwo oglądamy, czy reżyser wie co robi - za to jest mnóstwo prób WEJŚCIA W GŁOWĘ reżysera, tak karkołomnych językowo, że swego czasu interweniował listem do TP śp. prof. Henryk Markiewicz. Abstrahując od poziomu artystycznego przedstawienia, które być może jest bardzo wartościowe, pan MK pomija fakt, iż dyrektorem T,Polskiego jest już nie tylko człowiek teatru, ale też poseł. Opozycyjny. I że warto zapytać czy sprawa nie ma podwójnego dna. Ale oczywiście lepiej piać z zachwytu, kreować wydarzenie sezonu i - to już doprawdy komiczne - zestawiać owe "porno" z decyzją dyr. Klaty (nie cenzurą, ale dbałością o konfliktowany przez reżysera zespół - oczywiście W IMIĘ SZTUKI) i paniką wokół "Golgoty". A do pana ministra prośba: niech pierwsze, co w podobnej sytuacji Pan zrobi, będzie kupienie biletu do teatru, który prowokuje polityczny (przecież DZIŚ WSZYSTKO JEST POLITYCZNE:) skandal, obejrzy, a potem ewentualnie decyduje. Nawet jeśli, jak TPolski, jest to teatr przez ministerstwo kultury współdotowany, a więc traktowany na SPECJALNYCH WARUNKACH niż inne sto siedemnaście w kraju. Hough!
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]