Reklama

"Porno w teatrze"

"Porno w teatrze"

23.11.2015
Czyta się kilka minut
To przykład jak wydarzenie artystyczne generuje wydarzenie społeczne. W teatrze nie mogło się wydarzyć nic bardziej wartościowego.
Protest środowisk katolickich przed premierą spektaklu "Śmierć i Dziewczyna". Wrocław, 2015 r. Fot: Natalia Dobryszycka/EAST NEWS
P

Po podniesieniu kurtyny salę teatralną wypełnia głośna muzyka i błysk kolorowych świateł. Na środku sceny naga para, kobieta i mężczyzna, porusza się w rytm ruchów frykcyjnych, ekspresowo zmieniając pozycje. Trwa to może pół minuty, po czym kurtyna opada, muzyka milknie, na widowni zapalają się robocze światła. Publiczność wybucha śmiechem i oklaskami. Komunikat jest prosty: chcieliście porno, to macie, a teraz obejrzyjcie spektakl.

Chwilę wcześniej przedzieraliśmy się do teatru, wpuszczani pojedynczo przez policję, która interweniowała, odblokowując przejście. Okrzyki „gestapo!” z ust agresywnych mężczyzn, mieszały się ze słowami modlitwy „Ojcze nasz”, chóralnie recytowanej przez Krucjatę Różańcową. Barykadujący drzwi teatru – na czele z Piotrem Rybakiem, który kilka tygodni wcześniej na ulicach Wrocławia brał udział w spaleniu kukły Żyda – powoływali się nie tylko na Boga, Honor i Ojczyznę, ale także na Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Glińskiego, który w oficjalnym komunikacie wzywał do wstrzymania premiery w imię „powszechnie przyjętych zasad współżycia społecznego”.

Proszę mi wierzyć, nie było w tych zajściach nic ekscytującego, a wśród widzów, którzy w końcu dostali się do teatru, nie było widać triumfu. Panowało przygnębienie.

Aktorzy porno wystąpili na scenie jeszcze raz. W półminutowej sekwencji – podobnie jak w preludium – pospiesznie odegrali stosunek seksualny i zeszli ze sceny. Ewelina Marciniak inteligentnie odnalazła się w sytuacji. Nie dała satysfakcji ani tym, którzy protestowali, ani widzom. Temat „porno w teatrze” został wyeksploatowany przed spektaklem, nie było już nic do spenetrowania. Zamiast napawać się „sukcesem”, puszyć się w kostiumie „skandalistki”, Marciniak pokazała wszystkim figę.

Mam zresztą wrażenie, że pobudki Marciniak były bardzo proste. Obecność wybranych w castingu aktorów porno (zagrali Czesi; z Polaków nikt sie nie odważył) uzasadniona jest bowiem w spektaklu zgoła fabularnie: chodzi o scenę, w której bohaterka odwiedza kabiny porno (śladem bohaterki powieści „Pianistka”, która dostarczyła spektaklowi narracyjnego rusztowania). Oczywiście, w momencie seksualnego zbliżenia można oko kamery przesunąć na kominek, w którym bucha metaforyczny płomień namiętności. Elfriede Jelinek nie należy jednak do autorek zainteresowanych dostarczaniem odbiorcy takich sublimacji: zamiast tego  pokazuje rzeczywistość taką, jaką jest. Ewelina Marciniak poszła za jej przykładem.

O tym, że nie chodziło jej o polityczną publicystykę, świadczy pominięcie przez nią sceny z „Dramatów księżniczek” Jelinek. W baśni o Śpiącej Królewnie bohaterkę budzi ze snu Książę – Jelinek widzi w tym matrycę kultury patriarchalnej, w której mężczyzna jest panem i stwórcą, a kobieta może być co najwyżej piękna. W sparafrazowanej baśni Jelinek chodzi jednak o coś więcej, niż relację między płciami: autorka pokazuje, że obowiązujące na gruncie kultury patriarchalnej zasady przemocy, gwałtu i podporządkowania, są matrycą organizującą rzeczywistość społeczną w ogóle. Dlatego gdy w scenie „dzikiej kopulacji” z Królewną Książę konsumuje swoją władzę, na scenie u Jelinek pojawia się transparent: „Odwiedźcie Austrię! Dopiero teraz praworządną!”.

Szkoda, że Marciniak zrezygnowała z tej sceny! Ci, którzy dla seksu w teatrze potrzebują „uzasadnień”, byliby w pełni usatysfakcjonowani. Trudno bowiem o lepszą ilustrację rzeczywistości politycznej w Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.

Marciniak poszła inną drogą: nie ma w spektaklu teatralnej publicystyki, a ciało polityczne ustępuje wizji „ciała jako takiego”. Owszem, bohaterowie Marciniak są wplątani w relacje dominacji i władzy, ale nie zostały one pokazane w sposób tak obscenicznie precyzyjny, jak to robią Elfriede Jelinek czy Jarosław Kaczyński. Rzecz być może w tym, że dążenie do wielkiej inscenizacji i mocnych efektów przytłoczyło to, co wymagało chłodnej kalkulacji. Ze spektaklu w pamięci pozostają przede wszystkim zrobione z rozmachem sekwencje choreograficzne – jak ta, w której nadzy, splecieni aktorzy tarzają się po scenie. Tytułowa „śmierć” opisuje u Jelinek kondycję kobiety, żyjącej pod dyktatem kultury patriarchalnej – u Marciniak oznacza w większym stopniu kondycję człowieka, który jest chodzącym, nieustępliwym w swej materialności ciałem.

Z przedstawienia wyłania się obraz świata skazującego człowieka na samotność i izolację – pornografia jest elementem tego obrazu. Marciniak znalazła dla języka Jelinek odpowiedni klucz w scenach, w których patos ustępował miejsca cynicznej, iskrzącej się humorem rozgrywce, jaką prowadzą ze sobą bohaterowie. Reżyserka umiejętnie przełożyła tę grę na wywiedziony z „Pianistki” język muzyki: ustawione na scenie fortepiany stały się źródłem nie tylko świetnego podkładu muzycznego (profesjonalni muzycy), ale i metafory, w którym wirtuozerski ideał „stania się fortepianem” odbija echem temat ludzkiego uprzedmiotowienia. Doskonale w tym języku odnalazł sie zespół, szczególnie aktorki: Małgorzata Gorgol, Katarzyna Strączek, Ewa Skibińska. Doprawdy, trudno wyobrazić sobie inny teatr w Polsce, w którym Marciniak mogła przeprowadzić – do końca – swój artystyczny zamysł.

„Śmierć i dziewczyna” to klasyczny przykład na to, jak wydarzenie artystyczne generuje (nawet zanim dochodzi do skutku) wydarzenie społeczne. Nie sposób tego rozdzielać. Dlatego z pełnym przekonaniem podpisuję się pod opinią, że spektakl jest najważniejszym wydarzeniem tego sezonu. Powiem więcej: dziś w teatrze nie mogło wydarzyć się nic bardziej wartościowego.

Pamiętacie Państwo odwołanie „Nie-Boskiej” Frilicia i „Golgoty Picnic” Garcíi, i sposób w jaki Jan Klata i Michał Merczyński ugięli się pod argumentami przemocy, cenzurując teatr? Dziś, kiedy nowa władza bezceremonialnie dąży do podporządkowania sobie sfery publicznej, dyktując wszystkim normy postępowania, Teatr Polski wytycza ścieżkę, którą należy podążać.

Ewelina Marciniak nie ugięła się pod presją władzy. Murem stanął za nią zespół teatru, a przede wszystkim jego dyrektor, Krzysztof Mieszkowski, który działania ministra nazwał po imieniu: prymitywną cenzurą. Wspólnie nie ustąpili ani o krok. Nie dali sobie (i nam) wyrwać ani piędzi tych praw, jakie przysługują obywatelom demokratycznego państwa. Teraz nikt, żaden artysta, żaden dyrektor, nie będzie mógł powiedzieć, że się nie da.

 

„Śmierć i dziewczyna” na podstawie „Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek” Elfriede Jelinek, reż.: Ewelina Marciniak, dramaturgia: Łukasz Wojtysko, scenogr. i kostiumy: Katarzyna Borkowska, muz.: Piotr Kubiak, choreogr.: Dominika Knapik, premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu: 21 listopada 2015.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]