Miasteczko na Mazowszu. Na forum mieszkańców pojawia się wiadomość, że w remizie straży pożarnej jest zbiórka żywności i artykułów higienicznych dla powodzian. W lokalnej Biedronce znacznie więcej ludzi niż zwykle. Widzę, jak w wózkach lądują dodatkowe zgrzewki wody, makaron. W remizie kolejne samochody dorzucają się do ogromnej sterty konserw, papieru. Strażacy pospiesznie układają rzędy butelek, które zawiozą na tereny dotknięte przez kataklizm. Festiwal pomagania.
W tym samym czasie w mediach społecznościowych mnożą się oddolne zbiórki. Tym razem nie są to jedynie duże organizacje charytatywne. Ludzie próbują swoje zasięgi w sieci przełożyć na rozwiązanie konkretnych problemów powodzian. Ponad tysiąc osób wpłaca na twitterową zbiórkę jezuity, o. Grzegorza Kramera, który przez parafię w Kłodzku przekazuje żywność poszkodowanym. Ekonomista Sławomir Kalinowski w kilka godzin zebrał 16 tys. zł na domy dziecka w Kłodzku. Młody sosnowiecki radny Damian Żurawski po czterech dniach może kupić karmę za ponad 60 tys. zł dla uratowanych z powodzi zwierząt. Wszystko to dzieje się na polskiej platformie X, gdzie obok hejtu i politycznych awantur nagle pojawił się altruizm.
Oddolna sieć wsparcia
Atmosfera, która zapanowała w Polsce w połowie września, przypominała nieco pierwsze dni pandemii czy marzec 2022 r., gdy Polacy gremialnie ruszyli do pomocy Ukraińcom. Nieprawdopodobna samoorganizacja społeczeństwa, które przecież w europejskich rankingach zaufania czy aktywności społecznej zawsze ląduje na ostatnich miejscach.
Zapewne wielu czytelników pamięta inicjatywę „Widzialna ręka”, gdy w wielu miastach oddolnie zbudowano sieć wsparcia dla osób przebywających w epidemicznej izolacji. Po ataku Rosji na Ukrainę przy przejściach granicznych spontanicznie powstały niezwykle sprawnie działające struktury przyjmowania uchodźców – zapewniano im wodę, pożywienie, pierwszą pomoc. Wielu Polaków na co dzień nienależących do żadnych organizacji czy stowarzyszeń w pierwszych dniach po rosyjskiej inwazji włączyło się w rozmaite aktywności na dworcach kolejowych, do których przyjeżdżały pociągi z Kijowa czy Lwowa. Z prowadzonych wtedy w naszym zespole badań wynikało, że niemal dwie trzecie Polaków było zaangażowanych w pomoc finansową czy przekazało dary Ukraińcom, 14 procent zaangażowało się w rozmaite akcje wolontariatu, a co dwudziesty przyjął ukraińską rodzinę pod swój dach.
Przygotowanie na czas kryzysu
Społeczeństwa historycznie straumatyzowane, które doświadczyły w przeszłości zbrodni wojennych, okupacji, totalitaryzmu czy ludobójstw, wytwarzają pewien charakterystyczny sposób funkcjonowania. Państwo i jego struktury często są traktowane jako obce i podejrzane. Ludzie rzadko też angażują się w działania organizacji pozarządowych czy ruchów społecznych. Integracja społeczna następuje głównie na poziomie rodziny i najbliższego otoczenia.
Socjologowie często opisują to jako stan „próżni socjologicznej” albo wręcz „amoralny familizm”. Jest to oczywiście pozostałość adaptacji społeczeństw do sytuacji wojennej czy okupacyjnej, gdy państwo przestawało istnieć, a nadmierne zaufanie mogło skończyć się represjami czy nawet śmiercią. W tym sensie Polacy przypominają choćby Greków, Ormian lub rdzenną ludność Ameryki. Łączą nas z nimi nie tylko wspomnienia traumatycznej przeszłości, ale też codzienne problemy wynikające z naszej historii.
Z drugiej strony społeczeństwa takie potrafią być nieźle przygotowane na czasy kryzysu. To wtedy właśnie następuje błyskawiczna integracja i ogromna oddolna aktywność – bardzo często wbrew państwu, a nie z jego wsparciem.
Posłuszeństwo wobec władz
W zachodnich naukach społecznych często pisze się o efekcie jednoczenia się wokół flagi (rally ’round the flag). W czasie kryzysu wzrasta poparcie dla władzy, obywatele posłusznie wypełniają zalecenia służb i państwowych instytucji. Ale nie w Polsce.
Gdy badaliśmy reakcję na epidemię covidu w Polsce i w Niemczech, zauważyliśmy, że wśród Niemców szczególnie przestraszonych rozprzestrzeniającym się wirusem wzrosło posłuszeństwo wobec władz państwowych.
Polacy w tej samej sytuacji zwrócili się raczej ku zwyczajom i tradycjom niż ku wskazaniom służb sanitarnych, naukowców i polityków. W przypadku epidemii było to niezwykle groźne. Z drugiej strony w czasie wojny w Ukrainie pozwoliło – nie czekając na decyzje rządzących – zorganizować ogromną skalę oddolnej pomocy. W 2022 r. Polacy zadziwili świat.
Między Tuskiem a Owsiakiem
Ten typowy rys oddolnej aktywności Polaków rzadko był wykorzystywany przez rządzących, którzy przecież mogliby zrozumieć kryjący się w tym potencjał i włączyć go do równolegle prowadzonych działań państwa. W czasie powodzi na Dolnym Śląsku chyba nastąpiła jakaś zmiana.
„Rzeczpospolita zbiórkowa”, napisał szyderczo jeden z internautów na widok wspólnej konferencji prasowej premiera Donalda Tuska i Jerzego Owsiaka, podczas której ogłoszono specjalną zbiórkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dla szpitali. Politycy opozycyjni zaczęli wspominać o „kapitulacji państwa” i „abdykacji rządzących”. W rzeczywistości jednak konferencja pokazała, że oddolna mobilizacja społeczna może być wykorzystana przez państwo do sprawniejszego zarządzania sytuacją kryzysową.
Transporty WOŚP będą kierowane przez wojewodów do miejsc wymagających największego wsparcia w danym momencie. W społeczeństwie, w którym ludzie masowo angażują się w oddolną pomoc, zintegrowanie tego wysiłku z działaniami państwa może być na wagę złota. W historycznie straumatyzowanych społeczeństwach tak właśnie należy reagować na kolejne kryzysy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















