Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Polscy biskupi i „herezje” Franciszka

Polscy biskupi i „herezje” Franciszka

06.12.2015
Czyta się kilka minut
W Paryżu odbył się właśnie szczyt klimatyczny. Tymczasem wielu polskich duchownych i wiernych świeckich bezceremonialnie krytykuje papieskie zaangażowanie w ochronę środowiska – albo je przemilcza.
Chrześcijański „Marsz dla Ziemi” – demonstracja poparcia dla postulatów Franciszka, Rzym, 8 listopada 2015 r. Fot. Giuseppe Ciccia / NURPHOTO / AFP / EAST NEWS
F

Franciszek nie na darmo przybrał imię Biedaczyny z Asyżu. Od początku pontyfikatu dawał wyraz troski o środowisko naturalne, czy też szerzej: o sprawy Bożego stworzenia. Podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim (listopad 2014 r.) papież pochwalił Stary Kontynent za zaangażowanie na rzecz ekologii. Z jednej strony przyznał, że „natura jest do naszej dyspozycji, możemy się nią cieszyć i dobrze ją wykorzystywać”. Z drugiej jednak zaznaczył, iż „nasza ziemia wymaga stałej opieki i uwagi, a na każdym spoczywa osobista odpowiedzialność za to, by strzec stworzenia, cennego daru, który Bóg złożył w rękach ludzi”. Po czym padły słowa, które dobrze wyrażają myślenie Franciszka o naszej planecie: „Nie jesteśmy jej panami. Jesteśmy stróżami, ale nie panami. Dlatego też mamy ją miłować i szanować, a tymczasem często kierujemy się pychą, dążąc do panowania, posiadania, manipulowania,...

10170

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...przede wszystkim "polskiego węgla" i "polskiego uporu"? Co w globalnym bilansie wymiany gazowej znaczy kilka elektrociepłowni spalających węgiel? A dlaczego nie akcentować alternatywnego modelu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych poprzez ograniczonie konsumpcji energii? Czyż model globalnej gospodarki opartej na konkurencyjności i nadprodukcji, nie jest także modelem niezwykle energochłonnym? No cóż, wierząc bardziej "mechanizmom rynkowym", jak zdrowemu rozsądkowi i zbilansowanej produkcji i konsumpcji, bedziemy skazani na chaotyczne i mało efektywne działania, które można określić słowami Ewangelii:"cedzicie komara, a łykacie wielbłąda"

To nie polski węgiel jest problemem, a polski egoizm, brak solidarności i woli współpracy.

Bo w Polsce są tacy, co kontestują narzucaną przez mainstream kompulsywną konsumpcję, która ma zapełnić pustkę duchową "leminga"? Niestety, ale Polska nie należy do tych krajów, gdzie "ciepłej wody w kranie" wystarcza dla każdego, wiec próbują się ogrzać w inny dostępny sposób. Że to nie na rękę mainstreamowi, który nie może opchnąć ropy i gazu doprowadzonego do "serca Europy" rurociągiem starej przyjaźni? W polskiej tradycji jest zakodowana niechęć do oligarchii,szczególnie takiej, która swe przywileje zdobywa i utrzymuje dzięki bezwzglednej przemocy-także ekonomicznej. To takie "ciemnogrodzkie" przywiązanie do wartości chrześcijańskich: wolności, równości i braterstwa, które być może znajdzie się pod presją kolejnego zaboru.

...ale Szanowny Pan kompletnie nie na temat. +++ Pora najwyższa odrzucić biblijny paradygmat "czynienia Ziemi poddaną", i chwała Bogu, że tak się dzieje. Losy Ziemi to także nasze losy. Smród z polskich kominów niesie się po świecie nie uznając granic. Korzystamy pełnymi garściami z solidarności innych - elementarna przyzwoitość nakazuje w tej banalnie oczywistej sprawie także stanąć po stronie zdrowego rozsądku. Najbardziej komiczny aspekt Pańskiej wypowiedzi to ten o "opychaniu ropy" i "bezwzględnej przemocy ekonomicznej". Szanowny Panie, od dziesięcioleci całe polskie społeczeństwo finansuje działalność nierentownych polskich kopalń, postpeerelowskich niewydajnych molochów z toczącą je gangreną pasożytniczych związków zawodowych i rakiem upolitycznienia zarządu. Straty idą w ciężkie miliardy. Za nie z pewnością nie tylko ciepłą wodę, ale wrzątek i kurczaka do niego można by zapewnić wszystkim tym, co według Sz. P. cierpią na jej brak. Ale Sz. P. zdaje się z tych ekonomicznych inaczej, co by i za dotowaniem polskich upraw bananowca w szklarniach głosowali, gdyby ino takie hasło padło z Torunia lub Ciemnogrodzkiej... tfu, z Nowogrodzkiej miało być.

-co dla Niego jest "tematem" dyskusji. Jak na razie widzę tu "merytoryczność" obsesyjnego zgoła antyteizmu i antypolonizmu. Obsesje mają to to do siebie, że są głuche na logiczną argumentację, bo problem tkwi w emocjach, które szukają odreagowania w każdy mozliwy sposób. Wobec tego sam nie wiem, czy wobec Szanownego Pana należy przyjąć postawę partnera w dyskusji, czy raczej psychoterapeuty odkrywającego rzeczywisty problem pacjenta, na podstawie jego wynurzeń(nawet nieskładnych). Co prawda nie mam kwalifikacji psychoterapeutycznych, ale proponuję swoistą terapię poprzez zaakceptowanie prawdy, bo to jesy droga do akceptacji rzeczywistości i samego siebie wg słów: "poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Zaś co do "polskich kominów zasmradzających powietrze", wypada mi zwrócić uwagę na najwiekszy smród wszechczasów, wydobywajacy się z z krematoryjnych pieców KL Auschwitz-Birkenau: podobno to jest "polski obóz zagłady"-czemu ma służyć ta frazologiczna zbitka? To dziwna obsesja tworzenia prawdy przez propagandę na użytek urojeń słabego umysłu. Ale to nie sukces machiny propagandowej jest tą prawdą, która wyzwala człowieka.

odpowiadam, cytując pierwszy komentarz Sz. P. i moją nań odpowiedź.: "Czyżby istotnie globalny efekt cieplarniany był problemem (..) "polskiego węgla" i "polskiego uporu? [J. Nejno]"; "To nie polski węgiel jest problemem, a polski egoizm, brak solidarności i woli współpracy. [eddiepolo]". Szanowny Pan zaś w TYM temacie na to tak: "w Polsce są tacy, co kontestują narzucaną przez mainstream kompulsywną konsumpcję, która ma zapełnić pustkę duchową "leminga"...; "to nie na rękę mainstreamowi, który nie może opchnąć ropy i gazu"; i już całkiem odlotowe: "To takie "ciemnogrodzkie" przywiązanie do wartości chrześcijańskich: wolności, równości i braterstwa, które być może znajdzie się pod presją kolejnego zaboru." +++ Tą ostatnią frazą Szanowny Pan odleciał w przysłowiowy kosmos, jako że już dzieci w gimnazjum wiedzą, iż cytowane hasła to hasła Wielkiej Rewolucji Francuskiej i wolnomularzy, sformułowane w 1793 r. Oba te fenomeny można posądzać o cokolwiek, ale na pewno nie o szerzenie przy pomocy "Liberté-Égalité-Fraternité" ideologii chrześcijańskiej. Zresztą sam Kościół bardzo często określa je jako wybitnie i jednoznacznie antyreligijne. Ta wolta jednak nie dziwi - Kościół katolicki niejednokrotnie dokonywał podobnych karkołomnych sztuczek zawłaszczając cudze hasła i ideały - jednak za tę sztukę Szanownemu Panu z pewnością należy się chrześcijański Nobel w dziedzinie sztuki, konkretnie sztuki odwracania kota ogonem. Po takim wyczynie może Szanowny Pan śmiało przypisać papieżom inicjatywę przewrotu kopernikańskiego czy rolę mentora i promotora odkryć Karola Darwina. Wielki Redemptorysta i episkopat, kolejność nieprzypadkowa, z pewnością docenią Pański wysiłek twórczy odpowiednim odpustem i błogosławieństwem na antenie radiamaryja.

+++ Podsumowując: sprawa jest prosta jak świński ogon - ludzkość zaczyna rozumieć zagrożenie, jaka ona sama stanowi dla całej planety i siebie samej; narody postanawiają aktywnie działać na rzecz ratowanie Ziemi i jej biosfery; całkiem liczna grupa uzbrojonych w kilofy i ordynarne wyzwiska polskich górników walczy o kolejne dolewki do swego korytka, a nowogrodzka politykiera bez skrupułów wykorzystuje ten konflikt interesów dla własnych partyjnych celów, zdobycia i utrzymania władzy i kontestuje udział Polski europejskim i globalnym dziele ratowania planety.

+++ "I kto za to płaci? ja płacę, Pan płaci, społeczeństwo..." Z tym, że ja mówię 'hola hola, i basta' - zaś Sz. Pan kontynuuje lot w kosmos, podpierając się na dodatek krematoriami KL Auschwitz. To ja powiem to wprost i bez ogródek: wstyd, Panie Nejno. Pora się opamiętać. Niech Pan kopci w domu węglem, flotem, mułem czy śmieciami - ale niech Pan nie traci przy tym poczucia przyzwoitości i umiaru.

...które firmuję moim imieniem i nazwiskiem? Jeżeli będę miał powód do wstydu, to pójdzie on na moje osobiste konto i wszystkie rachunki sam osobiście ureguluję. Mojego piwa( o ile takowe się nawarzy) nikt nie będzie musiał za mnie wypić-choć mój chleb, to juz dzielę z potrzebującymi...A jeżeli dla Szanownego Pana lot w kosmos jest "niemerytoryczny", to przypominam, że 55 lat temu urzeczywistniono po raz pierwszy ten "odwieczny miraż" i ta sfera niebieska, jest jak najbardziej ziemska. A choć tow.Gagarin w kosmosie Boga nie widział, to wcale nie znaczy,że Jego w ogóle nie ma. Bo jest pośród nas jako Słowo, co stało się Ciałem. Dlatego my, Szanowny Panie (E)eddiepolo, jesteśmy też boscy-nawet ponad kosmiczni. I dlatego możemy (a nawet musimy) latać w kosmos, choć jest on pełen paradoksalnych "odlotów": czarnych dziur z horyzontem zdarzeń, osobliwości, wzgledności czasoprzestrzeni, itd.

Zgadzam sie z Panem eddiepolo, trzeba zaczac myslec przyszlosciowo. Mamy wspanialych naukowcow Panie Jaroslawie Nejno i zamiast wspierac polski wegiel deficytowy od lat ( i na dodatek bardzo niebezpiecznie wydobywany, o czym swiadczy ilosc wypadkow)to moze zacznijmy dotowac naukowe projekty wtedy bedziemy mieli technologie polskich paneli slonecznych itp. i inni beda je od nas eksportowac. Ilosc osob a w szczegolnosci dzieci chorujacych na pluca tez jest przerazajaca, ludzie musza to zrozumiec, ze zatruwajac powietrze zatruwamy nie tylko samych siebie ale tez dzieci sasiadow. Wprowadzajmy odnawialne zrodla energii. Przeciez nie bedziemy wracali do prania na tarach i dobrze ze sa pralki, tylko teraz juz energooszczedne. I oto chodzi.

Ale nie tylko. Także energooszczędny sposób. Taki bardziej sensowny. Napisałem coś o energochłonnej zasadzie konkurencyjności i nadprodukcji w obecnym systemie gospodarczym. Tak być nie musi-mozna postawić kooperatywę i bilansowanie potrzeb KAŻDEGO człowieka na Ziemi. No i trochę sensowniej żyć-np.przesiąść się z auta na rower. By nie musieć wydawać na paliwo, ubezpieczenia, naprawy itp. I na dojazdy do fitness-clubu, gdzie przeważnie kręci się na rowerku-tyle że stacjonarnym. Czy za stacjonarność rowerka warto płacić czasem, pieniędzmi i zatrutym spalinami środowiskiem?

Pan Nejno uważa, że nikt nie będzie pił piwa, które warzy. Mija się faktami, bo taka jest natura Ziemi i jej atmosfery, bez znaczenia JAK stworzonej. Oszczędzanie jest, owszem, skutecznym sposobem na ograniczanie CO2. Tylko o wiele za małym. Równie dobrze można nie jeść wołowiny. Podwójny krowi żołądek produkuje potworne ilości metanu, który jest 25 razy szkodliwszy od CO2. Ale to też dużo za mało. Żeby teraz chcieć tylko zatrzymać ocieplenie w miejscu, to nie tylko musielibyśmy zrezygnować z wszelkiej energii spalania, ale jeszcze długo wysysać ogromne ilości CO2. Obecnie jest go już tyle w atmosferze, że będzie napędzał ocieplenie jeszcze bardzo długo. Już obecne pierwsze objawy najbardziej uderzają "maluczkich", którzy najmniej dołożyli do wspólnej rury wydechowej. A im też przysługuje Boże Prawo do "czynienia sobie Ziemi poddaną". Tracą nadzieję na poprawę swego losu bo nie mają dostępu do energii, a już się obsuwają przez ocieplenie. Liczą się w miliardy. To o te Dzieci Boże troszczy się papież. Jak się bierze coś we władanie (a jeszcze od Boga), to należy o to dbać i przynajmniej nie psuć. A Polska nie musi się martwić o kolejne zabory, jak Pan Nejno pisze. Kaczyński już wprowadza Putinizm przy poparciu podobnej mentalności i ignorancji tłumów Braci Moskali. Nasz episkopat jest już bliżej Prawosławia niż Rzymu. Co tam się przejmować wredną, chciwą, gnijącą Europą!. I pomyśleć, że to tak niedawno Polska z pomocą JP2 odnowiła ducha solidarności w Europie.

intelektualnego elitaryzmu: początkiem "mądrości Bożej"(tej rzeczywistej), jest pokora;także wobec drugiego człowieka. Okazuje się b. często, że ignorancja jest obopólna, a ten, który pouczał drugiego z perspektywy Olimpu, wychodzi na nic więcej, jak narcystycznego dupka. A co do "ekologicznego bilansu", to chciałbym Pana prosić, Panie Tomaszu o przytoczenie konkretnych liczb odnośnie "potwornych ilości metanu", jaki produkuje żwacz krowy. I może też uda się Panu dotrzeć do danych odnośnie emisji gazów(dwutlenku węgla,tlenków azotu) przez pracujacy silnik spalinowy-powiedzmy benzynowy o poj. 1500 cm. Do tego proszę dodać emisję gazów związanych z procesem wydobycia i rafinacji ropy naftowej oraz emisję procesu produkcji samochodu. A okaże się, że jeden samochód pasażerski, jest bardziej emisyjny niż wszystkie krowy ziemskiego globu. Tymczasem to krowy są problemem dla "ekologów", zaś samochody juz nie. To jest propaganda zaciemniająca obraz rzeczywistego problemu

Szanowny Panie, miast snuć aluzyjne fantazmaty w stylu Kaczyńskiego warto samemu poklikać zanim się zacznie popisywać. Choćby po to, coby nie wyjść na narcystycznego dupka, jak to Pan sam określa. Dane są ogólnodostępne. Na przykład takie: "W raporcie pt. „Hodowla zwierząt a zmiany klimatu”, opublikowanym w 2009 r. przez Worldwatch Institute, obliczono, że emisje związane z hodowlą zwierząt stanowią aż 51% całkowitej światowej emisji gazów cieplarnianych, czyli ok. 32,6 mld ton ekwiwalentu dwutlenku węgla. To więcej niż globalna emisja transportu (13,5%) i wszystkich elektrowni węglowych na świecie". Oraz takie: "Hodowla zwierząt odpowiada za 9% emisji CO2 (dwutlenku węgla) pochodzących z działalności człowieka, 37% emisji CH4 (metanu) i 65% emisji N2O (podtlenku azotu). Warto pamiętać, że metan posiada potencjał cieplarniany 23 razy większy niż CO2 na przestrzeni 100 lat i 72 razy większy w okresie 20 lat. W przypadku podtlenku azotu potencjał cieplarniany jest aż 296 razy większy niż CO2 na przestrzeni ponad 100 lat i 275 razy większy w okresie 20 lat.".

...hipotezy, warto skorzystać z własnego krytycznego rozumu i brać pod uwagę mozliwie wszystkie dostępne fakty, a nie te przecedzone przez sito demagogii. Bez urazy, ale o irytację przyprawia już "mentalność leminga"-bezkrytyczne przyjmowanie propagandowej papki tzw. mainstreamu i ślepe podążanie w kierunku wyznaczonym przez ideologicznego guru. Co do problemu emisji gazów cieplarnianych-to zgoda że należy je redukować we wszelki mozliwy sposób. Ale na Boga, trzeba tu działać z sensem zaczynając od problemu najistotniejszego, do mniej waznego. Tymczasem problem zaczyna się od drugiego końca-"polskiego smrodu", a nie od zasadniczej przyczyny-kompulsywnej konsumpcji i nadprodukcji w koncepcji "gospodarki konkurencyjnej. To jest głównym powodem "nieekologicznych zachowań" i wzrostu emisji gazów cieplarnianych, a nie dogrzewanie się "śmieciami" ludzi w Polsce, czy hodowla bydła. Jestem przekonany(choc nie mogę przytoczyć konkretnych liczb) że "aryjski europejczyk" ogrzewajacy się "czystym gazem", jest bardziej uciążliwy dla środowiska, niż "polski penner" palący w swym piecu "śmiecie"-gaz dla "aryjczyka" trzeba wydobyć i przesłać rurociągiem parę tys. kilometrów, a na miejscu ogrzewa sobie mieszkanko ok 25 m.kw./łebka. Tymczasem "podczłowiek" z Polski sam organizuje opał(drewno czy nawet odpady plastikowe)ma miejscu, ale ogrzewa ok 5 m.kw/łebka. Podczłowiek nie jeździ samochodem tyle co aryjczyk,nie lata samolotem po świecie na sushi w Japonii, czy popierdółkę w Tajlandii. Nie konsumuje tylu dóbr, które w dobie wyśrubowanej konkurencji,są coraz bardziej energochłonne-części do zwykłego łóżkowego materaca pokonują ok 300 000km-"bo tak się opłaca". I to właśnie transport jest przede wszystkim odpowiedzialny za emisję gazów cieplarnianych, a nie krowy na pastwisku, których pogłowie specjalnie nie wzrasta, a emisja gazów jest coraz większa. Zresztą wystarczy kilka liczb tu przytoczyć:silnik spalinowy samochodu w ciagu godziny pracy przetwarza 10-20 kg paliwa w postaci węglowodorów. To tyle, co mleczna krowa przyjmuje suchego pokarmu w ciagu doby(w postaci bialka i węglowodanów. Jak,odwołując się do prawa zachowania masy, można z mniejszej masy, wyemitować większą masę? Czyżby nowozytne "oświecenie" bazowało na myśleniu magicznym? Dlatego apeluję tu o rozsądek i koncentrowanie się na istocie problemu. Zaś populizm i myślenie życzeniowe oparte na magii-odłużmy na bok

Pański silnik spalinowy spala 15-25 l/100 km - Pan kamazem jeździsz??... Krowa pożera dziennie ok 150-200 kg pokarmu. Do wytwarzania gazów zużywa także tlen i wodór zawarty w wodzie - na samej suchej paszy zdechnie zanim zdąży pierdnąć. Woda ma masę. Powietrze, którym krowa oddycha też mam masę. Coś jeszcze Sz. Panu wyklarować? A tak na poważnie, daj se Pan spokój z tymi krowami i paliwami, bo najwyraźniej mu to nie idzie. Już lepiej pozostać przy teologii kosmicznej, tu każdy każdą bzdurę może napisać uzasadniając że się w nią wierzy i trudno się do tego doczepić. Z Panem Bogiem, idę krowy doić.

...krówka to zwierzątko, które aby żyć, musi jeść. Zwierzątko określa jako "organizm heterotroficzny"-w tym sensie, że energię do proceśów zyciowych uzyskuje na drodze spalania substancji ORGANICZNYCH-węglowodanów, białek ,tłuszczów. Niestety, ale węgiel zawarty w atmosferze jako gaz(tlenki węgla)jest dla krówki nieprzyswajalny-robią to roslinki w procesie fotosyntezy. Tak samo dzieje się z wodą zawartą w roslinach,czy wypijaną przez krówkę-nie uczestniczy ona w procesie oddychania komórkowego, tylko fotosyntezy w komórkach roslinnych. A co zuzycia paliwa-ja jeżdżę rowerkiem lub komunikacją publiczną, więc nie ma co się odwoływać do moich doswiaczeń użytkownika mniejszego lub wiekszego samochodu osobowego. Ale globalny transport, to nie tylko prywatne autka, i nie tylko transport drogowy. Przyjecie zuzycia paliwa 20 kg na motogodzinę(ok 30 l benzyny lub 25 l oleju napedowego jest dopuszczalnym uśrednieniem.A poza tym, przy Pańskim polemicznym zacięciu na tym Forum, proponuję trochę bardziej podciagnąć się w zakresie wiedzy merytorycznej, by nie wyjść na wspomnianego przeze mnie "bożka z Olimpu"

Ja się Panu przestaję dziwić, że pisze co pisze. Pan z pewnością w to wszystko wierzy.

*

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]