Począwszy od tej zimy, jadacie kiwi nie dla witamin, lecz...

Wielcy eksporterzy kiwi dobre piętnaście lat zabiegali u wysokich progów unijnej agencji żywnościowej o szczególne uznanie. Dopięli swego.
Czyta się kilka minut
// Fot. AYO Production / Shutterstock
// Fot. AYO Production / Shutterstock

Dwa i pół kiwi dziennie warto zjadać w ten marny dla owoców, niskowitaminowy czas. Zima weszła cała na biało i wygląda, jakby chciała utrzymać się na afiszu naszego cyrku co najmniej do końca przysługującej jej fazy astronomicznej, chociaż w poprzednich sezonach bywała czuła na gwizdy skostniałej widowni i pomidory rzucane z tylnych rzędów, gdzie siedzą osoby ze specjalnym karnetem zmarzlucha.

W naszej rubryczce nigdy nie pochwalaliśmy rzucania produktami spożywczymi do choćby najzacniejszych celów, a już szczególnie w roli narzędzia ekspresji politycznej, bo to perfidnie obłudna forma skandalu, jakim jest każde marnowanie jedzenia. Ale akurat styczniowe pomidory z trudem się mieszczą w najłaskawiej rozmytej definicji produktu przeznaczonego do spożycia, o co zresztą nie mamy do nich pretensji, prawda?

Naszą potrzebę bodźcowania ośrodka wzroku, odrętwiałego od patrzenia na szarobure potrawy zimowe z żurkiem na czele, możemy realizować obierając pomarańcze. Właśnie jest apogeum sezonu na późną czerwoną odmianę tarocco z Sycylii. I tego się trzymajmy w naszym domowym leczeniu chandry i odmrożeń duchowych. Można też ewentualnie uciec na wyspy szczęśliwe, egzotyczne obozy masowego odpoczynku – ale to wydaje mi się nielojalne wobec reszty.

Można też za jedną dwudziestą budżetu dubajskiego wsiąść w krajowy pociąg w kierunku zachodnim. Toż nawet w Poznaniu oddychanie już tak nie boli i wystarczy jedna warstwa ciepłej bielizny, a nieco dalej, w Berlinie, widziałem nawet nieśmiałe pączki na gałęziach.

Udałem się tam jednak tylko na krótki moment naznaczony pięknem głosu Andreasa Scholla, który zaśpiewał dla garstki ludzi w lochach zrujnowanego browaru czy gorzelni tak anielsko, że przez moment wydawało się, iż cała nieliczna publiczność się przedestyluje w opar spirytualny. Ale cicho o tym, pilnuj szewcze kopyta, czy raczej kuchto – tasaka. Będziesz tu bajał o bezcielesnych wzlotach, podczas gdy z pokojów wołają stołownicy poddani potrzebom najzupełniej cielesnym. Głodowi oraz temu, co się dalej z człowiekiem dzieje, gdy go lepiej lub gorzej zaspokoi.

Kiwi i elitarne prawo do oświadczenia zdrowotnego

I tu właśnie wkracza owo kiwi, zielony nasz dodatek do owocowej diety przetrwania. Kwaśne i soczyste, wygodne do wyjęcia łyżeczką po rozcięciu na pół – więcej mi nic miłego do głowy nie przychodzi, chociaż na pewno osoby nowozelandzkie umiałyby rozprawiać o niuansach smaku rozmaitych odmian, tak jak my się spieramy o wyższość koksy nad ligolem.

Owe osoby, osobliwie zaś wielcy eksporterzy kiwi, tak kochają ten owoc, że dobre piętnaście lat zabiegały u wysokich progów unijnej agencji żywnościowej o szczególne uznanie, śląc raport za raportem, a brody wynajętych profesorów siwiały od powagi. Dopięli swego: kiwi dostało bardzo elitarne prawo do tzw. oświadczenia zdrowotnego, czyli formułki, którą producent czy importer może w majestacie przepisów umieszczać na opakowaniu.

Otóż, moi drodzy, zapewne nikt was jeszcze nie uświadomił, ale począwszy od tej zimy jadacie kiwi nie dla witamin, lecz dlatego, że jego spożywanie (w ilości 200 g dziennie, czyli dwie i pół sztuki), cytuję: „przyczynia się do prawidłowej pracy jelit poprzez zwiększenie częstotliwości wypróżnień”. No cóż, mogli zaoszczędzić na raportach, gdyby się spytali – nie, niekoniecznie mnie, nie roszczę sobie prawa do żadnej tajemnej wiedzy. To są sprawy, które kojarzy każdy rodzic dający dziecku owoce drobnopestkowe w celu szybszego zamknięcia cyklu przemiany materii.

Jak Robert Kennedy zachęca dzieci do picia mleka

Można mieć co najwyżej nadzieję, że zalety innych płodów rolnych i produktów były zatwierdzane na tej bardzo krótkiej liście szybciej i mniejszym kosztem. Guma do żucia bez cukru pomaga zneutralizować kwas w płytce nazębnej, osobliwie ta z dodatkiem mocznika – nie wiem, czy jakikolwiek producent chwali się takim składem z racji oczywistych asocjacji w nazwie tej szalenie pożytecznej substancji.

Orzechy włoskie zwiększają elastyczność naczyń krwionośnych, inne ich – wspaniałe przecież – zalety nie dostały oficjalnego stempla. A co dobrego robi nam, zdaniem rejestru oświadczeń, błonnik buraka cukrowego? To już może zostawię wam do własnego riserczu, dzisiejsza nasza biesiada i tak już nabrała – nie z naszej winy! – charakteru, hmm, raczej toaletowego.

Trudne życie ma nasza władza, tak po kolei brać pod lupę każdy okruch ze stołu, każde zawiniątko z kosza matki Natury i najmniejszą roślinkę z ogrodu, by orzec o ich właściwościach z mocą równą naszym prarodzicom, którzy ponazywali całość Stworzenia.

Po drugiej stronie oceanu kowboje się nie patyczkują. Departament zdrowia (ten od Roberta Kennedy’ego, co to robi tyleż szkód, co pożytku) przywrócił do szkolnych stołówek zakazane ongiś przez chudzielca Obamę pełnotłuste mleko. Jest nadzieja bowiem, że dzieci, które odrzucało – słusznie – mleko jednoprocentowe, zaczną pić to „prawdziwe” i może, w ten sposób nasycone, mniej będą pragnąć paskudztw, jakich wciąż pełno w ich otoczeniu. 

O śmieciowe jedzenie i picie też toczy się batalia, niekonsekwentna i pełna luk; obserwuję ją z równą ciekawością, co bitwę o Grenlandię. Sam nie wiem – czy bardziej beznadziejna będzie próba odcięcia młodych ludzi od TikToka (czego właśnie próbuje Australia), czy od coli i turbosmakowych przekąsek.

Sałatka z fenkuła i pomarańczy // il. TP-OnLine / GenAIImage

Sałatka z fenkuła i pomarańczy

Z owoców kiwi żaden pożytek w kuchni – nie da się ich nawet zalać galaretką (bo za kwaśne, nie stężeje), żeby podać potem z bitą śmietaną... Może został tam ktoś jeszcze, kto galaretkę z owocami ma głęboko zafiksowaną jako jeden z archetypicznych deserów. Wręcz Ur-deser, jakby powiedział jakiś mętny filozof.

Skorzystajmy za to z sezonu na pomarańcze i fenkuły. Kilkanaście lat temu, przed brexitem i Trumpem, w czasach, kiedy rządzący nami do dziś panowie – to niebywałe, ale oni prawie się nie zmienili – spożywali ośmiorniczki i płacili z naszych podatków za pomerola, podawałem wam tu przepis na genialną sałatkę. Tak genialną, że aż się dziwię, iż nie powtarzam jej co roku. Jest zimowa z racji składników, ale ma moc odświeżającą godną najcieplejszego lipca.

  • 1 pomarańcza, duża i jędrna
  • 1 duży fenkuł lub 2 małe
  • 2 gałązki szczypiorku
  • oliwa
  • sól

Czyścimy i kroimy fenkuła po zdjęciu zeń najbardziej zeschniętych łupin (niestety, większość tych dostępnych w polskim handlu jest z wierzchu już zbyt zwiędła i trzeba się pogodzić z wyrzuceniem około jednej czwartej bulwy). Kroimy na pół, wycinamy twardy, trójkątny głąb, a potem jeszcze przecinamy połówki na pół i każdą ćwiartkę na średnio cienkie plasterki.

Obieramy pomarańczę, usuwamy tyle białej skórki, ile się da, kroimy w kostkę o boku ok. 1 cm. Siekamy szczypiorek. Mieszamy wszystko w misce, lekko solimy, polewamy oliwą zmieszaną z sokiem, który nam wyciekł podczas krojenia owocu. Zostawiamy do maceracji w temperaturze pokojowej na godzinę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 04/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pożytki z kiwi