Na razie mamy dyskusję o czymś w rodzaju regulacji Schrödingera. „Zakaz platform cyfrowych do 15. roku życia” zapowiedział klub Koalicji Obywatelskiej jako projekt poselski. To, że szykować mają go wspólnie Barbara Nowacka i Roman Giertych, raczej budzi wątpliwości, niż uspokaja.
Szczególnie gdy przypomnimy sobie najgłośniejsze reformy, jakie wyszły z ich gabinetów, czyli „zakaz prac domowych” Nowackiej i „nakaz mundurków” Giertycha. Obie nieudane i zniechęcające do odgórnie narzucanych pomysłów, które muszą realizować szkoły i rodzice.
Państwo kontra Big Techy. Czy politycy odważą się ograniczyć platformy cyfrowe
A najnowsza reforma jest wielokrotnie ważniejsza niż poprzednie. Dotyczy bowiem pokoleń zaplątanych w świat już nawet nie mediów społecznościowych (bardziej zresztą: antyspołecznościowych), a wielkich cyfrowych platform, które przyszłych wiernych konsumentów wychowują sobie od ich najmłodszych lat.
Choć zgodnie z polityczną logiką obiecano szybkie (do końca lutego) pokazanie szczegółów projektu, powinno się go dobrze przemyśleć. Jeżeli bowiem politycy zechcą pójść po linii najmniejszego oporu i ogłosić coś w rodzaju: „zobowiążemy szkoły do wsparcia rodziców w ograniczeniu dzieciom możliwości prowadzenia kont w serwisach”, to... najlepiej niech od razu odpuszczą.
Zamiast realnego rozwiązania skończy się na zrzuceniu odpowiedzialności na nieprzygotowanych nauczycieli i niechętnych rodziców. Dorosłych postawi w pozycji wrogów dzieci, odbierających im dostęp do TikaToka, Discorda czy YouTube’a (oczywiście politycy będą mogli nagrać ileś rolek o tym, jak są świadomi cyfrowych wyzwań, jak wstają z kolan przed Big Techami i jak dbają o dzieci).
Jeżeli jednak miałoby z tego wyjść coś konkretnego, to warto się przyjrzeć rozwiązaniom już wdrażanym i temu, jakie napotykają problemy.
Australia wprowadza zakaz social mediów dla nieletnich. Efekty i problemy
Najgłośniej jest wokół Australii. 10 grudnia otworzyła ona nową erę: demokratycznego państwa, które uznało, że nieletni tak jak nie mają pełni wolności politycznej, ekonomicznej czy autonomii prawnej w sferze seksualnej, tak nie powinni jej mieć w kwestiach decyzji technologicznych.
4,7 mln – tyle kont australijskich nastolatków zostało zablokowanych lub zdezaktywowanych w ciągu miesiąca od wejścia w życie prawa, które w tym państwie wprowadziło 16. rok życia jako granicę dostępu do platform cyfrowych. Australijski regulator, czyli eSafety Commissioner, przedstawia te dane jako dowód, że prawo zaczęło działać, a odpowiedzialność faktycznie została przeniesiona na firmy technologiczne.
Nie otwierałabym jednak jeszcze szampana. Owszem, wiele wskazuje na to, że australijskie prawo – które nie zakazuje dostępu do platform cyfrowych, tylko odracza ten dostęp do 16. urodzin – faktycznie zaczęło działać.
Sukcesem będzie jego utrzymanie, oparte na konsensusie, że przynosi korzyści i dzieciom, i całemu społeczeństwu. Na tyle duże, że to społeczeństwo uzna, iż koszty, jakie przy okazji trzeba ponieść, po prostu się opłacają. Co więcej, musi to przekonać także dzieci i nastolatki.
Meta kontra państwo. Jak platformy budują opór młodych wobec regulacji
Na razie widać nie tyle społeczną rewolucję, ile technologiczną i instytucjonalną próbę sił między demokratycznym państwem a globalnymi platformami.
Symbolicznym przykładem stała się reakcja Mety. W pierwszych dniach obowiązywania przepisów firma dezaktywowała ok. 544 tys. kont na Instagramie, Facebooku i Threads. Dezaktywowała, choć mogła tylko zablokować, czyli odroczyć do nich dostęp. Oficjalnie wygląda to na ścisłe stosowanie prawa. Tyle że przy okazji wysłano do setek tysięcy dzieci – za chwilę przecież wyborców – sygnał, że to opresyjne państwo tak kazało.
A przecież rozwiązania z Australii są maksymalnie wychylone w stronę platform. Nie ma zakazu, więc ani dzieci, ani rodzice nie są zagrożeni jakimikolwiek karami, gdyby jednak nieletni skorzystał z platform. Podobnie jak u nas dziecko i rodzice nie ponoszą odpowiedzialności za zakup przez nieletniego papierosów czy alkoholu. Odpowiedzialny jest tylko sprzedawca/dostawca.
Zakres regulacji jest wąski – dotyczy kont na konkretnie wskazanych platformach, a nie całej ich oferty.
W przypadku YouTube’a oznacza to, że nastolatki wciąż mogą oglądać publicznie dostępne filmy bez logowania (bez konta nie da się subskrybować, komentować, lajkować, tworzyć playlist, publikować). Czy to oznacza, że nie ma prób obejścia systemu? Ależ oczywiście, że są: alternatywne aplikacje i sposoby omijania weryfikacji wieku od razu zaczęły się pojawiać.
Algorytmy zamiast debaty. Jak Big Tech rozgrywa opinię publiczną
To jednak nie jest najważniejszy problem. Podobnie jak problemem na masową skalę nie stały się podrabiane dowody, by kupić sobie fajki.
Kluczowe stało się budowanie atmosfery zgody lub niezgody na takie ograniczenia swobód. A tę – w sytuacji, gdy platformy dzierżą ogromną władzę poprzez wpływ na algorytmy pozycjonujące treści, które stanowią główne źródło informacji dla miliardów ludzi – będzie łatwo ustawić na odpowiednich dla korporacji torach.
I to używając narracji dopasowanych do różnych grup. Dla prawicy będzie to sprzeciw wobec weryfikacji tożsamości, bo ta przecież może ograniczyć wolność słowa. Dla liberałów – skok na wolność decydowania o wychowaniu dzieci przez rodziców. Dla lewicy – odcięcie od relacji ze społecznościami dzieci w spektrach czy z mniejszości. To już mocno rezonuje, także w Polsce.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















