Nie wiem, nie potrafię powiedzieć, która książka była, jeśli nie decydująca, to w każdym razie najważniejsza w moim życiu – najważniejsza dla mnie, dla tego, kim jestem albo przynajmniej kim chciałem być.
Może za dużo ich jest? Plików z moimi tekstami o różnych książkach mam w komputerze kilkadziesiąt. Prowadziłem w magazynie literackim „Tygodnika” rubrykę pod nazwą „Lektury pobożne” – omawiałem w niej książki religijne, ale (wbrew tytułowi) niekoniecznie nabożne. Pamiętam, że starałem się unikać zbyt trudnych, ale też zbyt łatwych czy niezbyt mądrych. Pamiętam też, że kiedy redakcja zdecydowała, żebym przestał, była to ulga: zdjęcie obowiązku szukania odpowiednich tytułów, czytania ich, pisania o nich… Wolę jednak czytać dla siebie.
Łatwo się domyślić, że czytałem w życiu dużo. Tak dużo, że teraz, kiedy się zastanawiam, jaki tytuł wyróżnić z tego stosu lektur – mam z tym problem. Może są zresztą i takie książki, których autorów znałem i to właśnie spotkanie z nimi, a nie z ich publikacjami, miało na mnie ogromny wpływ? Z wdzięcznością myślę np. o książkach „mojego” biskupa, Jana Pietraszki. Jego kazania, odczytywane potem wielokrotnie, otworzyły mi głowę i pewnie wpłynęły na to, jaki jestem dziś.
Ale od momentu, gdy redakcja zasugerowała mi temat tego tekstu, wracał uporczywie do głowy jeden temat, jedna książka. To wyznanie ojca Aimé Duvala, „Dziecko i księżyc”. Ojciec Duval był jezuitą, ale przede wszystkim autorem bardzo wielu piosenek, będących znakomitymi, moim zdaniem, wykładniami Ewangelii. Byłem na jego koncertach, zamieniłem z nim kilka słów, podpisał mi płytę, robił na mnie wielkie wrażenie.
Tak, ojciec Duval był prawdziwą gwiazdą, podróżował po Francji i innych krajach, a na jego koncerty przychodziły tłumy. Nie tylko śpiewał, ale i mówił: dużo i w sposób niezwykle angażujący słuchaczy, o Jezusie, o Bogu, o niebie, o życiu i śmierci. Zabrałem raz na jego koncert moją Mamę. Wyszła wzruszona. Powiedziała: „To były najlepsze rekolekcje w moim życiu”.
A potem ukazała się jego książka, coś jakby spowiedź. Monolog, nagrany w samochodzie, podczas podróży do ludzi, których zgorszył czy obraził. Opowieść o alkoholizmie: o uzależnieniu, chorobie, bardzo szczera, ale przekraczająca ten wymiar, bo choć nigdy nie miałem problemów z alkoholem, to monolog ojca Duvala uważałem za coś znacznie ważniejszego niż element terapii AA.
Nie mam tej książki tu, gdzie teraz mieszkam, i choć napisałem wstęp do jej polskiego wydania, nie pamiętam już, co tam napisałem. Wiem jednak, że kiedy myślę o książkach, które wywarły na mnie wpływ, to monolog ojca Duvala uporczywie wraca mi na pamięć.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.








