Po pogrzebie Elżbiety II: Spojrzenie w lustro

Monarchia wydaje się nie przystawać do nowoczesności. Do czego zatem jej potrzebujemy?

19.09.2022

Czyta się kilka minut

Kondukt pogrzebowy Elżbiety II, Londyn, 19 września 2022 / RUT / SplashNews.com/East News
Kondukt pogrzebowy Elżbiety II, Londyn, 19 września 2022 / RUT / SplashNews.com/East News

Kolejka była długa na pięć mil.

Zaczynała się w Westminster Hall, najstarszej części brytyjskiego parlamentu, której budowę tysiąc lat temu rozpoczął syn Wilhelma Zdobywcy. Przechodziła przez kilka dzielnic Londynu i kończyła w Southwark Park, dziś spokojnej dzielnicy mieszkaniowej na południowym brzegu Tamizy.

W latach 50. XX w., kiedy Elżbieta II zasiadała na brytyjskim tronie, było to jedno z najgłośniejszych miejsc w mieście. Znajdujący się tu port, do którego wtedy wpływały jeszcze statki pełnomorskie, odpowiadał za dużą część wymiany handlowej kraju. Przesuwając się w stronę Westminsteru, stojący w kolejce ludzie mijali kolejne symbole brytyjskości: stojące na drugim brzegu City wieżowce czy siedzibę wywiadu MI6, a więc także miejsce pracy fikcyjnego Jamesa Bonda.

Wszystko – historia i nowoczesność, realność i mity – spajało się tu w jedno. Brytyjczycy czekający całą dobę, aby przez chwilę pokłonić się przed trumną z ciałem królowej, oglądali w niej siebie.

Symbole

Tych 11 dni, które dzieliło śmierć królowej od jej pogrzebu, starannie zaplanowano już wiele lat temu. Ale nikt, nawet sama monarchini, która też nanosiła uwagi do ostatecznego scenariusza, nie mógł przewidzieć, do jakiej opowieści będą się odwoływać ci, którzy wezmą udział w uroczystościach.

Ta najczęściej przywoływana odnosiła się do jej wieku: panująca przez 70 lat królowa łączyła pokolenia Brytyjczyków, była „zastępczą” lub „drugą babcią”, żywą kostką pamięci, zapewniała poczucie trwania, ciągłości, a dla niektórych może i sensu.

Ale jest też drugie wytłumaczenie fenomenu brytyjskiej monarchii, tym ciekawsze, że obejmuje nie tylko Elżbietę II. Anglicy, Szkoci, Walijczycy i Irlandczycy tworzą na Wyspach związek narodów, które oprócz wspólnej historii (także historii wojen) połączyły niezwykłe sprzeczności. Usłyszałem kilka lat temu od jednego z londyńskich reżyserów i aktorów:

– Jedną z angielskich cech jest umiejętność specyficznej obserwacji rzeczywistości. Takiej, która zakłada równocześnie dystans i współodczuwanie. Umiemy zrobić krok w tył, spojrzeć na całość z perspektywy. Bez utraty empatii, ale i bez ryzyka, że percepcję zaburzą silne emocje. To jak w mojej branży: aktor musi obserwować postać i równocześnie ją grać.

Gdyby te słowa rozciągnąć na inne brytyjskie narody, okazałoby się, że ich dwa oblicza – empiryczne i mistyczne – nie wadzą sobie nawzajem, bardzo dobrze się uzupełniają. Świat baśni i wielkich opowieści jest dla wielu Brytyjczyków naturalny, stanowi część celtyckiego dziedzictwa. Monarchia odgrywa w nim ważną rolę: dostarcza symboli.

Zmiana

To, co odróżnia brytyjską monarchię od innych, całkiem już fasadowych, to fakt, że zachowała zdolność do przemiany wraz z rzeczywistością.


ZOBACZ TAKŻE:

KRÓLOWA, KTÓRA BYŁA BLISKA. Najdłużej panująca brytyjska monarchini, symbol brytyjskości. W żałobie po śmierci Elżbiety II widać wagę jej postaci. Naprawdę była niezastąpiona >>>>


Elżbieta II była najlepiej „udokumentowanym” człowiekiem XX wieku – tysiące zdjęć i nagrań pokazują niemal każdy tydzień jej dorosłego życia. Do tego stopnia, że naukowcy z uniwersytetu w Monachium posłużyli się jej orędziami bożonarodzeniowymi, aby ukazać przeobrażenia jej angielskiej wymowy i akcentu (zmieniły się na nieco mniej dystyngowane podczas dorosłego życia, aby w latach senioralnych powrócić, wzorem wielu ludzi, do wymowy wyuczonej w dzieciństwie).

Tylko kilka lat dzieliło prosperity londyńskiego portu na Tamizie – działającego w konserwatywnym kraju mężczyzn w tweedowych marynarkach – od „Love Me Do”, pierwszego singla The Beatles (rok 1962) i rewolucji obyczajowej, która nastąpiła potem. Kilka dekad później zbyt dużą szybkością tej przemiany i wynikającą z niej nostalgią za starymi czasami tłumaczono m.in. dążenie do brexitu – ale podczas panowania Elżbiety II ujawnił się inny paradoks: to monarcha dostosowuje się dziś do społecznych rewolucji. Jest to w kontrze do opowieści o królach i królowych, na których wychowywała nas kultura: w bajkach – od tych dosłownych po fabularyzowane seriale w rodzaju „The Crown” – monarchowie z reguły mają moc sprawczą: jak powiedzą, tak jest.

Ostatnie dni, na Wyspach czas żałoby po Elżbiecie II, to również tysiące zdjęć i nagrań: wspominających ją Brytyjczyków, oraz rodziny królewskiej, gdzie uwaga mediów skupiła się na nowym królu i księciu Harrym.

Z tych fotografii akurat ta wydaje się niepozorna: przedstawia Karola III w uścisku dłoni z Aleksem Maskeyem, spikerem północnoirlandzkiego parlamentu w Belfaście, członkiem nacjonalistycznej partii Sinn Féin. Obok stoi wiceprzewodnicząca ugrupowania Michelle O’Neill. W czasie „The Troubles”, okresu niepokojów w Irlandii Północnej, Maskey był dwukrotnie internowany za działalność antybrytyjską, a i dziś liderzy Sinn Féin – partii, która w maju pierwszy raz zwyciężyła w wyborach do lokalnego parlamentu – opowiadają się za zjednoczeniem Irlandii.

Grzeczne spotkanie monarchy z buntownikami, których, gdyby rzecz działa się jeszcze 200 lat temu, w najlepszym razie osadzono by w londyńskiej Tower, najlepiej pokazuje, że to bieg wydarzeń wymusza reakcję na brytyjskiej monarchii.

Rewolucja

Właśnie zjednoczenie Irlandii, a więc „odchudzenie” Zjednoczonego Królestwa, może zdominować panowanie Karola III – z brytyjskiego punktu widzenia to o wiele ważniejsze niż opuszczenie Unii Europejskiej. Ostateczne odejście Irlandczyków od Korony, zapoczątkowane sto lat temu secesją republiki, zamknie kilkusetletni rozdział historii królestwa, pełen krzywd wyrządzanych sąsiadom z zachodniej wyspy, o których dyskusja rozpoczęła się na serio zaledwie kilkanaście lat temu. Liderzy Sinn Féin – ugrupowania, które z racji swoich powiązań z Irlandzką Armią Republikańską jeszcze za rządów Margaret Thatcher było de facto uznawane za rzecznika terrorystów – rozmawiający z królem to zapowiedź trendu, który może naznaczyć jego panowanie: ostatniego etapu upadku dawnego brytyjskiego imperium.

Po misterium królewskiego pogrzebu i zapewne dość szybkich uroczystościach koronacyjnych Karola III Zjednoczone Królestwo czeka powrót do twardej rzeczywistości. Nowy król będzie pierwszym brytyjskim monarchą, który nie włada imperium. Wiele wskazuje na to, że w czasie jego siłą rzeczy niezbyt długiego panowania dokona się ostateczny rozpad. „Urealnienie” czeka Wspólnotę Narodów, luźny związek czternastu w większości byłych brytyjskich kolonii, z których kilka zapewne odrzuci brytyjskiego monarchę jako swoją głowę państwa (na dwa dni przed pogrzebem Elżbiety II o takiej możliwości wspominała premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern).


ZOBACZ TAKŻE:

KRÓLOWIE SĄ WIECZNI. Każda śmierć jest końcem świata, ale śmierć monarchy to wyzwanie o charakterze kosmicznym >>>>


Tegoroczny sondaż wskazuje, że tylko 21 proc. Kanadyjczyków chce pozostawienia monarchii, 41 proc. wolałoby wybierać formalną głowę państwa w wyborach powszechnych. I choć dwa lata temu Wspólnota Narodów zdecydowała, że jej kolejnym przywódcą będzie właśnie Karol (funkcja nie jest dziedziczna i słychać było głosy, że powinien ją sprawować jeden z szefów rządów) – mógł to być ostatni akt grzeczności w stosunku do Korony.

Król

Czy król, który traci imperium, może wciąż wygrywać? W naszych czasach – tak.

Karol III obejmuje tron w trudnym momencie: krótko po brexicie, w czasie gdy wojna w Ukrainie na nowo definiuje Zachód, a na jego rodzinie cieniem kładą się związki księcia Andrzeja z nieżyjącym już przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem. Przez pierwsze tygodnie po śmierci swojej matki będą mu sprzyjały społeczne odczucia. Potem – w ciasnych ramach brytyjskiego ustroju, który pozbawił monarchę realnej władzy – będzie próbował pracować na sympatię narodu.

Inaczej niż Elżbieta II, konsekwentnie powstrzymująca się przed komentarzami na temat polityki, obecny król dotychczas chętnie dzielił się swoimi opiniami. W 2015 r., po zgodzie sądu, dziennik „The Guardian” ujawnił serię notatek, które dekadę wcześniej ówczesny książę Walii wysyłał ówczesnym ministrom i premierowi Tony’emu Blairowi. Określane jako „Black Spider Memos” („uwagi czarnego pająka”, od trudnego do rozszyfrowania pisma ręcznego Karola), zawierają uwagi i propozycje dotyczące wielu tematów, od wojny w Iraku po medycynę alternatywną. Jeszcze w tym roku Karol opublikował gościnny felieton w „Newsweeku”, a w 2012 r. wydał książkę na temat zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska. Niezależnie od poziomu tych publikacji, widać, że król różni się temperamentem od Elżbiety.

W 2018 r. w wywiadzie dla BBC Karol zapowiedział, że ma świadomość, iż z chwilą objęcia tronu będzie musiał wycofać się z publicystyki. „Te dwie sytuacje – mówił, odnosząc się do panowania Elżbiety II i swojego – są zupełnie inne”, zapytany zaś wprost, czy będzie kontynuował swój książęcy aktywizm, odpowiedział: „Nie jestem aż tak głupi”. Ale w sprawach, którym patronował od lat, trudno mu będzie milczeć.

Jeszcze w 1994 r. zapowiedział, że tradycyjnie przynależny brytyjskiemu monarsze (jako zwierzchnikowi Kościoła Anglii) tytuł „Obrońcy Wiary” chciałby zamienić na „Obrońcę [wielu] Wiar”, aby pokazać w ten sposób różnorodność brytyjskiego społeczeństwa. Kilka miesięcy temu 100 tys. Kenijczyków wystosowało petycję do królowej z żądaniem przeprosin i reparacji za krzywdy, które ich kraj doznał od Brytyjczyków podczas ery kolonialnej. Wrażliwość Karola III może okazać się dużo bardziej współczesna – choć także decyzje o ewentualnych odszkodowaniach czy zwrocie dóbr kultury z British Museum będzie podejmować rząd. Królowi pozostaną gesty. I one są jednak ważne: monarchia odpowiada za dużą część brytyjskiej soft power i dla interesów Londynu okazuje się równie przydatna jak dla Amerykanów Hollywood.


ZOBACZ TAKŻE:

Pamiętam swoje spotkanie z nią, kiedy wciąż była tylko księżniczką, wizytowała promocję w szkole oficerskiej. Z jakiegoś powodu zatrzymała się, żeby ze mną porozmawiać. Zapadły mi w pamięć piękne szare oczy i łagodny głos – wspomina NEAL ASCHERSON >>>>


Jeszcze kilka lat temu, na fali popularności nowego małżeństwa księcia Williama i księżnej Kate, nieco makabryczne kalkulacje zwolenników monarchii brały pod uwagę, że po śmierci Elżbiety II 76-letni Karol zrzeknie się tronu na rzecz syna – a monarchia zyska „drugą młodość” i wzrośnie jej popularność wśród młodych Brytyjczyków. „Era Williama” będzie musiała jednak poczekać, a panowanie Karola III stopniowo przygotuje monarchię do większych zmian. W przeszłości Karol zapowiadał też „odchudzenie” rodziny królewskiej poprzez ograniczenie liczby oficjalnych tytułów. Jego opinia miała mieć decydujący wpływ na zaprzestanie używania przez księcia Andrzeja tytułu „jego królewska mość” i wycofanie się z życia publicznego po ujawnieniu skandalicznych związków z Epsteinem.

Kontra

Kolejka do Westminster Hall, gdzie przez kilka dni spoczywała trumna z ciałem Elżbiety II, rozeszła się w poniedziałek wcześnie rano. Na długo przed początkiem mszy żałobnej w niedalekim opactwie westminsterskim zaczęli się gromadzić goście: głowy państw, szefowie rządów, członkowie rodzin królewskich – w sumie 2 tys. osób. Powóz z trumną królowej – ten sam, którego użyto podczas pogrzebu Jerzego VI, ojca Elżbiety – przeciągnęło do opactwa 142  marynarzy Royal Navy. Szkocki dudziarz, ten sam, który codziennie w Windsorze budził Elżbietę, pożegnał monarchinię po skończonej mszy.

– Brytyjczycy zawsze mieli pewien rodzaj „zaufania do historii”, przekonania, że ich stare, stabilne instytucje, które w przeszłości wiele razy przechodziły próbę, dadzą radę i teraz – wyjaśniał mi kiedyś trwałą wiarę w siłę swojego państwa jeden z brytyjskich historyków. – W wieku XX nie przeżywali tak wielkich tragedii jak te, które były udziałem Polaków. To jest ciągle bardzo otwarte społeczeństwo. Dobrze integrujące kolejne pokolenia imigrantów. Za kilka lat w życie zawodowe wejdą dzieci Polaków, którzy przyjechali tu zaraz po wstąpieniu do Unii. Są młodymi Brytyjczykami, lecz spadkobiercami dwóch kultur.

Była to pierwsza od XVIII w. msza pogrzebowa monarchy w opactwie westminsterskim (w 2002 r. żegnano tu także królową matkę). W samo południe na dwie minuty Wyspy zamilkły. Niedługo później procesja żałobna przeszła przez The Mall, obok Pałacu Buckingham, aby przy Łuku Wellingtona pożegnać Londyn. Pogrzeb miał się odbyć w kaplicy św. Jerzego na zamku w Windsorze.

Tak skończyło się wielkie przedstawienie, które musiało się odbyć, choć monarchia, nawet ta brytyjska, wydaje się coraz mniej przystawać do współczesności. Może jednak także do tego służą nam królowe i królowie – aby raz na jakiś czas zagrać w kontrze do rzeczywistości.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Królestwo tego świata