Teraz, od roku 2019, może to być także dowolny piątek. Grupa społeczna, która z racji braku praw wyborczych jest poza radarem sondaży, marketingu politycznego i wyborczej kokieterii, właśnie w piątki – na wzór protestów Grety Thunberg pod szwedzkim parlamentem – wychodzi demonstrować przeciwko gnuśności, z jaką establishment podchodzi do działań hamujących katastrofę klimatyczną.
Przez polskie miasta takie uczniowskie marsze przeszły już trzykrotnie – w marcu, wrześniu i w listopadzie (do tego trzeba dodać kilka akcji polskiej odnogi ruchu Extinction Rebellion, zakłócających tok miejskiego życia). „Niewinny” rzekomo wiek pozwala używać im retoryki, która w dorosłym świecie uchodziłaby za objaw brzydkiego populizmu i braku politycznego wyrobienia. Coraz bardziej dramatyczne komunikaty ekspertów tworzą jednak atmosferę, w której aż się prosi, by porzucić tradycyjny język, a także role społeczne – demonstracje Młodzieżowego Strajku Klimatycznego wiążą się wszak z porzuceniem lekcji. Z oczywistych powodów taki aktywizm nie generuje struktur ani liderów – jest raczej szkołą (być może równie ważną, jak ta w budynku ze stosowną tabliczką) zaangażowania, komunikacji, koordynacji.
Uczniowie urządzający te marsze – nieraz zbywane jako happeningi i papugowanie ruchów z Zachodu – w następnych wyborach będą już głosować (a może i startować). Coś z tej ich obecnej niecierpliwości, przecinającej w poprzek podziały partyjne, na pewno pozostanie. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















