Reklama

Partyzanci Albo-albo

Partyzanci Albo-albo

27.07.2020
Czyta się kilka minut
Antykwariat w Warszawie, dzielnica Powiśle. Na wystawie widzę Kierke­gaarda. Lubię Kierkegaarda. Wchodzę. Mimo wszystko.
N

Nie pierwszy raz wchodzę, więc wiem, co mnie czeka, chcę szybko dokonać transakcji i opuścić lokal, ale tak się nie da. Wcześniej trzeba się nasłuchać, gdyż rzeczony antykwariat jest siedzibą partyzantów. Partyzantów nieprzejednanych i odwiecznych, którym od zawsze wraży wiatr w oczy. Teraz też, oczywiście, wbrew pozorom, oni sobie oczu nie dadzą mydlić prezydencką Dudy wiktorią, nie spoczywają na laurach, tylko szepczą wśród stosów książek. „Wygraliśmy, ale o włos, teraz trzeba pójść radykalnie albo Ojczyzna stracona”, „Bo wie pan, młodzież jest skołowana, wodę z mózgu im zrobili z tymi pięcioma gwiazdkami, to jest podprogowe programowanie”, „Następne wybory przegrane, jak się z tą propagandą obcą nie zrobi porządku ostatecznego”, „Trzeba było już dawno, zaniedbane, ale specjalnie, bo wiadomo, żeby tego niezdecydowanego elektoratu nie zrazić, bo tamci krzyk podniosą, ale teraz...

2237

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Uff, dobrze, że doczytałem do końca, bo Autor zaczął tak, jakby trafił na książkę, której jeszcze nie miał i nie czytał (- Ma pani coś z nowości? - Może "Potop"? Wczoraj dowieźli.). Na szczęście to nie to. Tylko mu się księgozbiór zdekompletował i to pechowo zginął akurat tom II, zaczynający się rozprawą "Estetyczna ważność małżeństwa" (przepraszam, jeśli przedwcześnie zdradziłem koncept kolejnego felietonu ジ). Jan Klata Kierkegaarda (w wymowie świadomszych językowo: kierkegora) miał na półce od zawsze i od zawsze go czytał, i to z upodobaniem. To nie jest, wbrew pozorom, kwestia gustu, lecz wyznacznik przynależności do intelektualnej elity, wiecznie niezrozumianej przez pospólstwo. Na które patrzy ona z pełnym wyższości lekceważeniem doprawionym złością, że niższość tej wyższości nie respektuje albo, co gorsza, w ogóle ją ignoruje. Wot! dialektyka pana i niewolnika. Herrschaft und Knechtschaft (w przełożeniu na niemiecki). Naturalnie Autor w życiu się do tej złości nie przyzna; już raczej przypisze ją tym drugim. Jak w piosence. "Popatrz zresztą pan / To świrnięty całkiem drań / Bym ich wszystkich, och / Jak o ścianę, panie, groch / Zerknijżesz no, pan / Ja historię dobrze znam / Idiota, głupi albo gra [...] / To są, panie, ci no... eks- / centrycy. Trzeba temu kres / Na społecznym ciele kleks / A ekscentryk bida / Wcale zły czy głupi / Ani on artysta, ani popił / Ani też na głowę chory / Tylko mu chodzą po głowie / Hegle i Kierkegory". [https://youtu.be/I3Mn_TRXkiY]

Niechęci do kartopłatów nie trzeba łączyć z pisowszczyzną.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]